Kołtoń: Lech już po mistrzostwie?!

Czy można przegrać wszystko w kilka pierwszych tygodniach nowego sezonu?! Przykład Lecha Poznań pozwala nam to uzmysłowić...

Odpadli z Ligi Europejskiej, a po pięciu kolejkach ligowych mają osiem punktów starty do Wisły Kraków. Osiem!!! Nie przesadzam z tymi wykrzyknikami, bo doprawdy to przepaść.

Reklama

Nie ma dwóch zdań - Lech znalazł się w obliczu kryzysu, który jest nadzwyczaj dotkliwy. Niestety powodem tego kryzysu jest zmiana na stanowisku trenera. Przyznajmy jedno - Franciszek Smuda nie mógł dalej pełnić funkcji szkoleniowca "Kolejorza". Dlaczego? Czy dlatego, że pracował już trzy lata? Nie, właściciel klubu Jacek Rutkowski wzoruje się na Werderze Brema, a tam Otto Rehhagel, czy Thomas Schaaf pracują po kilkanaście lat i nawet mogą im się zdarzyć słabsze momenty (ot, choćby Schaafowi w ostatnim sezonie, kiedy to w Bundeslidze zajął 10. miejsce).

Nie o to chodzi ze Smudą, że pracował dłużej - chodzi o brak lojalności. Kilka tygodni temu Rutkowski powiedział to wprost. "W programie "Cafe Futbol" jeden zachowywał się normalnie, to Jan Urban, który bronił polityki transferowej klubu, a drugi tak, że szkoda gadać" - wyznał biznesmen, który stworzył markę Amica. Ten drugi to Smuda, który wygłosił pamiętne zdanie: "Co tu dużo mówić o transferach, skoro o nich decyduje człowiek, który futbol zna tak, jak można poznać krajobraz zza szyby pędzącego pociągu".

Smuda odniósł się w tym zdaniu do Piotra Rutkowskiego, syna Jacka Rutkowskiego, który nadzoruje transfery w Lechu. Problem w tym, że bardzo, ale to bardzo się pomylił. Po pierwsze - Rutkowski senior chce mieć pełny wgląd w politykę personalną, a co za tym idzie finansową klubu. Nigdy żaden trener nie będzie mu dyktował, kogo i kiedy ma kupić lub sprzedać. Po drugie - Piotr Rutkowski to, na ile poznałem tego człowieka, pasjonat futbolu. Nie jest tak, że jak ktoś nie grał w piłkę na poziomie Ekstraklasy, nie potrafi ocenić przydatności zawodników. Oszałamiającą karierę szkoleniową zrobił w ostatnich latach Jose Mourinho, który grał w drugiej lidze Portugalii, a tak naprawdę kopał się w niej w czoło. Mając dwadzieścia trzy lata postanowił - wykazując się inteligencją - zawiesić buty na kołku, aby skoncentrować się na czymś innym. Dziś jest wybitnym strategiem, analitykiem i taktykiem. Ba, jednym z najlepszych trenerów świata...

Piotr Rutkowski trenerem nigdy nie będzie, ale menedżerem klubowym i owszem. Dziś odpowiada za scouting, a jutro zapewne za całe przedsięwzięcie. Czy ten scouting był taki zły, gdy na Bułgarskiej w Poznaniu z niebieskimi koszulkami Lecha fotografowali się Stilić, Lewandowski, czy Peszko. Owszem, Burić, Golik, czy Handzić to melodia przyszłości - delikatnie rzecz ujmując - ale już Kasprzik i Gancarczyk od razu wskoczyli do podstawowego składu. Daleki też jestem od krytyki Chrapka i Mikołajczaka. Lepiej kupować najlepszych piłkarzy w pierwszej, czy drugiej lidze w Polsce niż byle jakich obcokrajowców z Bałkanów...

Jak z tego widać - Smuda, za brak lojalności, nie mógł zostać. Pęknięcie nastąpiło zimą i wiosną obie strony już tylko czekały końca. Smudzie nie można odmówić charyzmy i pojęcia o taktyce, którą wcześniej wypracowuje na treningach. Przy tym Smuda jest odważny - pamiętam, że piłkarze Lecha bez żadnych kompleksów grali z Nancy, czy Deportivo, a także z CSKA i Feyenoordem, a także wcześniej z Grasshopperem i Austrią, a później z Udinese. Momentami to były porywające boje, wynikające z osobowości szkoleniowca.

Czy w tej sytuacji słusznym było powierzenie "Kolejorza" Jackowi Zielińskiemu? To już temat na kolejny tekst...

Dowiedz się więcej na temat: Franciszek Smuda | rutkowski | Kołtoń

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje