Franz Smuda: Milion za mistrza

Byłem zdziwiony decyzją Franciszka Smudy o podjęciu rozmów z Polonią Warszawa. Wszak 61-letni szkoleniowiec kilka dni wcześniej zgłosił akces na następcę Leo Beenhakkera.

W wersji optymistycznej nastąpi to w lipcu 2010 roku, w pesymistycznej już w listopadzie tego roku, po zakończonych eliminacjach MŚ.

Reklama

"Franz" ze śmiechem odbiera telefon: - Stówka leci za stówką, a człowiek nie zarabia.

A tak na poważnie? Smuda mówi: - Praca to moje życie. Nie wiem, ile przyjdzie mi czekać na objęcie kadry. Przecież możemy awansować do finałów mistrzostw świata w RPA.

Właściciel Polonii Warszawa, Józef Wojciechowski uchodzi za kilera trenerów - tylko w poprzednim sezonie pracowali na Konwiktorskiej Jacek Zieliński, Bogusław KaczmarekJacek Grembocki. Czas tego ostatniego nieodwołalnie dobiega końca, ale czy rzeczywiście czołowy polski trener chce się pakować w świat Wojciechowskiego? "Franz" tłumaczy: - Też wiele słyszałem o Wojciechowskim. Jednak osobista rozmowa była bardzo pozytywna. Rzeczowa, wybiegająca w przyszłość. Właściciel Polonii uhonorował fakt, że domagam się klauzuli, umożliwiającej odejście w każdym momencie do drużyny narodowej, a także do klubu Bundesligi.

Smuda ma podpisać umowę na dwa lub trzy lata. "Franz" uzupełnia: - Nie ma żądania mistrzostwa Polski od razu. Prezes Wojciechowski powiedział, że bardzo by się cieszył, gdyby tytuł przyszedł w 2011 roku.

Smuda chce profesjonalnie przygotować całą otoczkę i wkroczyć ze swoim sztabem, który - gdyby odszedł do kadry - kontynuowałby pracę. Gaża jak na polskie warunki jest znacząca - przekraczająca 70 tysięcy złotych miesięcznie. Do tego - milion złotych premii za mistrza Polski!

Czy mistrzostwo Polski "Czarnych Koszul" jest realne w starciu z Lechem, Wisłą i Legią? Smuda mówi: - Kadra Polonii jest ciekawa, jeszcze kilku zawodników sprowadziłbym i zacząłby się wyścig. Wojciechowski ceni moje dokonania w Lechu, gdzie za małe pieniądze sprowadzaliśmy zawodników, o których dziś mówi się nie tylko w Polsce.

Architektem porozumienia na linii Wojciechowski-Smuda jest Michał Listkiewicz. Wygląda na to, że szykuje się do objęcia oficjalnej posady na Konwiktorskiej, aby ramię w ramię ze Smudą budować silny klub. Trzykrotny mistrz Polski z Widzewem i Wisłą, architekt ostatniego awansu mistrza Polski do Champions League, a ostatnio 1/16 finału Pucharu UEFA, przyznaje: - Czuję, że Wojciechowski chce postawić na ludzi, którzy odpowiednio zadbają o jego interesy w piłce nożnej. A że nie jest to łatwa materia, to już się przekonał.

Co będzie jak Wojciechowski znowu wkroczy do szatni? Smuda przekonuje: - Nie ma takiej możliwości. Słyszałem o takich przypadkach wcześniej, ale od razu zaznaczyłem, że u mnie to niewyobrażalne. Powiedziałem prezesowi Wojciechowskiemu - pan jesteś raptus, ja też, więc w końcu może dojść do wybuchu. Może, ale nie musi, jeśli od początku ustalimy reguły naszej współpracy.

W sezonie 1999/2000 Polonia zmierzała po mistrzostwo Polski. Po pierwszej rundzie klub opuścił Jerzy Engel, który został selekcjonerem biało-czerwonych. Drużynę objął Dariusz Wdowczyk, ale Engel dalej nadzorował "Czarne Koszule", które sięgnęły po drugi tytuł w historii. Czyżby szykował się podobny scenariusz?! Smuda po kilkutygodniowym pobycie u żony w Krakowie tryska energią - już planuje transfery i nową taktykę. Ostatnio zasłynął z ustawienia 1-4-3-2-1, tak zwanej "choinki" stosowanej przez Milan Carlo Ancelottiego. Zapewne dla Polonii wymyśli coś nowego.

Dowiedz się więcej na temat: Warszawa | "Mistrz" | Wojciechowski | Franciszek Smuda

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje