Dziennikarz, który potrafił wygrać mecz

Odszedł Roman Hurkowski, człowiek-instytucja w polskim dziennikarstwie sportowym. Kilka tygodni temu razem jedliśmy tatara w Wiązownej, niewiele ponad tydzień temu rozmawiałem z nim przez telefon, gdy już znalazł się w szpitalu. Tyle mieliśmy planów...

Poznałem Romana Hurkowskiego jako nastolatek - napisałem list do tygodnika "Piłka Nożna", w którym polemizowałem z jego tekstem o Lotharze Matthaeusie. Pamiętam tytuł: "Z robotnika nie ma przewodnika". To był 1987 roku, kiedy to Bayern przegrał finał Pucharu Europy z FC Porto. RH uczynił winnym Matthaeusa, a ja gorąco protestowałem. Odpisał mi!

Reklama

Miałem rodzinę w Warszawie, jeździłem na wakacje, ale nie było jeszcze muzeum Powstania Warszawskiego. Chodziłem więc do Muzeum Wojska Polskiego i na Legię, aby oglądać treningi z udziałem takich gwiazd, jak Jacek Kazimierski, Andrzej Buncol, czy Dariusz Dziekanowski. Po wymianie korespondencji z RH zawitałem rzecz jasna do redakcji "Piłki Nożnej", która mieściła się przy Alei Stanów Zjednoczonych. Roman miał talent do wyszukiwania młodych ludzi i promowania ich. Ostatnio opowiadał mi o kilku "perełkach" w Futbolnet.pl. - Świetnie zapowiadają się Kamil i Tomek - przekonywał. To będą już chyba wychowankowie numer 100 i 101.

Mając dziewiętnaście lat, będąc na drugim roku Wydziału Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego, zorganizowałem wspólną wyprawę do Berlina na mecz Dynama z AS Monaco (Argentyńczyk Ramon Diaz strzelił fantastyczną bramkę w dogrywce). Po spotkaniu przekraczaliśmy granicę z Berlinem Zachodnim słynnym przejściem na dworcu Friedrichstrasse. Enerdowscy celnicy przeglądali nasze rzeczy z nadzwyczajną skrupulatnością. To był 1 listopada 1989 roku. 9 listopada stracili pracę - upadł Mur Berliński, symbol zniewolenia naszej części Europy. Boże, jakże byliśmy szczęśliwi! Roman był człowiekiem "Solidarności", jednego z najwspanialszych ruchów społecznych w historii świata.

Wcześniej RH - w 1987 roku - wygrał dla Polski mecz. Nie żartuję! W eliminacjach turnieju piłkarskiego do Igrzysk Olimpijskich w Seulu przegraliśmy z Danią 0-2. Jednak Duńczycy w Szczecinie wystawili nieuprawionego piłkarza, co Roman wykrył. Monitował PZPN, federacja złożyła protest w FIFA i był walkower na korzyść Polski. Uwielbiał takie szczegóły. W głowie porządkował sobie biografie piłkarzy. Nawet te najbardziej zawiłe piłkarskie drogi potrafił wymieniać jednym tchem.

Redaktor Hurkowski świetnie spełniał się w roli zastępcy redaktora naczelnego "Piłki Nożnej", a później jako szef tego tytułu. To był jego żywioł.

Z Romanem przeżyłem dni chmurne i górne. Ostatnio mieliśmy mnóstwo planów. Przedstawiłem mu pomysł książki "Selekcjonerzy - od Górskiego do Smudy". Zapalił się do tego! "Opowiem, co wiem, ja już nie mam siły, aby coś takiego napisać, ale pomogę" - powiedział na pierwszym spotkaniu. Pojechaliśmy do Wiązownej - do "Karczmy Żywieckiej". Uwielbiał tatara, później zajadaliśmy się polędwicą po wiązowsku, a Roman opowiadał, opowiadał i opowiadał. Oto kilka fraz, które podyktował do mojego notesu: "Górski to był wybór przeciwko Koncewiczowi", "Deyna notorycznie się gubił - to był jednak geniusz. Że pił i lubił dziewczyny? Taki typ". "Gmoch był owszem - jakbyśmy to dziś powiedzieli - trendy. Ale z czasem to już była tylko karykatura", "W moim przekonaniu Piechniczek ma kompleks Górskiego - może nawet większy niż Gmoch". Długopis palił mi się w rękach! Zaproponowałem Romanowi redagowanie mojej książki...

* * *

Pogrzeb Romana Hurkowskiego odbędzie się w środę na Cmentarzu Bródnowskim o godzinie 13.20. Część Jego Pamięci!

Redaktor Roman Hurkowski

Urodził się 2 sierpnia 1949 r., zmarł 14 grudnia 2010 r.

Jeden z najwybitniejszych polskich dziennikarzy sportowych. Przez 25 lat pisał do "Piłki Nożnej", w którj był redaktorem naczelnym w latach 1998-2001, współpracował z krakowskim "Tempem", "Nowym Światem", "Sportem", "Sportowcem", , "Expresem Wieczornym", i 'Magazynem Futbol". W ostatnim okresie był redaktorem naczelnym portalu "FutbolNet.pl".

Wykładał dziennikarstwo na "Uniwersytecie Łódzkim".

Jego książka "Z piłką do Europy" została wybrana przez "Gazetę Wyborczą" najlepszą sportową książka roku 2005. Napisał też:

- "Boniek i inni. Moi rywale",

- "Reprezentacja Polski, Almanach 1921-1990",

- "Polska piłka nożna 2002",

- "Dwa kluby, dwa kraje, jedna piękna kariera. Krzysztof 'Gucio' Warzycha - mecze, gole, laury",

- "Piłkarski świat zaraz oszaleje. Mistrzowski przewodnik - Niemcy 2006",

- "Tajemnica Mundialu",

- "Los tak chciał. Niepublikowany wywiad z trenerem Kazimierzem Górskim".

Dyskutuj na blogu Romana Kołtonia

Dowiedz się więcej na temat: wygraj | Jacek Gmoch | reprezentacja Polski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje