Ten artykuł możesz przeczytać również w wersji mobilnej »

Dwoma golami wbitymi Spartakowi Moskwa Leo Messi rozpoczął drogę po piąty z rzędu tytuł króla strzelców Champions League. Czy skończy się ona na Wembley?

Zdjęcie

Leo Messi poprowadził Barcelonę do zwycięstwa nad Spartakiem /AFP
Leo Messi poprowadził Barcelonę do zwycięstwa nad Spartakiem
/AFP

Zobacz również:

Anglik Jim Kempton wróżką nie jest. Rzeźbi. Wczoraj, na stadionie Wembley zaprezentował figurę woskową Leo Messiego, która stanie w popularnym londyńskim muzeum Madame Tussaud. Zaledwie kilka godzin później dwa gole argentyńskiego gwiazdora ocaliły Barcelonę przed porażką ze Startakiem Moskwa na inaugurację Champions League. Droga do finału na Wembley jest długa, ale Messi dobrze ją zna. Może w maju będzie miał okazję odwiedzić stworzonego przez Kemptona sobowtóra?

Reklama



Stereotyp jest taki, że Messi to dla Barcelony "człowiek-orkiestra". Strzela, podaje, rozgrywa, rządzi i dzieli na boisku według własnego uznania i intuicji. Wczoraj grali inni, on tylko zdobywał bramki, wystarczyło, by hiszpańska prasa znów nazwała go "Kamizelką ratunkową". Nie wiadomo nawet, w jakiej formie jest na początku sezonu Argentyńczyk, a zdobył już sześć goli w lidze, dwa w Superpucharze, jednego dla reprezentacji i dwa w Champions League. Wszystko w zaledwie 9 meczach. Wyczyn godny klasycznego łowcy goli.

Messi czasami się w niego wciela. Wczoraj na Camp Nou brylował Cristian Tello, zdobył gola na 1-0, asystował przy jednej z bramek Argentyńczyka. Spartak niby wyłącznie się bronił, ale i tak do 72. minuty wygrywał 2-1. Kiedy na Camp Nou zapach porażki się nasilał, Messi uruchomił maszynkę, która w ostatnich czterech sezonach pozwoliła mu zdobyć w Champions League aż 43 gole. Dziś ma ich już łącznie 53, tego ostatniego wbił głową przy wzroście 168 cm. I wielkie nadzieje Rosjan prysły jak mydlana bańka.

Barcelona grała przeciętnie: wolno, przewidywalnie. Widać, że po Rubinie Kazań, także inne kluby rosyjskie stanowią dla niej duży problem. Problemów nie ma Messi. Po jego golach dziennik "Marca" dowcipnie skomentował, że Leo jest w Katalonii tym, który najbardziej nie znosi niespodzianek.

Cztery kolejne tytuły króla strzelców Champions League są dokonaniem kosmicznym, biorąc pod uwagę, że w całej historii rozgrywek obronić to trofeum udało się tylko Ruudowi van Nistelrooyowi w latach 2002, 2003. Argentyńczyk wyznaje jednak, że w jego sercu wciąż tkwi zadra, czyli wspomnienie przestrzelonego karnego z półfinałowego starcia z Chelsea w poprzedniej edycji.

Gole Argentyńczyka zapewniały Barcy zawsze awans, co najmniej do półfinału Ligi Mistrzów, w tym roku misja będzie jednak szczególnie trudna. Rywale uczą się gry przeciw Katalończykom, nikt już nie wstydzi się ustawiać przeciw nim potrójnych zasieków, skoro zrobiła to Chelsea z dobrym skutkiem, robią to inni. Tiki-taka staje się coraz częściej jałowa i przewidywalna, jedyne, czego rywale nijak nie potrafią zgłębić, to fenomen małego Argentyńczyka. Można zatrzymać Barcę, ale czy można Messiego? On znowu wybiera się na Wembley.

Niczego jednak nie robi się w pojedynkę. Czy koledzy z zespołu dadzą wystarczające wsparcie Messiemu? W kilka dni defensywa Barcelony rozsypała się w drobny mak. Kontuzje leczą Alba, Puyol, wczoraj staw skokowy skręcił Pique i nie wiadomo, czy wyleczy się na ligowy mecz z Realem Madryt (7 października). Stało się to akurat w dzień, gdy partnerka stopera Shakira ogłosiła, że spodziewa się dziecka.

Najlepsi strzelcy w historii Pucharu Europy:


1. Raul 71
2. Ruud van Nistelrooy 60
3. Andrij Szewczenko 59
4. Leo Messi 53 (25 lat)

Dariusz Wołowski

Porozmawiaj o artykule z Dariuszem Wołowskim na jego blogu!

FC Barcelona - Spartak Moskwa 3-2. Galeria

liczba zdjęć: 12

Artykuł pochodzi z kategorii: Felietony