Tomaszewski: Oświadczenia niezgody

Przyznam szczerze, że nie tak wyobrażałem sobie moje spotkanie, jako przedstawiciela Komisji Etyki z zarządem PZPN, na którym w imieniu moich komisyjnych kolegów przedstawiłem kolejne wnioski dotyczące oczyszczenia naszej piłki.

Niestety okazało się, że paru członków zarządu uważa, że dotychczasowa Ich działalność była i jest wzorowa oraz nie rozumieją, na czym polega praca Komisji Etyki. Mam tu na myśli prezesa Podkarpackiego OZPN, Kazimierza Grenia i Andrzeja Strejlaua, którzy swoimi wypowiedziami spowodowali, że wnioski przedstawione przez Komisje Etyki zostały, delikatnie mówiąc, "olane" przez zarząd.

Reklama

Pierwszy "oportunista" w swoim patetycznym przemówieniu stwierdził, że zarząd nie może rozpatrzyć wniosku Komisji Etyki, o ukaranie klubów, sędziów , działaczy i piłkarzy, dopóki nie zakończą się procesy karne, ponieważ (uwaga, uwaga!) narazi to na śmieszność całe to szacowne gremium. W tym momencie oniemiałem, bo po pierwsze, skoro tak wspaniali i praworządni ludzie rządzą polską skopaną, to dlaczego tak fatalny wizerunek naszego futbolu jest w oczach opinii publicznej, a po wtóre, to czy Prezydium PZPN powołując Komisję Etyki spodziewało się, że będzie to kolejny "Tworek" pod tytułem: towarzystwo wzajemnej adoracji.

Jeśli opinię członka Grenia można zrozumieć, bowiem trudno wymagać od człowieka by z perspektywy Podkarpacia widział problemy profesjonalnego futbolu, to nijak nie mogę zrozumieć stanowiska zaprezentowanego przez szefa sędziów, Andrzeja Strejlaua, który poddał w wątpliwość wnioski Komisji Etyki w sprawie oświadczeń majątkowych i "antykorupcyjnych", jakie powinni składać sędziowie przed rozpoczęciem każdego sezonu. .

Mam nadzieję, że stanowisko Andrzeja było wynikiem jakiegoś nieporozumienia, lub zbiegu okoliczności, a nie jak domniemają co poniektórzy dziennikarze "ugody" zawartej na pierwszym spotkaniu Komisarza z arbitrami, jakie miało miejsce w ośrodku wypoczynkowym kopalni Bełchatów. Andrzejku, drogi przyjacielu, w Polsce obowiązuje Ustawa Antykorupcyjna, zgodnie z którą każdy kto pełni funkcję publiczną (poseł, radny itp.) musi złożyć oświadczenie majątkowe. W związku z tym sędziowie, jako osoby publiczne podlegają tej Ustawie, tym bardziej, że korupcja w tym gronie została udowodniona na "milion procent". Kończąc ten wątek , chciałbym złożyć następujące oświadczenie:

Szanowni panowie z Zarządu, zrozumcie, że powołana przez Prezydium PZPN, Komisja Etyki jest tylko i wyłącznie po to, by WSPÓLNIE Z WAMI "wyciągnąć" polską piłkę z bagna w jakim przez ostatnie kilka lat się tarzała - a gdy nastąpi okres normalności , to ja natychmiast podaję się do dymisji.

W związku z powyższym, zwróciłem się do prezesa Listkiewicza o wyznaczenie - w terminie jak najszybszym - spotkania z kierownictwem PZPN, by omówić powyższe niedomówienia , bowiem nie mogę pozwolić na to, by wnioski i decyzje wielce szanowanych, nie tylko w swoich środowiskach, (generała Mieczysława Karusa, mecenasa Eugeniusza Stanka, profesorów, Józefa Lipca, Wojciecha Przybylskiego i Stanisława Speczika), ludzi z ogromnym autorytetem były wystawiane na publiczne pośmiewisko.

Co zaś się tyczy ligowej piłki, to na uwagę zasługują dwa wydarzenia, jeden dotyczy Wisły Kraków, drugi podpisania - niezgodnie z prawem - kontraktu Artura Sarnata z Kolporterem Kielce. Jeśli chodzi o Wisłę, to wielkie brawa dla pana Bogusława Cupiała, za zmiany, jakie dokonał, chociaż obawiam się, czy ponad półroczne "zdołowanie psychiczno-moralne" jakiego dokonali słynni bracia nie odbije się (życzę sobie bym się mylił) na postawie zespołu Białej Gwiazdy w europejskich pucharach. Mam również nadzieję, że Zdzisiu Kapka jak najszybciej rozwiąże problem z trenerem Kasperczakiem.

Moim zdaniem są dwa wyjścia, "Kasper" odchodzi po zawarciu ugody, lub zostaje "menago" i wspólnie z Jurkiem Engelem stworzą najlepszy duet szkoleniowy w Polsce, który ma realne szanse - co daj Boże - zawojować piłkarską Europę.

Druga sprawa dotyczy skandalicznego podpisania przez Artura Sarmata - 30 października 2004 roku - kontraktu z kieleckim Kolporterem , kiedy był on jeszcze związany kontraktem - do końca czerwca 2005 r. z KSZO Ostrowiec. Smrodliwemu smaczkowi tej sprawie dodaje fakt, iż władze klubu z Ostrowca nie zostały poinformowane o tym skandalicznym akcie prawnym, a na dodatek jak powiedział mi Mirosław Stasiak, Sarnat domagał się i otrzymał w styczniu 2005 roku podwyżkę wynagrodzenia w wysokości 70 procent. Przypomnę tylko, że w Anglii za samą tylko "rozmowę transferową" przed regulaminowym terminem, piłkarz został ukarany ogromną (jak się nie mylę, chyba 200 tysięcy funtów) karą pieniężną. Ten wysoce nieetyczny i niezgodny z prawem, skandal został rozpatrzony przez Komisję Etyki, która zawnioskowała do Wydziału Dyscypliny o przykładne ukaranie Klubu z Kielc i zawodnika, by odstraszyć na przyszłość do tego typu praktyk - nasze sugestie to minimum 6 miesięcy bezwzględnej dyskwalifikacji dla Sarnata i co najmniej minus trzy punkty dla Kolportera, który rywalizując z KSZO o awans dopuścił się tak haniebnego czynu. Natomiast osobiście namawiam , by Mirosław Stasiak - bez urazy Mirek, ale będziesz wielkim frajerem, jeśli tak nie postąpisz - wystąpił do Sądu Polubownego PZPN o zwrot wszystkich pieniędzy (plus odszkodowanie) jakie wydał na kontrakt z zawodnikiem, który grał na dwa fronty.

Jan Tomaszewski

Dowiedz się więcej na temat: PZPN | Komisja Etyki Poselskiej | oświadczenia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje