Tomaszewski: Moja prywatna wojna?!

Przyznam się, że kiedy usłyszałem, iż ostatnie decyzje Wydziału Dyscypliny, dotyczące Widzewa, zostały potraktowane przez niektórych "medialnych fachowców" jako prywatna wojna Jana Tomaszewskiego ze Zbigniewem B., oniemiałem ze zdziwienia.

Teraz czekam, aż kilku znawców skopanych spraw - którzy dotychczas bez wazeliny "wchodzili do czterech liter" byłemu prezesowi prezesów PZPN - autorytatywnie stwierdzi, że wyczyszczenie polskiej piłki z brudów (afery z Piastem, Zagłębiem, Polarem, Arką, obserwatorami, sędziami , sprzedawczykami i kupczykami, którzy na co dzień "robią" za działaczy, czy kopaczy), jest bezsensownym wnioskiem Komisji Etyki, która kilka tygodni temu, powstała przy Polskim Związku Piłki Nożnej.

Reklama

Nim jednak to nastąpi chciałbym po raz kolejny, mam nadzieję ostatni - dodając nie publikowane dotychczas szczegóły - wyjaśnić przekręt związany z "widzewowską licencją". W sierpniu 2004 roku, na posiedzeniu zarządu Łódzkiego OZPN nastąpiło - zgodnie z prawem - wyrejestrowanie RTS-u Widzew z członków PZPN i przyjęcie w poczet Związku nowo-powstałego Stowarzyszenia Widzew Łódz.

Dzięki temu zabiegowi nowy piłkarski "Tworek" zamiast zacząć swoją przygodę z piłką od B-klasy, kontynuował drugoligowe rozgrywki, odcinając się od długu poprzednika - od którego BEZPRAWNIE przejął licencje. Taki przekręt w dużej mierze był możliwy dzięki uczestnictwu w wyżej wspomnianych obradach dwóch członków PZPN, którzy póki co, nie byli związani z łódzkim klubem. Pierwszym z nich był przewodniczący Odwoławczej Komisji Licencyjnej pan Sadowski, który w tajemniczych okolicznościach 24 lipca 2004 roku przyznał - kuriozalnie, by nie powiedzieć dyletancko, uzasadniając - licencję RTS-owi, a który wówczas pełnił funkcje, uwaga, uwaga: wiceprezesa Okręgowego Związku w Łodzi.

Drugim uczestnikiem zalegalizowania tego przekrętu był członek Zarządu PZPN, były wiceprezes związku, były selekcjoner itp., itd. - czyli mówiąc krótko Zbigniew B. , który w tym czasie nie był oficjalnie związany z Widzewem. Zatem obecne , prasowe pogróżki Zbigniewa B. o zaskarżeniu do sądu decyzji WD. będzie strzałem samobójczym, bowiem wówczas po obydwu stronach wokandy będzie musiał występować w roli "kiwacza" Zbigniew B.

Zatem biorąc powyższe fakty pod uwagę, bardzo sprawiedliwy wydaje się wyrok WD, który biorąc pod uwagę błędy "licencyjne", popełnione przez prominentnych działaczy PZPN nie zastosował degradacji - jak w przypadku GKS-u, a dał szansę Widzewowi na naprawę szkód wyrządzonym wierzycielom i możliwość dalszego występowania w II-lidze. Natomiast tłumaczenie prezesa "nijakiego" Władysława Puchalskiego, że prowadzony przez niego klub nie jest następcą prawnym RTS-u, można włożyć między bajki, ponieważ przepisy PZPN , UEFA i FIFA wyraźnie stanowią, iż w przypadku przejęcia licencji, nowy podmiot bierze ją z dobrodziejstwem inwentarza, to znaczy z aktywami i pasywami. Takim dyletanckim oświadczeniem prezes Widzewa kompromituje się, bowiem prawo wyraźnie stanowi, że: nieznajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności. A tak na marginesie, to aż dziw bierze, dlaczego wyroki Wydziału Dyscypliny FIFA i UEFA - w przeciwieństwie do decyzji WD-PZPN - nie są tak krytykowane przez naszych pseudo-działaczy zrzeszonych w PZP - ale widocznie co poniektórym klubowym, skopanym aparatczykom pojęcie odwaga myli się z odważnikiem...

Oczywiście prezes Widzewa, "dyplomatycznie" nic nie wspomina o degradacji - za zadłużenia - zasłużonego dla polskiej piłki GKS , w sytuacji, kiedy kibice zarejestrowali w Sądzie Stowarzyszenie GKS Katowice i w przeciwieństwie widzewskiego przekrętu, nie żądają drugoligowej licencji, a zgodnie z przepisami, chcą zacząć od zera, grę w IV lidze.

Niestety, tak uczciwe podejście do sprawy, również nie znalazło aprobaty kliku "niekumatych" działaczy okręgowego związku w Katowicach, którzy nakazali by GKS zaczął granie od B-klasy. Mam nadzieję, że "katowiccy, kopani urzędasy" zrozumieją, że istnieje możliwość, by zasłużone dla polskiej piłki kluby, w takich przymusowych sytuacjach (ogłoszenie upadłości), otrzymały szansę gry od IV-ligi, by możliwie szybko powrócił - działając na zdrowych zasadach - do grona ligowców. Biurokratom z katowickiego OZPN przypomnę tylko, że w Szczecinie i Olsztynie okręgowe władze postąpiły z duchem czasu i zespołom Pogoni i byłego Stomilu zezwoliły na start w czwartej lidze. Gdy tak samo nie stanie się w Katowicach, to będzie to swoisty sabotaż, bowiem nie można dopuścić do tego, by na jednym z ładniejszych piłkarskich obiektów w Polsce na którym zasiada kilka tysięcy fanów piłki, odbywały się mecze o mistrzostwo 7-klasy.

Na zakończenie coś bardzo, bardzo optymistycznego, a mianowicie decyzja działaczy, trenerów i zawodników Kolportera, o "WYKOPANIU RASISTÓW ZE STADIONÓW".

Brawo koledzy z Kielc, tak trzymać. Ja jako członek Komisji Etyki, zaproponuję moim kolegom, by 3 września na kolejnym posiedzeniu Komisji zająć się tym tematem szerzej i wystosować petycję do Władz PZPN i Organów Ścigania o wykopaniu nie tylko rasistów, ale również, a może przede wszystkim, BANDYTÓW I TERRORYSTÓW ze wszystkich sportowych obiektów w Polsce.

Jan Tomaszewski

W związku z obraźliwymi tekstami komentarzy dotyczących felietonów Jana Tomaszewskiego, uprzejmie informujemy, że nie będziemy publikowali anonimowych komentarzy, w których zamiast merytorycznej dyskusji, będą zawarte wyzwiska, pogróżki i obraźliwe epitety pod adresem naszego współpracownika.

Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego, ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że zamieścimy każdy, nawet najbardziej drastyczny komentarz, ale pod warunkiem uprzedniego sprawdzenia danych osobowych autora, by pan Jan Tomaszewski mógł dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.

PS. Najważniejsze wydarzenia z Idea Ekstraklasy (bramki, akcje, kontrowersje) możesz śledzić w serwisie http://magazynligowy.interia.pl/

Dowiedz się więcej na temat: gks | wojna | PZPN

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje