"Łże jak Zbigniew B."

Przyznam się, że kiedy usłyszałem, iż premier-niestety jeszcze - rządu RP powiedział, cytuję: "Jestem w stanie obecnie utworzyć Ministerstwo Sportu" - poczułem się jakby mnie ktoś zdzielił belką w głowę, ponieważ na pierwszej w historii parlamentu debacie poświęconej sprawom sportu (niedowiarków odsyłam do grudniowego felietonu pt: "Historyczna, czy histeryczna DEBATA?"), Adam Giersz (przedstawiciel premiera) autorytatywnie stwierdził, że rząd nie widzi potrzeby funkcjonowania resortu sportu.

Dlaczego taka zmiana? Ano notowania w sondażach opinii publicznej dla premiera i... opozycyjnej partii, której jest współzałożycielem, są katastrofalne i najpierw pan Belka oświadcza, że chyba zrezygnuje (a ma inne wyjście?) z polityki, by na drugi dzień sięgnąć po "ostatnią deskę ratunku" i populistycznie dać do zrozumienia, że kiedyś to on był przeciw, bo wóz nie mógł być przed koniem, ale teraz to jest cały albo i jeszcze więcej za... powstaniem resortu sportu.

Reklama

Ale czego można spodziewać się od faceta, który szefując - z rekomendacji lewicy - Radzie Ministrów, zgłasza akces do centro-prawicowej partii, podpisał - popularnie zwaną - "instrukcję rozłąkową" współpracy z SB i twierdzi, że nie kablował, oraz ostentacyjnie ziewa podczas pogrzebu papieża (nawet nie raczył skorzystać z dłoni by zasłonić ustka) - co nie tylko cała Polska, ale cały świat widział.

Podobnie ma się sprawa z "OBSERWATOREM MENiS-a", który będzie uczestniczył w posiedzeniach prezydium PZPN i "czuwał na prawidłowością" działania tego gremium. W związku z tym nasuwa się pytanie, dlaczego MENiS nie reagował przez ostatnie lata (tylko ja o tym pisałem i mówiłem w mass-mediach), gdy szefem sztabu koreańskich MŚ był Zbigniew B.? , a do ścisłego kierownictwa mundialowej ekipy "załapał się były prominentny ESBEK", który w latach 80. "trenował" ojca Hejmo. Wszystko na to wskazuje, że w tym przypadku , kiedy prokurator Olejnik i powołana przez prezydium PZPN, Komisja Etyki "czyści naszą skopaną" - w myśl przysłowia : przykleiło się g... do okrętu i mówi MY PŁYNIEMY - jak grzyby po deszczu będą rosły szeregi "weteranów" walki z futbolową patologią. Ja oficjalnie zapowiadam, że wyproszę to "menisowskie indywiduum", gdy zjawi się ono nie proszone na posiedzeniu Komisji Etyki - to samo radzę uczynić członkom zarządu i prezydium.

Przechodząc do skopanych spraw, to rewelacja tygodnika "Wprost", iż tajnym agentem SB, był Andrzej Placzyński, przedstawiciel Sport-five , który pośredniczył - niezgodnie z prawem, bo bez wygrania publicznego przetargu - w "opylaniu" różnego rodzaju praw przez PZPN (a konkretnie byłego wiceprezesa do spraw marketingu) WYJAŚNIA dlaczego Zbigniew B. "opylał" co (prawa reklamowe oraz telewizyjne )chciał i jak (bez ogłaszania publicznych przetargów) chciał i... nie został dotąd rozliczany przez instytucje do tego powołane!?.

Oczywiście w licznych wywiadach Zbigniew B. sugeruje, że za całe zło w polskiej piłce winny jest jego przyjaciel z boiska - czyli ja, ale jak powiedział mi jeden z członków zarządu, potwierdza to tylko opinię o "Zibim", która brzmi: Łże jak Zbigniew B. Natomiast co się tyczy groźby (jak nie uciszycie Tomaszewskiego, to pożałujecie, bo ja zacznę mówić), jaką przekazał mi jeden z szefów PZPN, to uroczyście oświadczam "mojemu przyjacielowi z boiska", że jak tylko zacznie mówić, to ja nie tylko się uciszę, ale jestem w stanie zrezygnować z prac w Komisji Etyki, ponieważ wówczas tylko prokuratura i sąd będą miały najwięcej do powiedzenia i zrobienia w procesie oczyszczania polskiej skopanej. A tak na marginesie, to jestem przekonany, że wypadek prokuratora Kazimierza Olejnika był przypadkowym zbiegiem okoliczności i "Człowiek, który zatrzymał skopaną mafię" jak najszybciej powróci do zdrowia i skopanej gry. W powyższym świetle wywiad Zbigniewa B. w katowickim "Sporcie" (opisującym między innymi kulisy uzyskania lewej licencji przez łódzki Widzew), zatytułowany "Nie jestem z KGB" - być może należy "odczytać" -- A KTO WIE? A przecież mądre przysłowie mówi: Z kim przystajesz, taki się stajesz?

Mam nadzieję, że czasy kiedy agenci SB byli bezkarni minęły już bezpowrotnie i w tej konkretnej sprawie nie przyjdzie jakiś "cichociemny" do prokuratury i powie: Towarzysze wicie, rozumiecie, MY przejmujemy akta w tej sprawie, bo tego wymaga dobro państwa - co w praktyce oznacza ni mniej, ni więcej, tylko zatuszowanie niezgodnego z prawem "handelku" -sięgającego kilku ładnych milionów baksów.

Natomiast zatrzymanie kolejnych ludzi związanych z futbolem klubowym, dowodzi, że w polskim sporcie idzie na lepsze, bo do tej pory mogliśmy czytać tylko o aresztowaniach szefów zagranicznych klubów, którzy dopuszczali się korupcji, natomiast u nas panowała ponoć kryształowa uczciwość, a "skopani ludzie" zapewniali, że wyniki na arenie międzynarodowej (ostatnimi latami tragiczne) już niedługo miały być wspaniałe, a nasze eksportowe drużyny lada moment miały zawojować piłkarski świat?!

Niestety, nim nastąpi ta "zapowiadana" świetlana przyszłość , zarząd PZPN będzie musiał rozwiązać problem , jak postąpić z tegorocznymi przekrętami i jak ukarać ludzi i kluby, które dopuściły się matactwa w poprzednich latach, bowiem w świetle prawa futbolowego nastąpiło przedawnienie.

Jeśli chodzi o miniony sezon, to decyzje muszą być bezprecedensowe i odstraszające, to znaczy: dożywotnia dyskwalifikacja działaczy, sędziów i piłkarzy, którzy dopuścili się przestępstw i indywidualne procesy karne, natomiast kluby "kupczące" punktami, zdegradowane do niższej klasy. Co zaś się tyczy "przewałek" w minionych sezonach, to moja propozycja, którą przedstawię na obradach Komisji Etyki, będzie następująca: działacze, sędziowie i piłkarze muszą zostać postawieni przed sądem, (bo w takich przypadkach kodeks karny nie przewiduje tak krótkiego okresu przedawnienia), a drużyny zamieszane w ustawianie wyników, powinny wystartować w nowych rozgrywkach z minusowymi punktami. I to "po równo", zarówno ci, którzy kupili (bezpośredni sprawcy) ,jak i ci (naiwni amatorzy bezpodatkowych zarobków), którzy sprzedali wynik.

Jan Tomaszewski

W związku z obraźliwymi tekstami komentarzy dotyczących felietonów Jana Tomaszewskiego, uprzejmie informujemy, że nie będziemy publikowali anonimowych komentarzy w których zamiast merytorycznej dyskusji, będą zawarte wyzwiska, pogróżki i obraźliwe epitety pod adresem naszego współpracownika.

Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego, ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną.

Jednocześnie informujemy, że zamieścimy każdy, nawet najbardziej drastyczny komentarz, ale pod warunkiem uprzedniego sprawdzenia danych osobowych autora, by pan Jan Tomaszewski mógł dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.

Dowiedz się więcej na temat: Ministerstwo Sportu | prezydium | PZPN | zbigniew

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje