Historyczna, czy histeryczna DEBATA?

Odbyta, albo jak kto woli "odfajkowana", po raz pierwszy w naszym parlamencie sportowa debata, bardziej przypominała dyskusję paru podchmielonych fachowców u cioci na imieninach, niż merytoryczne rozważania na temat opłakanego stanu polskiej kultury fizycznej.

Przysłuchując się wypowiedziom posłów, nie bardzo kumatych w temacie, odniosłem wrażenie, że ludzie ci zamiast zastanawiać się nad możliwością wyjścia ze "sportowego impasu", nawzajem się oskarżali o to, kto (czytaj rząd prawicy, czy lewicy) doprowadził sport polski na skraj przepaści?

Reklama

Jednak szczytem niekompetencji było oświadczenie - w imieniu (nie)rządu RP - przedstawiciela MENiSa Adama Giersza, który powiedział, że: "Rada Ministrów nie widzi potrzeby utworzenia samodzielnego resortu sportu i kultury fizycznej!"

Słowa te "ogromnie bolą", ponieważ wypowiedział je były wspaniały trener, który wychował między innymi światowej klasy duet tenisistów stołowych Andrzej Grubba - Leszek Kucharski.

W tym konkretnym przypadku jak ulał pasuje powiedzenie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

A powracając do tematu, czyli sportowej agonii, to należy przestać owijać w bawełnę i spojrzeć prawdzie w oczy, która jest banalnie prosta. Sport zawodowy (a nie jak mówi Giersz wyczynowy) jest taką samą dziedziną życia jak wiele innych, a zawodnicy, trenerzy i działacze są pracownikami, którzy ciężką harówką zarabiają na życie, a poprzez odnoszone zwycięstwa rozsławiają swój kraj na arenie międzynarodowej.

Ostatnie sukcesy chińskich sportowców na ateńskich igrzyskach w pełni potwierdzają tę tezę. Tam jednak z zawodnikami pracują fachowcy (aż strach pomyśleć, co się będzie działo za 4 lata w Pekinie), w przeciwieństwie do naszych, w większości dyletantów, których największymi atutami są afery, skandale i ?tak zwana spychoterapia.

Klasyczny, a właściwie kliniczny przykład antysportowej działalności obserwujemy w siatkówce i piłce nożnej, gdzie afera goni aferę, natomiast wypowiedź prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego Stefana Paszczyka o tym, że RZĄD RP ponosi największą winę za olimpijską klęskę w Grecji, jest typowa dla ludzi, którzy w przypadku porażki szukają winnych wokoło, zapominając o sobie.

A ja tylko przypomnę, że przed wyjazdem naszej reprezentacji do Aten zastępca Paszczyka Zbigniew Pacelt publicznie zapewniał, że jesteśmy wspaniale przygotowani i przerwiemy wreszcie "spadkową tendencję medalową".

Ale czego można spodziewać się po sportowych decydentach, którzy odnosili sukcesy w epoce - "jedynie słusznej propagandy sukcesu", nigdy nie byli nawet 5 minut, w szatni zawodowego zespołu, a pracę profesjonalistów znają z opowiadań towarzyszy i ?komiksów redagowanych przez Wiesława Gomułkę pt. "Wita, rozumita" oraz kierowników propagandy Komitetu Centralnego PZPR, którzy zapewniali (a jak przyszło co do czego to gówno dali) Orłów Górskiego przed MŚ 1974: "Wy grajta, a my wam za to nie bójta się".

O tym, że i u nas można normalnie i prawidłowo funkcjonować nie trzeba nikogo przekonywać, a światowe sukcesy naszych przedstawicieli w pływaniu, czy w brydżu, potwierdzają opinię o prawdziwych fachowcach pracujących w tych sportowych związkach.

W zaistniałej sytuacji, nam prawdziwym kibicom nie pozostaje nic innego, jak zaapelować do "politykierów", by zrozumieli wreszcie, że sport jest najtańszą reklamą danego państwa, regionu, czy miasta i jedynym ratunkiem przed rosnącą w zastraszającym tempie, patologią wśród młodzieży.

Zatem panie i panowie posłowie, jeśli nie zachęcicie dzieci do korzystania z obiektów sportowych, to natychmiast zacznijcie budować więzienia, bo rzesza potencjalnych pacjentów tego rodzaju placówek - z dnia na dzień - będzie rosła w zastraszającym tempie!

A poza tym jestem święcie przekonany, że partia, która w swoim programie przedstawi program naprawy sporu polskiego zyska wiele punktów wyborczych, ponieważ milionowa rzesza sportowych fanów ma już dość ludzi kierujących Polskim Komitetem Olimpijskim i kilku Związków sportowych - z siatkówką i piłką nożna na czele.

Jan Tomaszewski

PS. Ogromnie jestem ciekaw zdania internautów na ten temat, dlatego mam propozycję, by rozpocząć prawdziwą - w przeciwieństwie do sejmowej farsy - dyskusję. Zatem czekam na opinię i ewentualne "sportowe pytania" do mnie, na które cyklicznie (raz w tygodniu) będę odpowiadał.

JT.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje