Uwaga! Plamy na księżycu!

- Przejdźcie na jasną stronę księżyca! - namawiał całe środowisko polskiej piłki Leo Beenhakker i w końcu udało mu się go tam przeprowadzić. Tymczasem wczorajsze spotkanie z Amerykaniami pokazało, że nawet na tej lepszej stronie księżyc ma plamy.

Największa z nich to brak ogrania naszych najlepszych piłkarzy, a ten kłopot rodzi drugi - słabe przygotowanie fizyczne. Jeśli zawodnik grzeje ławę, zamiast grać, to nikt w klubie nie będzie się nim przejmował i organizował dodatkowych ćwiczeń.

Reklama

Leo, jak to, on jest optymistą: - W eliminacjach pokazaliśmy, że sprawności fizycznej nam nie brakuje. Ciągle mamy mocny zespół.

Sęk w tym, że w eliminacjach większość piłkarzy grała w swych klubach. Teraz, poza Arturem Borucem, Ebim Smolarkiem i Michałem Żewłakowem nie mamy zawodników grających regularnie w silnym europejskim klubie.

Leo ma świadomość, że bez perfekcyjnego przygotowania kondycyjnego zespół pozbawiony gwiazd największego formatu nie ma czego szukać na ME. Dlatego rozszerzył sztab o profesjonalnego fizjologa. Trudno wątpić w umiejętności Michaela Lindemanna. Tym bardziej, że kolejny w kadrze Holender ostro wziął się do roboty. - Przekazał nam już plan przygotowań, a teraz będzie się kontaktował z naszymi klubami - opowiadał w Krakowie po meczu z USA Ebi Smolarek.

W przygotowaniach Leo wyznaje filozofię podobną do tej, jaka przyniosła sukcesy Henrykowi Kasperczakowi w Wiśle Kraków. Można ją streścić jednym zdaniem: "piłka jest na pierwszym miejscu". Nawet na wstępnym etapie przygotowania fizycznego nie ma typowego ładowania akumulatorów, bezmyślnego biegania po górach. - W trakcie przygotowań fizycznych 90 procent zajęć stanowią te z piłką - podkreśla Leo, więc nie dziwmy się później, że reprezentanci Holandii nie mają kłopotów z szybkim bieganiem z piłką przy nodze, z przyjęciem, dokładnym podaniem piłki na jeden kontakt.

Pytanie tylko - czy nawet Lindemann i jego metody będą skutecznym lekarstwem na brak ogrania naszych czołowych piłkarzy? Nawet jeden z liderów Orłów Jacek Krzynówek mówi otwarcie: - Robię i dalej będę robił wszystko, co tylko mogę na treningach, ale wątpię, aby moja sytuacja w klubie się poprawiła.

Warto w tej mierze zaufać człowiekowi, który na futbolu zjadł zęby - Markowi Koźmińskiemu, który jako ostatni Polak grał z powodzeniem w Serie A. - Niestety, a można mi wierzyć, bo wiem to po sobie: jeśli zawodnik regularnie nie gra w swoim klubie, to natychmiast odbija się to na jego formie - mówi Koźmiński.

Drugą - obok kłopotów z przygotowaniem - przyczyną porażki z USA, jaka wynikała z diagnozy sporządzonej na gorąco przez Leo Beenhakker było złe nastawienie mentalne piłkarzy. - Najwyraźniej kilku z nich nie weszło "na pokład", nie angażowali się w ten mecz na sto procent - grzmiał Leo. - Sam nie wiem, dlaczego tak się stało. Widzę jednak wyraźnie, że jeśli mam okazję nad mentalnością piłkarzy popracować dłużej, bo pozawala na to zgrupowanie, to później gramy dobry mecz. Teraz w Krakowie mieliśmy krótki obóz, piłkarze zjechali na niego z całej Europy obciążeni problemami, jakich nie brakuje im w klubach i być może dlatego nie udało im się skoncentrować na meczu z USA.

Na mistrzostwach Europy lekceważenia przeciwnika z pewnością nie będzie. - Nie możemy też przegiąć w drugą stronę: nie pozwolić na to, żeby sparaliżował nas stres. Tak się zdarzyło podczas mundialu w Niemczech - przestrzega Ebi Smolarek.

Po starciu z USA niedosyt pozostawia nie tylko wynik, lecz również fakt, że znowu szansy nie otrzymał Tomasz Kuszczak. Leo potwierdził, że planował, iż Boruc z Kuszczakiem zagrają po jednej połowie. Zmianę postanowień zrzucił na zły obrót meczu, ale przecież co szkodziło wykorzystanie szóstej zmiany na wpuszczenie Kuszczaka?

Dowiedz się więcej na temat: księżyce | beenhakker | leo beenhakker | USA | plamy | Uwaga!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje