Od "starego kina" po "majstra wężykiem"

Ostatnie przygody trenera Legii Jana Urbana i skrzydłowego Wisły Marka Zieńczuka to najlepsze przykłady na to, że w sporcie jakiekolwiek prognozy nie mają sensu.

- Teraz przed nami mecze z zespołami z dołu tabeli, więc powinniśmy choć trochę zniwelować stratę, jaką mamy do Wisły - planował trener Legii Jan Urban po porażce z Wisłą. Minęły dwa tygodnie. Efekt? Legia zamiast odrabiać, powiększa straty. Traci punkty z Jagiellonią, a Wisła nadspodziewanie wysoko wygrywa z dobrze dysponowanym Groclinem. Daleki jestem jednak od krytykowania Urbana. Ma taki skład, od którego trudno wymagać cudów.

Reklama

Przypadek "Zienia" to z kolei nauczka, że w piłce nikogo nie możesz za wcześnie przekreślać. Niedawno, jeszcze poprzedni zarząd Wisły przeznaczył Marka do odstrzału. Gdyby zawodnik się nie uparł, biegałby w koszulce Groclinu. Ale po występach w Amice Wronki dość miał gry przy pustych, cichych trybunach. Wolał zostać w Krakowie, choćby przy nowym trenerze groziło mu grzanie ławy. Efekt? Dzisiaj Zieńczuk to człowiek, bez którego Wisła nie zaszłaby tak wysoko.

14.kolejka Orange Ekstraklasy miała dużo zdarzeń cyrkowych. Najśmieszniej było w Warszawie, gdzie delegatowi PZPN-u nie spodobała się czerwona pięść na fladze Jagiellonii, a ochrona nie była w stanie jej zdjąć. W efekcie kilka tysięcy ludzi przez pół godziny musiało marznąć. I oglądać kabaret z zasłanianiem flagi bramką. - Jeśli ta flaga była niedozwolona, to mieliśmy tu "stare kino". Jej zdjęcie powinno trwać minutę! - trafnie komentował trener Legii Jan Urban.

Brawa dla trenera Urbana także za to, że wyjaśnił na konferencji prasowej tym, którzy domagali się odsunięcia Piotra Gizy, na czym polega sens kibicowania. - W Hiszpanii, gdy coś nie wyjdzie piłkarzowi twojej drużyny, to najpierw jest przeciągłe "Uuuuu!", ale zaraz po tym rozlegają się brawa - tłumaczył. - Jeśli kibice nie wierzą w piłkarzy, to przynajmniej ja będę to robił.

Śmiesznie było w Poznaniu, choć kibicom "Kolejorza" wcale nie jest do śmiechu. "Idziemy na majstra. Wężykiem" - z humorem skomentowali kibice.

Mimo niechęci ze strony kibiców po meczu z Odrą rezonu nie tracił trener Cracovii Stefan Majewski. Jego ekipa przełamała niemoc, po raz pierwszy w sezonie wygrała na wyjeździe, a "Doktor" wypalił: - Nie udało nam się. Ja powiedziałem przed tym meczem, że jak nie możemy wygrać, to musimy grać na remis.

- Mam żonę i trójkę dzieci. Żona uważa, że jestem prawdziwym mężczyzną - to z kolei cytat z rozpromienionego Oresta Lenczyka.

Ciekawie mieli też w Chorzowie, gdzie przez śnieżycę w tym sezonie zadebiutowała ... pomarańczowa piłka.

Wszystkich i tak zakasował Zieńczuk, który powinien zostać bohaterem kolejki. Moim jest. Wyróżnili się też bramkarze. Marcin Cabaj. Po porażce w Pucharze Polski z Arką niejeden trener odstawiłby go od składu. Majewski wytrwał i "Wąski" uratował "Pasom" zwycięstwo w Wodzisławiu Śl. Jacek Banaszyński zagwarantował "Jadze" punkt na Łazienkowskiej, a swoje "wyjął" też Boris Pesković.

Nominacja należy się też Piotrowi Brożkowi, który w starciu z Groclinem dzielnie się spisał w roli bocznego obrońcy i nie pozwolił na wiele Piotrowi Piechniakowi.

W poprzedniej ankiecie zdecydowanie wygrał "Zieniu", który zebrał 56 proc. głosów i wyprzedził lechitę Hernana Rengifo (11 proc.), a także Stefano Napoleoniego z Widzewa (8 proc).

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje