Legia i Wisła znów wygrywają! Już na stałe?

Najwięcej bramek w 10. kolejce strzeliły Wisła i Legia (pięć i cztery). Czy polska liga przestaje stać na głowie? Gdyby nie fatalna postawa Lecha Poznań, można by tak powiedzieć.

Tylko dwa zwycięstwa i aż pięć porażek ligowych w 10 meczach to wynik druzgocący dla trenera Jacka Zielińskiego i jego podopiecznych. Z punktu widzenia ostatnich dokonań "poznańskiej lokomotywy" remis 3-3 na Stadio Olimpico należy rozpatrywać w kategorii cudu, który zaciemnił obraz całości.

Reklama

Piłkarze nie pomagają w zapełnieniu rozrosłego do 42 tys. miejsc stadionu, a szef sztabu szkoleniowego nie wie, z czego wynika słaba postawa zespołu - to sygnały bardzo niepokojące właściciela Lecha, Jacka Rutkowskiego.

Jeszcze gorzej niż rok temu

Lech ma ponadtrzykrotnie bliżej do ostatniego miejsca niż do pierwszego i już teraz można domniemywać, że mistrzostwa nie obroni. W zeszłym roku po 9. kolejce "Kolejorz" tracił do prowadzącej Wisły 11 "oczek", a jednak wydarł jej mistrzostwo Polski w ostatniej kolejce. Teraz, po 10 kolejkach, strata mistrza do lidera wynosi 14 pkt, gdyż nie można z góry zakładać, że znajdujący się w tak słabej dyspozycji Lech wygra zaległe spotkanie z Polonią Warszawa.

Pali się również w Krakowie. Cracovia zazwyczaj grała z nożem na gardle w końcówce sezonu, bo dopiero wówczas zaglądało jej w oczy widmo degradacji. Teraz, po 10 kolejkach wydaje się, że już tylko cud może ją uratować. Do utrzymania się w Ekstraklasie należy zdobyć co najmniej 30 pkt, a to oznacza, że w pozostałych 20 meczach "Pasy" musiałyby ich uciułać 26, czyli niemal co drugie spotkanie musiałyby wygrywać. Z tym składem, bez należycie funkcjonującego zespołu, może się to okazać niemożliwe.

Prezes klubu, prof. Janusz Filipiak ostatnio wydał na wzmocnienia około miliona euro i nic to nie dało. Co Filipiak może zrobić zimą? Większych wydatków na transfery budżet klubu nie wytrzyma.

Transfery na wagę wychodzą bokiem

Przy ul. Kałuży w Krakowie nie sprawdziły się metody tak uznanych trenerów, jak Stefan Majewski, Orest Lenczyk (choć odprawienie tego ostatniego zdaje się być błędem) czy utalentowanego przedstawiciela młodego pokolenia Rafała Ulatowskiego. Źródłem kłopotów nie są jednak trenerzy, tylko chaotyczna polityka transferowa, jaką Cracovia prowadziła po odejściu z klubu Pawła Misiora (ostatni udany transfer to pozyskany na jego wniosek Dariusz Pawlusiński). Później "Pasy" pozyskiwały zawodników bardziej na wagę, czy pod względem wzrostu, a nie umiejętności. Wystarczy przypomnieć sobie transfery Michała Karwana, Sławomira Szeligi, Macieja Murawskiego, Jacka Magiery, Marcina Krzywickiego, Łukasza Uszalewskiego, Przemysława Kuligi, Łukasza Tupalskiego, Łukasza Derbicha, czy Dariusza Kłusa. Czy bez któregokolwiek z nich Cracovia wyglądałaby gorzej?

Na dodatek jeden z liderów w Cracovii Lenczyka - Michał Goliński - teraz ma w klubie "pod górkę" i terminuje w Młodej Ekstraklasie, a występujący w niej zespół Cracovii również jest na ostatnim miejscu w tabeli.

Niezrównoważona Wisła

Wisła Kraków po raz pierwszy w sezonie strzeliła pięć goli, ale nawet jej najzagorzalsi kibice wiedzą, że już w pół godziny Lechia mogła strzelić trzy goli (tyle w całym meczu wpakowała Legii), gdyby nie słaba skuteczność i bardzo słaba forma sędziego Marciniaka z Płocka. "Biała Gwiazda" ma niezwykle mocną ofensywę, lecz w połączeniu z dziurawą obroną tworzy zespół zbudowany bez zachowania odpowiednich proporcji. Pytanie: "Czy drużyna Roberta Maaskanta będzie w stanie wygrywać regularnie?" pozostaje bez odpowiedzi, z dosyć dużymi wątpliwościami. Wśród obrońców nie widać następców Marcelo, czy Arkadiusza Głowackiego, nieźle wygląda Łukasz Garguła w drugiej linii, ale czy Andraż Kirm i Patryk Małecki będą co tydzień równie skuteczni pod bramką rywala?

Strzelanina w wykonaniu Wisły nie umknęła uwadze moim krewnym z Australii, którzy skomentowali ten mecz obrazowo: żółwiem mówiącym "5:2, ale zaczęli w moim stylu".

Jagiellonia zanotowała twarde lądowanie w Łodzi i zainkasowała cztery gole. Widzew nie grał ani lepiej, ani gorzej, niż w spotkaniach z Wisłą i Legią, które przegrał. Różnica polegała na tym, że podopiecznym Andrzeja Kretka tym razem wszystko wychodziło, właściwie każda sytuacja została wykorzystania.

Franek i jego 140 bramek

Jakby to ujął klasyk (Henryk Kasperczak), wszystko zależeć będzie od tego, czy podopieczni Michała Probierza zdobędą się teraz na pozytywną reakcję. W pucharowym starciu z Koroną w Kielcach, czy u siebie z Polonią Warszawa lekko nie będzie.

Ze spotkania Widzew - Jagiellonia najbardziej zapamiętam nie strzeleckie dokonania łodzian, tylko spokojną minę kozłującego w truchcie piłkę Tomasza Frankowskiego, który zdobył przy al. Piłsudskiego 140. gola w karierze i zrównał się z legendarnym Teodorem Aniołą (obaj dzielą ósme miejsce na liście wszech czasów). To złośliwość losu, że akurat to jubileuszowe - 140. trafienie w Ekstraklasie miało miejsce w takich okolicznościach - gdy "Jadze" szło jak po grudzie, a bramka miała znamiona honorowej.

Dowiedz się więcej na temat: Cracovia | transfery | Legia Warszawa | Wisła

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje