Angielska normalność

Co to jest normalność? Występuje wtedy, gdy wszyscy oceniają jakąś decyzję jako normalną, zrozumiałą i oczekiwaną. Normalne wobec tego było zwolnienie z pracy gościa o nazwisku Steve Welch. Kim był ten jegomość?

Zatrudniała go angielska federacja piłkarska (Football Association), aby na nowiutkim stadionie Wembley prowadził płytę boiska. Tymczasem właśnie rozpoczęto kładzenie nowej, siódmej (!) murawy na tym obiekcie. Stadion kosztował 757 mln funtów, a ostatnio skompromitował się, gdy Manchester United i Everton grały w półfinale Pucharu Anglii na prawdziwym kartoflisku.

Reklama

Normalność jest też wtedy, gdy takie ekipy, jak Liverpool, Arsenal czy Manchester United, grają w lidze pierwsze skrzypce. Są z dużych miast, mają wspaniałą przeszłość, masy kibiców i w związku z tym pieniądze. Jako coś zupełnie normalnego przyjąłem wobec tego FANTASTYCZNY mecz rozegrany ostatnio przez Liverpool i Arsenal.

Takie spotkania zdarzają się rzadko, ale przez lata opowiada się o nich jak o legendzie. Gdy ktoś w Polsce opowiadać teraz będzie, że widział u nas "naprawdę dobry mecz", odeślę go zawsze do tamtego 4-4 ze wspaniałym tempem, zmiennością akcji i wszystkimi elementami wielkiego widowiska.

Dzień po tamtym meczu lider tabeli Manchester United ograł rywala z Portsmouth 2-0 niemal na stojąco, w sobotę Czerwone Diabły zdrzemnęły się w pierwszej odsłonie pojedynku z Tottenhamem (0-2), lecz potem włączyły trzeci bieg i finiszowały na 5-2. To już świecka tradycja - kilka lat temu Tottenham prowadził u siebie z MU do przerwy 3-0 i zszedł zmiażdżony 3-5. Tak też się można bawić, ba! - nawet zdobywać mistrzowski tytuł.

Te 76 tysięcy widzów ze stadionu Old Trafford uważa to za normalność, że ludzie Fergusona czasem stworzą jakiś thriller, chociaż już słaniają się na nogach ze zmęczenia.

Krzysztof Mrówka, INTERIA.PL

Dowiedz się więcej na temat: Manchester | Manchester United

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje