Mielcarski: Zagrożenia, jakie niesie Euro

Euro 2004 zawróciło w głowie Portugalii i całej Europie. Cyrk o nazwie "piłkarskie mistrzostwa Europy" wyniósł się z Półwyspu Iberyjskiego i co zostało? Kłopoty. Tylko trzy stadiony nie przynoszą strat, a na dwóch nie ma nawet kto grać. Musimy ustrzec się takich błędów.

Euro 2004 zorganizowano na 10 stadionach dziesięciomilionowej Portugalii. Dzisiaj tylko trzy z nich są dochodowe. Estadio do Dragao w Porto mieści 51 tys. kibiców i kosztował blisko 100 mln euro. FC Porto w ostatnich latach to zdecydowanie najlepsza drużyna Portugalii - w ostatniej dekadzie aż siedmiokrotnie zdobywała krajowy prymat, regularnie występuje w Champions League, więc nie ma się co dziwić, że stadion się często zapełnia, choć bilety do tanich nie należą.

Reklama

ZOBACZ REPORTAŻ O STADIONACH NA EURO 2012

Czwarta liga na stadionie marzeń!

Jeszcze większy jest Stadion Światła, czyli Estadio da Luz. Wchodzi na niego nawet 65 tys. kibiców. Zbudowanie na bazie starego da Luz kosztowało ponad 100 mln euro. To jeden z najczęściej użytkowanych stadionów w Portugalii. Gra na nim nie tylko Benfica Lizbona, ale też reprezentacja Portugalii. Reprezentacja Portugalczyków występuje też na innym stadionie ze stolicy - pięćdziesięciotysięcznym Estadio Jose Alvalade. Na co dzień jest to matecznik Sportingu Lizbona. Alvalade kosztował 154 mln euro i zbudowano go również z myślą o Euro 2004.

Na przeciwnym biegunie w stosunku do dochodowych obiektów znajdują się stadiony w Faro i Leiri. Estadio Algarve w Faro był skonstruowany tak, żeby jego pojemność ograniczyć o dwie trzecie. Nie zrobiono tego jednak, do dzisiaj został trzydziestotysięcznik może nie straszy, ale koszty utrzymania przerastają możliwości miasta. Proszę sobie wyobrazić, że na pięknym obiekcie, jakiego nie ma w Polsce, występuje czwartoligowy tylko SC Farense!

Wielka szkoda, że tak się stało. Ten stadion jest wspaniale skonstruowany: gdy siedzisz na trybunie umieszczonej centralnie w kierunku morza, to przeciwległa trybuna przypomina dziób statku z żaglem i odnosisz wrażenie, jakbyś żeglował po pełnym morzu! Co z tego, skoro gra tam tylko czwarta liga?! Od czasu do czasu w Faro pojawiają się reprezentacje. W lutym przy niemal pustych trybunach Polska zagrała tam z Litwą.

Estadio Municipal de Leiria oznacza dziś również wielkie tarapaty. Leiria nie ma drużyny w ekstraklasie, na trybunach siedzi ledwie tysiąc widzów, a stadion był tak zaprojektowany, że krzesełka w szachownicy, miały zakamuflować pustki. Ale i tak, wbrew temu zabiegowi, odnosi się wrażenie, że się gra na pustym trzydziestotysięczniku.

Brać przykład z Niemców!

Gdybym był decydentem w mieście organizującym Euro 2012 natychmiast skontaktowałbym się z Tomkiem Wałdochem, by wykorzystać jego koneksje w Gelsenkirchen. Tamtejsza Arena Auf Schalke to wzór dla całej Europy, jeśli chodzi o zarabianie na obiekcie sportowym. Na tej Arenie na co dzień gra się w piłkę, ale kibice widzieli tam też Grand Prix na żużlu, Puchar Świata w Biathlonie, a w przyszłym roku zobaczą otwarcie hokejowych mistrzostw świata! Nie mówię już o koncertach, wystawach, które odbywają się tam cyklicznie. W Gelsenkirchen mają taką przewagę, że nikt się nie martwi, że podczas tych imprez murawa będzie zniszczona, bo wyjeżdża na szynach.

Decydując się na ruchomą murawę Niemcy wyciągnęli wnioski z błędów popełnionych przez Holendrów przy projektowaniu i budowie Areny Amsterdam. Sam stadion z największego miasta Holandii jest piękny i efektowny. Przy jego budowie zapomniano jednak o stworzeniu dobrych warunków do wegetacji trawy. Przez brak nasłonecznienia i nawodnienia murawa musi być często wymieniana, a kosztuje niemało. Niemcy z Gelsenkirchen w dniach meczowych mają duży parking, a poza nimi wywożą przed stadion murawę, wystawiają ją do słońca i nie muszą się martwić, że zgniotą trawę skaczący na koncercie fani.

Uczyć się na błędach popełnionych przez innych

Nie tylko Niemcy wyciągają uczą się na błędach innych. Robią to też Ukraińcy, którzy na konsultantów technicznych przy budowie stadionów zatrudnili Portugalczyków, którzy nadzorowali prace przed Euro 2004. Znam jednego z takich konsultantów, to dyrektor Estadio da Luz, który raz na dwa-trzy tygodnie przylatuje na Ukrainę i nadzoruje budowę stadionu.

U nas we wszystkich miastach wszyscy "na odczep się" mówią - wybraliśmy firmę, która ma "bogate doświadczenie". Później mamy takie "kwiatki", jak Arena Kielce, która w dniu otwarcia nie ma toalet, z kolei w Poznaniu się trybuny nie zeszły, a w Krakowie zapomnieli o szatni dla gości. Można być pełnym obaw, czy kolejne, budowane w jeszcze większym pośpiechu stadiony nie powstaną z jeszcze większymi usterkami.

Nasz przewaga

Nad Portugalczykami mamy jedną przewagę - nie budujemy 10 stadionów, a poza tym lokujemy je w dużych miastach: Kraków, Warszawa, Wrocław, Poznań, czy Gdańsk. Tam się nie zdarzy, że na mecz przyjdzie tysiąc ludzi.

Chorzów i Stadion Śląski są idealne do organizacji koncertów, ale niekoniecznie meczów podczas Euro 2012. Rozmawiałem z pracownikami firmy ochroniarskiej. Twierdzą, że okolice Śląskiego są fatalne ze względu bezpieczeństwa. Wszystko przez parki, olbrzymie, niezamknięte przestrzenie. Na wypadek starcia np. Anglia - Holandia o godz. 20, nikt nie byłby w stanie zapanować nad tysiącami kibiców. W chorzowskich parkach wieczorową porą w zapanowaniu nad wrogo nastawionymi do siebie hordami kiboli nie pomógłby nawet helikopter.

Grzegorz Mielcarski, ekspert Canal +

Dowiedz się więcej na temat: jacy | stadiony | Euro 2012 | Faro | Niemcy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje