Hamilton zrezygnuje z F1?

Brytyjczyk Lewis Hamilton zagroził swoim odejściem z Formuły 1. To pokłosie wyścigu o Grand Prix Australii, po którym najlepszy kierowca minionego sezonu został oskarżony o kłamstwo powodujące niesprawiedliwe ukaranie Jarno Trullego.

W czasie zawodów na antypodach inaugurujących nowy sezon F1 Hamilton złożył fałszywe zeznanie w sprawie manewru Trullego. Na tej podstawie włoski kierowca został ukarany dodaniem 25 sekund do końcowego rezultatu. Po śledztwie przeprowadzonym przez sędziów Hamilton i McLaren-Mercedes przyznali się do winy, ale na tym cała sprawa się nie zakończyła.

Reklama

Anthony Hamilton, ojciec i agent Lewisa w miniony piątek spotkał się z prezydentem FIA, Maksem Mosleyem, na którym wyładował swoją złość na to, że team McLarena zmusił jego syna do kłamstwa po wyścigu w Australii. Hamilton senior zdradził też Mosleyowi, że jego syn bardzo poważnie rozważa rezygnację ze startów w F1.

Być może te pogróżki ze strony Hamiltonów przyczyniły się do tego, że McLaren surowo ukarał Dave'a Ryana, który był bezpośrednio odpowiedzialny za australijską aferę.

W niedzielnych zawodach o GP Malezjii Hamilton zajął siódmą lokatę, a po minięciu linii mety nie był skory do rozmów z dziennikarzami. Na pytania o to, czy był to najtrudniejszy tydzień w jego życiu odparł tylko: - Możecie tak powiedzieć. Sami wiecie dlaczego...

Kierowca nie był też w dobrym nastroju z innego powodu. Jego nowy bolid, MP4-24 wydaje się być słabszym od maszyn rywali. - W Malezji nie mogłem za nikim nadążyć, ponieważ oni mieli dużo lepszą siłę nacisku. Wszystko co mogłem zrobić, to trzymać auto na torze. Mam nadzieję, że poprawimy to przed Chinami, ale musimy sporo nadrobić, więc może być trudno - ocenił Hamilton.

ASInfo/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: kierowca | Lewis Hamilton

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje