Formuła 1 obiera kurs na ... ekologię!

Formuła 1 przybiera zielony kolor, nie tylko dzięki barwom niektórych bolidów, ale także dlatego, że silniki samochodów mają być bardziej przyjazne dla środowiska naturalnego.

Na początku grudnia Międzynarodowa Federacja Samochodowa (FIA) ogłosiła, że od 2013 silniki będą zmniejszone z obecnych 2,4-litra V8s, do czterocylindrowych, o pojemności 1,6 litra, wzmocnionych turbosprężarką. Poza tym wejdzie w życie przepis o ograniczeniu ich obrotów do 12 000 na minutę. Ma być także stosowany hybrydowy system odzyskiwania energii kinetycznej (KERS).

Reklama

"Formuła 1 musi się przyjrzeć sobie i powiedzieć: będziemy bardziej odpowiedzialni, jeśli chodzi o środowisko naturalne. Formuła 1 będzie liderem ekologicznej technologii" - powiedział właściciel Team Lotus Tony Fernandes, którego samochody polakierowano na "modny", zielony kolor.

"Wyobraźmy sobie, co stanie się w świecie motoryzacji, jeśli technologia wdrożona w F1 zostanie zastosowana we wszystkich samochodach i zredukuje zużycie paliwa o 35 procent" - dodał Fernandes, malezyjski biznesmen z branży lotniczej.

Dla przeciętnych samochodów o pojemności silnika 1600 ccm 35-procentowa oszczędność paliwa to już coś, ale dla samochodu F1 to redukcja zużycia aż o 85-90 litrów benzyny wysokiej jakości. "Jeśli się wie, że przeciętne auta jeżdżące po szosach mają baki o pojemności 70-75 litrów, to dla F1 oznacza to ponad jeden bak paliwa mniej. To poważna zmiana" - powiedział Mark Gallagher, szef producenta silników Cosworth.

Wszystkie te zmiany są częścią strategii, którą z determinacją chce wprowadzać do Formuły 1 były szef teamu Ferrari, a obecnie prezydent FIA Jean Todt. Chciałby on zmienić przestarzały wizerunek F1 jako sportu "pożerającego jak smok paliwo i palącego w silnikach stosy banknotów, jak w piecu".

W ubiegłych latach sporo już zrobiono w tym zakresie w poszczególnych teamach. McLaren ogłosił niedawno, że stał się pierwszym zespołem F1, który uzyskał od firmy Carbon Trust certyfikat - stwierdzający, że uzyskał roczne zmniejszenie emisji dwutlenku węgla w wysokości 1500 ton.

Misją Todta jest przyspieszenie tych przyjaznych środowisku tendencji. "Czasami myślę, że środowisko sportów motorowych nie zrozumiało jeszcze w pełni, że czasy się zmieniły. Jeśli spojrzy się, co się dzieje na paryskim Motor Show, to widzi się coraz więcej pojazdów o napędzie elektrycznym, hybrydowym i wodorowym. Sądzę, że świat wyścigów musi także reagować na te zmiany technologiczne. A to z kolei będzie zachętą dla innych, by przyłączyli się do tych tendencji lub odeszli z branży" - uważa Todt.

Z powodów finansowych i strategicznych Honda, Toyota i BMW opuściły w ostatnich latach Formułę 1, ale zmiany w silnikach mogą ożywić zainteresowanie producentów i sponsorów. Ze strony Volkswagena, którego marka Audi była przez lata obecna w F1, już słychać głosy, że po okresie kryzysu grupa tworzy projekty nowego silnika.

KERS, wypróbowany w 2009 r., lecz niewykorzystywany przez teamy w minionym sezonie, wróci w 2011 r. jako część sposobów zaoszczędzenia na kosztach eksploatacji. "Myślę, że powtórka będzie bardziej udana" - powiedział współwłaściciel Williamsa Patrick Head.

Przyznał jednak, że zmiany, których jest zwolennikiem, mają głównie na celu postawienie w lepszym świetle F1, postrzeganej dotąd powszechnie jako sport "marnotrawny".

"Więcej benzyny spalają widzowie, gromadzący się przy trasie Tour de France, niż cała Formuła 1. Ten sport ma niezasłużony wizerunek pożeracza paliwa" - podkreślił Head.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: KERS | Robert Kubica

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama