Artur Kubica: Jestem dumny jak cholera!

Starty Roberta kosztowały tak dużo, że Artur Kubica, właściciel krakowskiej drukarni, stanął na krawędzi bankructwa. Dziś z sentymentem wspomina tamte czasy i mówi wprost: - Jestem dumny jak cholera!.

Ojciec najlepszego polskiego kierowcy przyznał, że jest zaskoczony rozmiarami "kubicomanii". Jednak według niego wiedza o Formule 1 wśród Polaków jest coraz większa."Już nikt nie oczekuje od Roberta wygranej w każdym wyścigu. Ludzie zrozumieli, jak wiele zależy od sprzętu, obsługi, inżynierów. Kierowca to tylko jeden z elementów" - powiedział Artur Kubica, dodając, że jego zdaniem od prowadzącego bolid zależy 20, może 30 procent.

Reklama

Po koszmarnym wypadku Roberta na torze w Kanadzie, pan Artur przeżywał straszne chwile. Przyznał, że bał się, że Robert nie żyje. "Przez 20 minut nie wiedziałem, co się dzieje z moim synem. Każdy ojciec wie, jakie to uczucie. Dopiero potem dostałem informację od menedżera, że jest OK, że rusza rękami i nogami, rozmawia normalnie" - Artur Kubica wraca pamięcią do tamtej sytuacji. Twierdzi jednak, że po wypadku w Kanadzie nie boi o swojego syna bardziej niż wcześniej.

Krakowianin nie kryje, że jest bardzo zadowolony z osiągnięć swojego syna. "Bilans jest bardzo na plusie. Robert ma mocną pozycję w F1, eksperci przewidują, że czeka go długa kariera".

Co może czuć ojciec, który kierował kariera syna, gdy ten startował w niższych klasach a dziś widzi nazwisko syna w stawce kierowców najbardziej elitarnego sportu na świecie? "Jestem dumny jak cholera! Każdy ojciec byłby dumny z takiego syna. A ja mogę być jeszcze zadowolony z siebie, bo poświęciłem na to kawał życia. I zawsze wierzyłem w Roberta" - dodał Artur Kubica.

Super Express/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Na krawędzi | ojciec | cholera | Robert Kubica

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL