"Tiger" znów w gazie

24 maja w Hanowerze dojdzie do pojedynku weteranów wagi półciężkiej. Dariusz Michalczewski zmierzy się z niemieckim pięściarzem Svenem Ottke. - Kibicom podobały się moje walki i chcą je znów oglądać - uzasadnił powrót na ring "Tiger".

40-letni Dariusz Michalczewski walczyć będzie z o rok starszym Svenem Ottke. Obaj bokserzy już kilka lat temu zakończyli kariery. Niemiec ostatni pojedynek stoczył cztery lata temu; Polak miał nieco krótszą, bo trzyletnią przerwę w ringu.

Reklama

- Ostatnio jest posucha w boksie zawodowym, szczególnie w Europie. Wracam na ring, bo kibice i media tego chcą. Ludziom podobały się moje walki i chcą je znów oglądać. Istotne było to, że rywalem będzie Sven Ottke, który jest tylko o rok starszy ode mnie i też nie boksował kilka lat. Gdyby moim przeciwnikiem miałby być któryś z młodych wilczków to raczej nie zdecydowałbym się na taką walkę, za którą zresztą nikt nie dałby większej kasy - powiedział Michalczewski.

Przygotowania rozpoczął już na początku listopada ubiegłego roku. Ostatnie trzy tygodnie spędził na obozie kondycyjnym w Zakopanem, a w najbliższych dniach wylatuje do Niemiec. Ostatnie dwa miesiące trenować będzie w Hamburgu.

- Muszę szczerze przyznać, że chyba jeszcze nigdy nie miałem takiej przyjemności z trenowania. Choć nie było łatwo, wychodziłem w góry, gdy było zimno, ślisko i pełno śniegu. A wspinałem się na wysokość ponad dwóch tysięcy metrów. Podczas pierwszego wyjścia, źle się jeszcze ubrałem i przyszedł kryzys. Zastanawiałem się co ty durniu robisz. Ale za trzecim razem było już lepiej - opowiadał były mistrz świata.

- Ja już nie wierzyłem, nie marzyłem, że jeszcze kiedykolwiek będę sportowcem. To mi dawało motywację, że znów rano będę musiał wstawać na trening. Potem drzemka i po południu następny trening. Naprawdę cieszę się, że znów będę boksował, że będę w dobrej kondycji, a wszystko to nie robię jeszcze za darmo - dodał.

Mimo że za dwa miesiące skończy 40 lat Michalczewski uważa, że jest cały czas w dobrej formie. - 40 lat to żaden wiek. Ja wciąż jestem i czuję się młodym facetem. Mój masażysta, który jest ze mną od początku kariery mówi, że nie ma większej różnicy, choć mam wrażenie, że mi trochę cukruje - stwierdził.

Rywala Michalczewski ocenia jako niewygodnego rywala. - Znamy się od wielu lat. W 1991 roku byliśmy mistrzami Europy amatorów, tylko w innych kategoriach. Jest szybki, sprytny, cały czas ucieka. Ale nie ma jakiegoś nokautującego ciosu. Słyszałem, że według niego to ja jestem faworytem.

Michalczewski na razie nie wie, czy będzie kontynuował karierę bokserską po pojedynku z Ottke. - Zakładam, że będzie to jednorazowy powrót na ring, ale nigdy nie mów nigdy. Nie wiem, co będzie po walce - zaznaczył.

Przed pięcioma laty założył fundację "Równe szanse", która stara się promować młodych bokserów. - Chcemy pomóc młodym ludziom, którzy tak jak ja, kiedyś z nudów mogą zostać kryminalistami, chodzą po cienkiej linii. Nie wszystkich stać, by mieć komputery i inne luksusy. I przez to robią złe rzeczy. A często jest tak, że te dzieci, które najwięcej szkód robią, najlepiej się do boksu nadają. To wiem z własnego doświadczenia - wyjaśnił Michalczewski.

"Tiger" przyznał, że martwi go stan polskiego pięściarstwa. - Boks nie jest drogą dyscypliną. Nakłady finansowe są niewielkie. Ale często tych rodziców dzieci, które do boksu się nadają, nie stać na kupno butów, sprzętu, zapłacenie za trening. We władzach związku czy klubów brakuje młodych menedżerów, którzy nawet na tym sporcie nie muszą się znać. Oni mają za zadanie zorganizować niezbędne środki. Z pieniędzy budżetowych nie ma szans, by ci chłopcy mogli jeździć na turnieje międzynarodowe i mieć cały czas kontakt z czołówką - podsumował Michalczewski.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Strefa Gazy | powrót | trening | dariusz michalczewski | ring

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje