Rozalski: IBF potrafi liczyć

Don King jest jednym z najważniejszych promotorów w boksie, szczególnie dużo do powiedzenia ma w wadze ciężkiej. Pod jego skrzydłami znajdują się i Andrzej Gołota, i Chiris Byrd, których rewanżowa walka o mistrzostwo świata wersji IBF zapowiadana jest na 10 lipca.

Na razie jednak kontrakt na stoczenie pojedynku podpisał tylko Polak. Amerykanin ciągle się waha, choć prawdopodobnie w czwartek, albo w piątek ma złożyć ostatecznie swój podpis. Czy jednak na pewno?

Reklama

"Do tej pory Byrd był w wielkiej przyjaźni z Donem Kingiem. Umowy załatwiali przy stole, w rodzinnej atmosferze. Niepokojące było to że po walce z Andrzejem przysłał do Dona adwokata" - powiedział "Super Ekspressowi" Ziggy Rozalski, menedżer Polaka.

Według niego działania Byrda mają po prostu na celu wydobycie od Kinga większych pieniędzy za walkę. "Don trzęsie zawodowym boksem, szczególnie w wadze ciężkiej. Gdyby Chris Byrd mu podpadł, to odłożyłby go na tak odległą półkę, że pokryłby go kurz zapomnienia" - dowodzi Rozalski w "SE".

Co menedżer Polaka sądzi o proteście Jameela McCline'a, który twierdzi, że teraz jemu należy się szansa walki o mistrzostwo świata? "Jameel najpierw nie chciał walczyć z Byrdem, tłumacząc, że ich żony są przyjaciółkami. Teraz się obudził, ale przecież on nawet nie jest pretendentem, z którym mistrz musi walczyć" - stwierdził Rozalski w "SE".

"Poza tym działacze IBF potrafią liczyć. Za walkę Gołota - Byrd zarobiliby minimum 60 tysięcy dolarów (za każdą walkę sankcjonującą pojedynek o mistrzostwo świata pobierają trzy procent - przyp. red.), bo pojedynek wzbudza wielkie zainteresowanie, a za spotkanie McCline - Byrd dostaliby może kilka tysięcy, bo nikt nie chce oglądać nudy" - dodał.

INTERIA.PL/Super Express
Dowiedz się więcej na temat: gołota

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama