Noc "Pacmana" na ringu w Vegas

Wielki Finał - tak nazwali promotorzy trzecią, decydującą walkę pomiędzy dwoma najlepszymi pięściarzami w wadze do 130 funtów - klasyfikowanym na pierwszym miejscu Filipińczykiem Manny Pacquiao (43-3, 34 KO), uznawanym za jednego z najwybitniejszych bokserów bez podziału na kategorie wagowe oraz legendarnym pięściarzem z Tijuany, Erikiem Moralesem (48-5, 34 KO).

Tym razem jednak, prawie rekordowa liczba 18,627 widzów w "Thomas & Mack Center" w Las Vegas oglądała zamiast - jak w pierwszych dwóch pojedynkach tych pięściarzy - pełnej wymian, emocjonującej i wyrównanej walki całkowitą dominacje filipińskiej supergwiazdy zawodowego boksu. Po trzech nokdaunach (w drugiej oraz dwukrotnie w trzeciej rundzie) sędzia ringowy ogłosił zwycięstwo przez nokaut Manny Pacquaio nad Erikiem Moralesem w 2.57 sekundzie trzeciego starcia.

Reklama

Pierwsza część trylogii Morales - Pacquiao, przebiegała pod dyktando Moralesa, który tylko dlatego wygrał w marcu 2005 roku na komplecie kart sędziowskich najmniejszą z możliwych różnic (115-113), że w ostatnich rundach, wiedząc, że nie może przegrać zaczął walczyć... z odwrotnej pozycji. W drugiej zakończonej zwycięstwem Pacquaio przez nokaut, Morales nie sprawiał wrażenia boksera, który daje siebie wszystko, a mimo to kibice dostali przez 10 rund dokładnie to, za co zapłacili - nieustanną wymianę ciosów dwóch pięściarzy, którzy wychodzą na ring, by zniszczyć rywala...

- Kiedy na ring wychodzą Pacquiao i Morales nieważne są tytuły, czy mistrzowskie pasy. To nie ma znaczenia dla kibiców. Dla nich ważne jest to, że zobaczą dwóch wojowników ringu - mówił przed walką promotor Bob Arum. Jego słowa znajdują pokrycie w faktach - dwie pierwsze walki odbywały się na wypełnionych do ostatniego miejsca (ponad 16, 000 na każdej z nich) salach, zaś na sobotniej było ich prawie 19 tysięcy. W historii Thomas & Mack Center tylko rewanż Holyfield - Lewis zgromadził więcej fanów boksu.

Po dwóch pierwszych pojedynkach, z których obie kandydowały do miana walki roku, trzeci pojedynek w Thomas & Mack Center w Las Vegas od początku stał pod znakiem dominującego przede wszystkim pod względem szybkościowym Pacmana. Już w pierwszej rundzie, której początek obaj bokserzy spędzili na wzajemnym patrzeniu sobie w oczy, widać było przewagę szybkości Pacquiao. Po atakach lewym prostym Moralesa, Filipińczyk natychmiast kontrował lewym sierpowym na ciało i głowę przeciwnika, oddaj trzy uderzenia za każde pojedyncze trafienie boksera z Meksyku. Już w drugiej rundzie lewy sierpowy "Pacmana" posłał na deski zaskoczonego i nie oczekującego ciosów o takiej sile Moralesa. Meksykanin, trzy lata starszy od swojego rywala natychmiast się podniósł, nawet próbował atakować, ale jak się okazało już w następnym starciu, pierwszy nokdaun w wykonaniu Filipińczyka był tylko zapowiedzią jego całkowitej dominacji.

W trzeciej rundzie Morales postanowił pójść z Pacquaio na wymianę ciosów, ale kiedy nie mógł wytrzymać jego tempa, skończyło się to dla niego kolejnymi nokdaunami. Po pierwszym (prawy prosty, lewy sierpowy), podobnie jak rundę wcześniej, Morales szybko zerwał się na nogi, ale przy drugim, po kolejnym potężnym lewym sierpowym rywala na trzy sekundy przed końcem rudy, "El Terible" nawet nie próbował się podnieść. Usiadł, popatrzył na sędziego, później w stronę swego narożnika i zrezygnowany pokiwał przecząco głową, kończąc być może nie tylko walkę z Pacquiao, ale jedną z najznakomitszych karier w historii boksu.

Przemek Garczarczyk, USA

Dowiedz się więcej na temat: thomas | morales

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje