Lennox Lewis w czwartek przyleci do Polski

Były mistrz świata wagi ciężkiej, 46-letni Lennox Lewis przylatuje w czwartek (15 września) z trzydniową wizytą do Polski. Brytyjczyk uświetni swoją obecnością piątkową galę bokserską w Warszawie.

- Kiedy otrzymaliśmy informację o niespodziewanym odwołaniu przyjazdu najmłodszego w historii zawodowego pięściarstwa czempiona kategorii ciężkiej Amerykanina Mike'a Tysona, postanowiliśmy ratować imprezę, której organizacja kosztowała około 600 tysięcy złotych. Stąd szybkie negocjacje, zakończone powodzeniem, z inną wielką gwiazdą ringów - Lennoksem Lewisem - powiedział organizator "Wojak Boxing Stars" Tomasz Babiloński.

Reklama

Lewis przylatuje do stolicy Polski w czwartkowe popołudnie tylko w towarzystwie osobistego ochroniarza. Znacznie większa (i droższa), bo licząca pięć-sześć osób, miała być ekipa Tysona.

- Nie obyło się bez problemów logistycznych, bo Lewis do końca nie wiedział, skąd będzie rozpoczynał podróż - z Jamajki czy Miami. Rezydencje ma zresztą nie tylko tam, ale i w Londynie i Toronto - dodał szef grupy Babilon Promotion.

W piątek Lewis będzie gościem honorowym gali bokserskiej na Torwarze (początek o godz. 20.00), na której odbędzie się dziewięć walk, w tym siedem zawodowych i dwie amatorskie. W pojedynku wieczoru Paweł Głażewski spotka się w wadze półciężkiej z Doudou Ngumbu z DR Konga.

- Wcześniej Lennox Lewis ma zaplanowany oficjalny obiad, a później 20-minutowy lot widokowy helikopterem nad Warszawą. Na Torwarze pokaże się w ringu, przywita się z kibicami - przyznał Babiloński, dawny bokser Gwardii Warszawa, a prywatnie szwagier czempiona kategorii junior ciężkiej Krzysztofa "Diablo" Włodarczyka.

W przeciwieństwie do Tysona, Lewis nie miał żadnych wymagań kulinarnych ("Żelazny Mike" nie je mięsa), ale koniecznie chciał wybrać się na południe kraju. - Zażyczył sobie zwiedzanie Auschwitz, Oświęcimia, bowiem zależało mu na obejrzeniu tych miejsc. Z Warszawy pojedziemy bentleyem, ale będziemy musieli uprzedzić Lewisa o możliwych korkach drogowych... - zażartował organizator.

Lennox Lewis urodził się 2 września 1965 roku w Londynie. W wieku dziewięciu lat wyjechał z matką do Kanady. Właśnie w barwach tego kraju zdobył w 1988 roku w Seulu tytuł mistrza olimpijskiego. Rok wcześniej po raz pierwszy zawitał do Polski i w bardzo dobrym stylu triumfował w Memoriale Feliksa Stamma w wadze superciężkiej. Po Warszawie oprowadzał go wówczas Maciej Matt Mizerski, polski trener mieszkający w Kanadzie.

Jako zawodowiec, już jako Brytyjczyk, sięgnął po mistrzostwo Europy i świata wagi ciężkiej. Do historii przeszły pojedynki m.in. z Andrzejem Gołotą (znokautował Polaka w 1. rundzie; 1997 rok) czy dwa lata później w listopadzie z Evanderem Holyfieldem. Zwycięstwo dało Lewisowi tytuły WBA, WBC i IBF.

W 2002 roku, w przedostatniej walce, znokautował w ósmej rundzie Tysona, a 21 czerwca 2003 pokonał przez tko w 6. rundzie Witalija Kliczkę (potyczkę przerwali sędziowie, ze względu na rany Ukraińca; szczególnie lewe oko), tego samego, który niedawno w obronie pasa WBC wygrał we Wrocławiu z Tomaszem Adamkiem. Od tego czasu Kliczko już nie przegrał (z Lewisem też prowadził na punkty...); Lennox natomiast więcej nie pojawił się między linami, a oficjalnie zakomunikował o tym w lutym 2004 (bilans walk 41-2-1). Nigdy zdania nie zmienił, bo - jak mówi - nie marzył o powrocie, w przeciwieństwie do ukraińskiego zawodnika (nie boksował prawie cztery lata). Przed nim kariery jako aktualni mistrzowie świata wagi ciężkiej zakończyli Amerykanie Gene Tunney i Rocky Marciano.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: "Mistrz" | mistrz świata | Lennox Lewis | boks

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje