King: Wszystko zależy od Adamka

- Mam już za sobą parę dni odpoczynku i zanim zabierzemy się za promowanie następnej walki porozmawiajmy o tym, co zdarzyło się 7 października w Allstate Arena - powiedział INTERIA.PL Don King, promotor polskiego mistrza świata WBC.

- Po raz kolejny pojedynek Adamek - Briggs kandydować będzie do miana walki roku?

Reklama

- I słusznie, bo obaj zostawili serce na ringu. Te dwa style - Briggsa i Adamka - idealnie się uzupełniają, Polak i Australijczyk to "charakterne" chłopaki, więc wcale mnie nie dziwi, że HBO chciałoby ich zobaczyć ponownie w akcji. Żartowałem nawet po walce z jednym z komentatorów, że HBO nie wyszłoby wcale najgorzej, pokazując ich co sześć miesięcy. Takie walki znowu podnoszą rangę boksu w Ameryce.

- Był pan promotorem trzech kolejnych walk Polaka - dwukrotnie z Paulem Briggsem oraz walki w Duesseldorfie przeciwko Thomasowi Ullrichowi. Która z nich wywarła na panu największe wrażenie?

- Ta pierwsza z Briggsem w Chicago pokazała mi Adamka jako twardziela, który nie wyobraża sobie, że może przegrać, bez względu na okoliczności, kontuzje, itp, itd. W drugiej, tej w Niemczech, zobaczyłem dominującego technika, który potrafi walczyć na "wrogim terenie", jakby miał walkę na podwórku w Gilowicach. W Allstate Arena oglądaliśmy pięściarza, który daje sobie radę z przeciwnikiem, który zrobił olbrzymie postępy i który już w pierwszej rundzie kładzie go na deski. Boksersko, najlepsza była chyba walka w Niemczech, ale to przecież zawsze zależy od tego, co pokazuje rywal. Pod względem dramaturgii trudno wybrać pomiędzy jednym czy drugim pojedynkiem z Briggsem, choć w drugim trochę było widać, że długa przerwa pomiędzy pojedynkami mu nie służy. To były walki dwóch równych sobie rywali, gdzie o wszystkim decydowali sędziowie. Możemy sobie spekulować co chcemy - liczy się tylko to, co jest na kartach sędziowskich. W tych walkach tak naprawdę nikt nie przegrał, bo Paul też pokazał, że zasługuje na kolejne walki i na pewno je dostanie.

- Wspominał pan przed walką w Allstate Arena, że zwycięstwo na HBO otworzy Tomkowi drogę do walk z każdym rywalem. Kiedy więc możemy się spodziewać powrotu Adamka na ring?

- Nie wcześniej niż w pierwszym kwartale 2007 roku. Chcemy, żeby Tomek walczył jak najszybciej i teraz, kiedy mamy spory za sobą, panuje ogólna miłość, nic nie stoi na przeszkodzie, by Adamek miał 2-3 walki w roku. Nazwiska? Nie ma takich pięściarzy z elity, którzy nas nie interesują. Szkopuł w tym, że teraz trzeba zgrać: to, czego chce Tomek z tym, co chcą zobaczyć szefowie stacji telewizyjnych i czego finansowo oczekiwać będą potencjalni rywale. Ciężki kawałek chleba, ale w ostateczności wszystko zależy od Adamka.

- Wzbudził pan sensacje zapowiadając, prawie oficjalnie, powrót na ring Andrzeja Gołoty. On sam warunkuje założenie rękawic sprawnością kontuzjowanej ręki. Dogadaliście się?

- Nie mam wątpliwości, że Gołota będzie jeszcze walczył. Ze swojej strony zrobię wszystko, by nastąpiło to jak najszybciej, ja mu tego nie "odpuszczę". Jak się uda, będę chciał połączyć walki Adamka i Gołoty podczas tego samego wieczoru, bo w Chicago czy Nowym Jorku pewnie czuliby się jak u siebie w domu. Nie uważam tego jednak za konieczne, zobaczymy co się wydarzy. Jeśli będzie okazja, przynajmniej na początku, pokazać Gołotę podczas innego wieczoru, na pewno ją wykorzystam. Wcale nie sądzę, że Andrzej ma już najlepsze lata za sobą. Miał chyba za trzy lata przerwy w karierze, kiedy odpoczywał, a nie bił się na ringu, więc boksersko na pewno nie jest wypalony. Sami zobaczycie.

Rozmawiał Przemysław Garczarczyk

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Adamek | HBO | Arena

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje