Don King o przyszłości Adamka

"Nie mam nic przeciwko Tomkowi Adamkowi. Jeśli będziemy lepiej współpracować, w ciągu roku Polak może być ponownie mistrzem" - powiedział dla INTERIA.PL Don King.

Przynajmniej zdaniem wielokrotnie wymienianego jako potencjalny rywala Polaka Glena Johnsona, nie będzie to łatwe.

Reklama

"Tomek stał się teraz bardzo przewidywalnym pięściarzem. Musi dołożyć coś do swojego arsenału, albo będzie miał coraz więcej problemów. Nie chodziło nawet o to, że walczy z bokserem bijącym z odwrotnej pozycji. Okazało się, że kiedy rywal nie daje się wciągnąć w wymianę ciosów, Polak nie potrafi sobie radzić w ringu" - powiedział po walce z Chadem Dawsonem zawsze sympatyczny Jamajczyk.

Oto bardzo szczery komentarz Dona Kinga:

Popularna opinia zdaje się głosić, że teraz, kiedy Tomek stracił tytuł, odpłacił mu pan pięknym za nadobne za prawne przepychanki przed rewanżem z Paulem Briggsem?

Don King: To nie jest przedszkole, to jest biznes polegający na zarabianiu pieniędzy. Ci, którzy twierdzą inaczej nie mają pojęcia o zawodzie promotora. Adamek przegrał, ale pokazał, że jest groźnym i ciągle spektakularnym bokserem, kładąc Chada na deski w 10 rundzie. Niewiele brakowało, by wygrał, wydawało się przegraną walkę. Nie jest już mistrzem świata, ale na pewno kibice ciągle chcą go oglądać, wypełniają sale. Dla każdego promotora to jest najważniejsze. Tak samo jak przed kilkoma dniami, kiedy był mistrzem WBC szanuję jego pracę i umiejętności. Nic się nie zmieniło.

Jaka jest przyszłość Tomka pod względem sportowym? Czy ma szansę, powiedzmy w ciągu roku, wrócić na mistrzowski tron?

Don King: W kontrakcie na walkę z Dawsonem nie było klauzuli o natychmiastowym rewanżu. Teraz Chad, przynajmniej w WBC, rozdaje karty bo jest mistrzem i sobie na to zasłużył pokonując boksera, który już miał renomę bardzo wymagającego przeciwnika. Czy ma szansę ponownie zostać mistrzem? Tak - jak skoncentruje się tylko na boksie. Ci wszyscy prawnicy, którymi się teraz otacza, ludzie, którzy mówią mu to, co on chce usłyszeć, te wojny ze mną. Co mu to dało? Nie znam przypadku, a w boksie jestem od czterdziestu lat, żeby wdawanie się w takie sprawy pomogło pięściarzowi. Tylko 100 procent koncentracji na tym, na czym się zarabia pieniądze robi mistrza. Chcieliśmy Tomkowi dać kilka łatwiejszych walk, za mniejsze kontrakty, przygotować go do trudniejszych rywali po walkach z Briggsem, które przecież mogły skończyć się odwrotnym werdyktem. Z jego obozu odpowiedź zawsze brzmiała tak samo - on chce się bić tylko za duże pieniądze. Do zrobienia, ale w takim przypadku Tomek musiał wiedzieć, że będzie walczył z coraz lepszymi. Po walce sam przyznał, że nigdy nie walczył z przeciwnikiem takiego formatu jak Dawson, że nie potrafił poradzić sobie z jego szybkością i techniką. Czyja to wina? Też moja? Odpowiadając na pytanie: jeśli uda nam się lepiej współpracować, Tomek dostanie szansę walki o tytuł. Może nawet jeszcze w tym roku. Musimy się wreszcie dogadać.

Alan Hopper, Pana szef prasowy powiedział mi zaraz po walce, że "lewy prosty Tomka skończył się w chwili, kiedy zabrakło trenera Gmitruka". Zgadza się Pan z tą tezą?

Don King: Nie wypowiadam się na tematy sportowe, czy przygotowania moich pięściarzy - to odpowiedzialność trenerów. Ale Alan trochę zna się na boksie...

Przemek Garczarczyk, USA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje