"Diablo" Włodarczyk: Jednym słowem masakra

- Do Zakopanego przyjeżdża się po wytrzymałość, a treningi w Tatrach to niezwykle ciężka, ale przynosząca efekty praca - podsumował pobyt w górach przygotowujący się do majowej walki o pas bokserskiego mistrza świata federacji WBC Krzysztof "Diablo" Włodarczyk.

"Po to przyjechaliśmy do Zakopanego, żeby krwinki buzowały, rosła wytrzymałość i siła. Treningi w Tatrach to zawsze niezwykle ciężka praca. Ćwiczyliśmy nawet po trzy i pół godziny. Były też krótsze zajęcia, ale zawsze trudne, np. wejścia na Kasprowy Wierch w dwie godziny z Kuźnic. Mieliśmy też z Giewontu przejść granią na Kasprowy, ale było zbyt dużo śniegu i uznaliśmy, że to niebezpieczne. Proszę mi jednak wierzyć, że wyznaczyliśmy w zamian inne, równie ciężkie trasy, po których konieczny był długi odpoczynek. Chcąc się zregenerować nieraz "grzaliśmy podusię". Oj, było naprawdę ciężko" - powiedział Krzysztof Włodarczyk.

Reklama

Według pięściarza, najtrudniejszą wyprawą był właśnie marszobieg na Kasprowy Wierch. "Na trasie Kuźnice - Myślenickie Turnie był taki odcinek, że brnęliśmy w śniegu po pas. W tym roku w ogóle mieliśmy trudne warunki. Wiatr, śnieżyca, zamieć - jednym słowem masakra" - wyjaśnił.

Przy takim treningu bokserzy mają specjalną dietę. "Głównie gotowane mięso i ryby. Mieliśmy fajną szefową kuchni, taką prawdziwą złotą rączkę - co powiedzieliśmy, to nam przygotowała i było pyszne" - zapewnił Włodarczyk.

Zapytany o inne formy zakopiańskiego treningu wymienił m.in. bieganie na stadionie COS.

"Mieliśmy czasówki - średnio około 3,5 minuty na okrążenie. Trenowaliśmy też na siłowni i w hali - w parze z Andrzejem Wawrzykiem, choć wiadomo, że nie jest to Giacobbe Fragomeni, z którym powalczę 15 maja o pas mistrza świata WBC w wadze junior ciężkiej. Różnią się choćby gabarytami, ale nie myślałem, że to jest Andrzej i ćwiczyłem elementy swojej walki tak, by weszły w pamięć, by je potem wykonywać już odruchowo" - przyznał.

"W Łodzi już po raz drugi spotkam się z Fragomenim, a stawką ponownie będzie tytuł WBC, należący do rywala. Przed rokiem był remis. Nie omieszkam wykorzystać najbliższej szansy. Umiejętności mam duże, przygotowania idą zgodnie z planem. Pozostaje poukładać sobie wszystko w głowie i... do boju. Siła i szybkość będą moimi atutami" - podkreślił Włodarczyk, który zdaje sobie sprawę, że Włoch jest niebezpiecznym przeciwnikiem.

"Jest "nieprzyjemny". Wiadomo, że jak się na chwilę stanie i przyjmie jego styl walki, to będzie niedobrze, ale ja zamierzam narzucić mu swój styl. Są dobre nastroje i dobre fluidy, więc myślę, że do Zakopanego ponownie przyjedziemy, ale już po to, żeby świętować zwycięstwo".

Walka Włodarczyka z Fregomenim odbędzie się 15 maja.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje