Deontay Wilder: Gdybym był na dopingu, mógłbym zabić Szpilkę

- Mam nadzieję, że w sprawie walki z dopingiem będzie się robić jeszcze więcej. To zabija ten sport - mówi mistrz świata Deontay Wilder (37-0, 36 KO), który w styczniu 2016 roku brutalnie znokautował Artura Szpilkę na gali w Nowym Jorku.

Mistrz świata wagi ciężkiej federacji WBC najpierw nie spotkał się z Aleksandrem Powietkinem, a za osiem dni zamiast z Andrzejem Wawrzykiem, ostatecznie skrzyżuje rękawice z Geraldem Washingtonem (18-0-1, 12 KO). Zarówno Powietkin jak i Wawrzyk wpadli na wyrywkowych badaniach antydopingowych.

Reklama

- To co robi organizacja WBC jest świetne, ale chciałbym również widzieć większe i bardziej surowe kary - mówi "Brązowy Bombardier".

Amerykanin trzynaście miesięcy temu znokautował ciężko Artura Szpilkę. Czempion przekonuje, że gdyby dodatkowo wspomagał się zakazanymi środkami, wszystko mogło skończyć się jeszcze gorzej.

- Moja siła to dar od Boga. I teraz wyobraźcie sobie, co by się stało, gdybym wspomagał się dodatkowo i był na koksie przy okazji walki ze Szpilką... Mógłbym go przecież zabić. I tak myślałem przez moment, że go zabiłem, a teraz pomyślcie, co by było, gdybym się jeszcze wspomagał zakazanymi środkami. Mam nadzieję, że uda się wyczyścić boks z tego problemu. To smutne i niedorzeczne, bo wielu nadal oszukuje - dodał Wilder.

Dowiedz się więcej na temat: Deontay Wilder | Artur Szpilka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama