Cieślak i Jeżewski zawieszeni na rok przez federację IBF za wpadkę dopingową

Kreowany na przyszłą gwiazdę ringów zawodowych pięściarz Michał Cieślak oraz jego rywal Nikodem Jeżewski, którzy w grudniu wpadli na dopingu, dopiero teraz doczekali się kary ze strony sankcjonującej walkę federacji IBF. Jedna z wiodących organizacji boksu zawodowego zawiesiła obu zawodników na 12 miesięcy.

O sankcji na obu pięściarzy poinformował w magazynie "Puncher", na antenie Polsatu Sport, promotor Andrzej Wasilewski. "Federacja IBF przysłała dokumenty, zawieszając w swoich prawach panów Cieślaka i Jeżewskiego na rok. Kara jest liczona do grudnia, a obowiązuje od dnia walki. Z tego, co wiem, dokumentacja została też przesłana do polskiej federacji, która pewnie lada moment to nagłośni" - powiedział współwłaściciel grupy Sferis KnockOut Promotions, która ma pod swoimi skrzydłami m.in. Artura Szpilkę, Krzysztofa "Diablo" Włodarczyka i Krzysztofa Głowackiego.

Reklama

"Czy będziemy występować o skrócenie kary? Wydaje się, że nie ma możliwości, ale biorąc pod uwagę plany mojego wspólnika Tomka Babilońskiego, który w mieście Radom rozpoczął rozmowy (odnośnie organizacji gali - przyp. red.), pewnie coś będziemy pisać" - przyznał Wasilewski.

Cieślak i Jeżewski zmierzyli się ze sobą 10 grudnia we wrocławskiej hali Orbita, a stawką pojedynku był tytuł mistrza Polski oraz pas IBF Baltic wagi junior ciężkiej. Walka dostarczyła spodziewanych emocji, z ringu zwycięsko zszedł Cieślak, ale niedługo później wybuchła afera dopingowa.

W organizmie niepokonanego Cieślaka wykryto oxandrolon i mesterolon, a Jeżewski został przyłapany na oxandrolonie i meldonium. Za pobranie próbek i dostarczenie ich do polskiego laboratorium odpowiadała Komisja do Zwalczania Dopingu w Sporcie.

Jeżewski wydał w tej sprawie oświadczenie, a Cieślak, przed którym otwierały się drzwi do wielkiej kariery (miał przynajmniej czasowo wylecieć do Stanów Zjednoczonych), zdecydował się posypał głowę popiołem. W swojej "spowiedzi", na którą wzniósł się w styczniu, przyznał się do dopingu i wziął winę na siebie. Wprawdzie stwierdził, że uczynił to nieświadomie, bo ktoś źle podpowiedział mu suplementację organizmu, ale rozsądnie podsumował, że to i tak największa w życiu jego głupota. Radomianin ponadto zrzekł się gaży za pojedynek.

Fakt rocznej karencji potwierdził w rozmowie z Interią Krzysztof Kraśnicki, szef Polskiego Wydziału Boksu Zawodowego, potwierdzając otrzymanie dokumentacji z IBF-u. Teraz strona polska pochyli się nad sprawą. - Niezależnie od decyzji federacji, PWBZ lada dzień podejmie własną decyzję. Nastąpi to jeszcze w tym tygodniu lub na początku przyszłego - powiedział Kraśnicki. Komisja podejmie decyzję w czteroosobowym składzie.

Ciągle nie wiadomo, jakim werdyktem zakończy się sprawa Andrzeja Wawrzyka, który wpadł na dopingu przed walką o mistrzostwo świata z Amerykaninem Deontayem Wilderem. Krakowianin stara się dowieść, że w jego przypadku wszystkiemu winna była zanieczyszczona odżywka, ale mało prawdopodobne, by taka linia obrony uchroniła go przed sankcją.

"Z Andrzejem Wawrzykiem nie jestem na bieżąco, nie wiem nic nowego" - odparł Wasilewski. Ta odpowiedź zabrzmiała co najmniej zastanawiająco w kontekście aktualnych relacji promotora i pięściarza, bowiem zawsze mieli ze sobą dobry kontakt.

AG

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje