Adamek: Nie zamierzam żyć w zamrażarce

"Sam chciałbym wiedzieć, kiedy znów wyjdę na ring. Od zwycięskiej walki z Panamczykiem Luisem Pinedą w Katowicach mijają dwa miesiące" - powiedział na łamach "Rzeczpospolitej" Tomasz Adamek.

"Czuję się na siłach, by zrobić porządek w kategorii junior ciężkiej, ale najpierw muszę dostać taką szansę" - dodał polski pięściarz.

Reklama

Zmiana promotora miała wyjść na dobre Adamkowi. Tymczasem bokser nie otrzymał jeszcze honorarium za pojedynek z Pinedą.

"Jestem właśnie po długiej rozmowie z przedstawicielami promotora i dalej nic nie wiem. Wygląda na to, że wcześniejsze zobowiązania i deklaracje są nieaktualne. Miałem walczyć trzy razy w roku, chyba po to wykupiono mnie od Dona Kinga. Teraz okazuje się, że nie ma komu organizować mi pojedynków. A ja chcę walczyć, nie zamierzam dalej żyć w zamrażarce. Nie ukrywam, jestem zdesperowany. Pieniędzy jeszcze nie otrzymałem, ale dostałem pisemne zobowiązanie, że wypłata nastąpi 10 sierpnia. Poczekam te kilka dni, zobaczymy. Koledzy, którzy walczyli w Katowicach, też czekają. Jeśli tak się nie stanie, to poszukam sobie innego promotora. Będzie piąty. Pobiję rekord" - wyznał Adamek, który wkrótce wybiera się do USA.

"Ziggy Rozalski mówił, że HBO jest zainteresowana kontraktem ze mną. A jeśli nie, to zostają Niemcy. Klaus Peter Kohl ma o mnie dobre zdanie. Pamięta, jak znokautowałem Thomasa Ulricha. To są oczywiście warianty alternatywne. Na wypadek, gdyby coś nie wyszło z moim obecnym promotorem. Czekam jeszcze kilka dni" - tłumaczył Adamek.

Rzeczpospolita/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Katowice | Tomasz Adamek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje