Adam Kownacki: Mam silny cios, którym poślę Szpilkę na deski

Decyzja zapadła? Tak przynajmniej twierdzi pięściarz Adam Kownacki, który miał już parafować kontrakt na walkę z Arturem Szpilką. "Baby Face" jest przekonany, że 15 lipca na gali w nowojorskiej Barclays Center zmierzy się z pięściarzem z Wieliczki, który od ponad dwóch lat rezyduje w Teksasie.

W rozmowie z "Super Expressem" Kownacki wypowiada się w takim tonie, jakby pojedynek ze Szpilką już został definitywnie przesądzony. "Od dłuższego czasu chciałem walczyć z Arturem, ale zawsze coś stawało mi na drodze. Teraz nie ma już żadnych przeszkód. Widzimy się w ringu w lipcu - powiedział niepokonany (15 zwycięstw) pięściarz o pseudonimie ringowym "Baby Face". Przewagę terytorium będzie miał właśnie Kownacki, który wprawdzie pochodzi z Łomży, ale od wielu lat mieszka na Brooklynie, gdzie mieści się mogąca pomieścić 18 tys. widzów hala Barclays Center.

Reklama

Zdaniem Kownackiego, którego słowa cytuje "SE", Szpilka ma słabą szczękę, a on sam dysponuje uderzeniem, którym jest w stanie ściąć rodaka z nóg ("mam silny cios, który pośle go na deski" - mówi) i do największej w karierze wypłaty dodać najcenniejszą wygraną.

Do potyczki Szpilki z Kownackim miało dojść już w kwietniu, ale wówczas ten drugi zgłosił problemy z zębem, które uniemożliwiły mu optymalne przygotowania. "Szpila" początkowo ze zrozumieniem podchodził do niedyspozycji rodaka, ale teraz zaczął sobie z tego kpić. "Miał już swoją szansę, to go ząbek rozbolał" - napisał na Twitterze były pretendent do tytułu mistrza świata, by w jednej z kolejnych wiadomości, w jeszcze bardziej dosadny sposób, podkopać męstwo sportowca rodem z Łomży. "Czy to mnie ku... ząbek rozbolał??".

Szpilka jest poirytowany faktem, że znów nie dojdzie do skutku walka z rywalem, którego od dłuższego czasu miał na muszce. Chodzi o Dominika Breazeale’a, ostatniego pogromcę innego Polaka Izu Ugonoha. Szpilka zarzuca Amerykaninowi, że odmawiając walki z nim jest "leszczem", jakby nie chciał zauważyć, że przez swoją nieaktywność (od stycznia 2016 roku) wypadł z wszelkich rankingów. Dlatego przestał być atrakcyjnym rywalem dla zawodników z szerokiej czołówki. Pokonanie Polaka formalnie nic nie daje, a istnieje ryzyko porażki, którego nikt za "darmo" nie chce podejmować.

"Szpila" stał się też zakładnikiem swoich oczekiwań finansowych, bo nie jest tajemnicą, że za drobne nie uśmiecha mu się wchodzić do ringu. Tak więc wieliczanin kluczy po labiryncie, z którego nie potrafi znaleźć optymalnej drogi wyjścia.

AG

Dowiedz się więcej na temat: Adam Kownacki | Artur Szpilka | Barclays center

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje