Trener polskich biathlonistek Torgersen: Nie muszę być przyjacielem

- Niekoniecznie muszę być przyjacielem każdego ze sportowców, ale potrafię przekonać ich, że zależy mi na tych samych celach - mówi nowy trener polskiej kadry biathlonistek, Norweg Tobias Torgersen.

Będzie pan po raz pierwszy w karierze samodzielnym trenerem kadry seniorskiej...

Reklama

Tobias Torgersen: - Prowadziłem już w przeszłości kadrę B, ale rzeczywiście po raz pierwszy będę pracował z krajową czołówką jako główny trener. To dla mnie naturalny krok, który wiąże się z "dobrą mieszanką" entuzjazmu i stresu. Z jednej strony mam świadomość, że to będzie nowe wyzwanie, nowy poziom, ale z drugiej - jestem przekonany, że mam właściwe przygotowanie. Piastowałem już szereg innych trenerskich funkcji i zebrałem odpowiednie doświadczenie.

Studiował pan pedagogikę. Czy jest przydatna w zarządzaniu drużyną, w nawiązywaniu kontaktów z podopiecznymi?

- Na pedagogice byłem przez rok, a potem odbyłem trzyletnie studia trenerskie w Oslo. Aspekt psychologiczny w drużynie uważam za niezwykle istotny. Umiejętność komunikacji i motywowania podopiecznych jest jedną z moich najmocniejszych stron. Niekoniecznie muszę być przyjacielem każdego ze sportowców, ale potrafię przekonać ich, że zależy mi na tych samych celach. Osiągnięcie tych celów jest nie tylko ich, ale też moją ambicją. Oczywiście samo to nie wystarcza, potrzebna jest także wiedza sportowa.

To nie jest pana pierwsza wizyta w Polsce. Był pan 14 lat temu jako zawodnik na mistrzostwach świata juniorów w Kościelisku.

- Zgadza się. Przyjechałem również do Dusznik-Zdroju w minionym sezonie. Prowadziłem szwedzki zespół na mistrzostwach Europy.

Zdążył pan już podłapać jakieś podstawowe polskie zwroty? Jak poradzi pan sobie z barierą językową?

- Postaram się nauczyć kluczowych pojęć i wyrażeń, ale jasne jest dla mnie, że polski jest o wiele trudniejszy niż jakikolwiek inny język, który znam. Większość zawodniczek i sztabu mówi dobrze po angielsku, więc z tym nie będzie problemu. Trochę słabiej radzi sobie Magdalena Gwizdoń i na pewno będziemy jeszcze rozmawiać i zastanawiać się nad tym, jak to rozwiązać. Ona dużo rozumie i wierzę, że potrafi mówić, tylko po prostu czuje się przy tym niekomfortowo.

Miał pan już okazję rozmawiać z polskimi biathlonistkami przed objęciem posady?

- W kwietniu odbyliśmy wprawdzie długie, ale tylko jedno spotkanie i nie zdążyłem jeszcze odkryć, jakie są ich słabe i mocne strony. Wcześniej nie poznałem ich osobiście. Jako trener obserwuję jednak większość sportowców, którzy rywalizują w Pucharze Świata, a z zawodów juniorskich kojarzyłem już Kamilę Żuk.

Pierwsza okazja do poznania się to zgrupowanie, które rozpocznie się 7 maja.

- Wyjeżdżamy na tydzień na Majorkę, gdzie skupimy się na treningu ogólnym, bez strzelania. To też będzie szansa, żeby porozmawiać, indywidualnie i w grupie. Później wracamy do Krakowa, gdzie większość czasu spędzimy na strzelnicy.

W polskiej kadrze są zawodniczki doświadczone, jak Gwizdoń, i te mniej zaawansowane, jak Żuk. Jak poradzi pan sobie z faktem, że potrzebują różnej intensywności treningów?

- Będę dążył do tego, aby zawodniczki przebywały razem jak najdłużej i jak najczęściej. Mogą np. biegać na krótszych lub dłuższych dystansach, ale grunt, żeby stanowiły zespół. A te bardziej indywidualne potrzeby będziemy starali się realizować pomiędzy zgrupowaniami.

Rozmawiał Maciej Machnicki

Dowiedz się więcej na temat: Tobias Torgersen | biathlon

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje