Tomasz Sikora: Tęsknię już za zimą

Tomasz Sikora, z którym kibice wiążą wielkie nadzieje na medal igrzysk w Vancouver stęsknił się już za zimą. Najlepszy polski biathlonista, wicemistrz olimpijski z Turynu w biegu ze startu wspólnego czuje już "głód nart".

Przygotowania do sezonu kadra biathlonistów, prowadzona przez trenera Romana Bondaruka, rozpoczęła pół miesiąca później niż zwykle, na początku czerwca. "Nie jechaliśmy w czerwcu specjalnie na narty, aby poczuć ich głód. Potem na lodowcach było o wiele więcej przyjemności niż to było w poprzednich latach" - powiedział Sikora.

Reklama

Dodatkowo na lodowcu Dachstain, w pobliżu austriackiego Ramsau, natrafiono na nietypowe warunki atmosferyczne. Było wyjątkowo ciepło.

"Gdy przyjechaliśmy na lodowiec było bardzo ciepło - na dole była temperatura plus 16 stopni, u góry było śniegu jak na lekarstwo - opowiadał najlepszy polski biathlonista. Ten śnieg był bardzo brudny. Nie mogliśmy nawet testować sprzętu. Musieliśmy biegać na starych nartach, ja biegałem na pożyczonych od serwismenów, żeby nie niszczyć swojego sprzętu". W trakcie tych wspomnień Sikora westchnął: "tęsknię już za zimą".

Obecnie ma do dyspozycji 26 par nart. Sześć zostawił sobie z poprzedniego sezonu, 20 nowych dostarczyła firma Fischer. "Z pierwszych testów wynika, że są to dobre narty. Mam nadzieję, że to się potwierdzi w sezonie" - ocenił.

Serwismeni wcześniej testowali dla niego narty i wybrali sześć par, które będą najlepiej nadawały się na ciepłą pogodę w Vancouver.

"Nie martwimy się o to czy w Vancouver będzie śnieg - śnieg można zawsze zorganizować. Martwi nas to, że w trakcie igrzysk ma być jednak dodatnia temperatura. Ja bym wolał, żeby było nawet minus 15 stopni, ale na to nikt już wpływu nie ma" - powiedział Sikora.

4 listopada wyruszy do fińskiego Muonio, gdzie polska ekipa przygotowywać się będzie do rywalizacji w Pucharze Świata, którego inauguracja nastąpi 2 grudnia w szwedzkim Oestersund. Biathlonista Dynamitu Chorzów wiele nie obiecuje, bowiem szczyt możliwości szykować będzie na olimpiadę.

"Oczywiście chcę uzyskać jak najlepszy wynik w Pucharze Świata. Wszystko co zdobędę będzie dla mnie takim bonusem no i oczywiście nabiorę pewności siebie przed olimpiadą, która jest celem nadrzędnym. Marzę, aby początek był taki jak w zeszłym sezonie. Jeżeli będzie inaczej to naprawdę nie będę zaniepokojony, bo wiem do czego się przygotowuję, wiem kiedy ta forma powinna być najwyższa" - wyjaśnił.

Bodnaruk przygotowuje swoich podopiecznych w specyficzny sposób, pod kątem startu w Vancouver.

"Treningi na zgrupowaniach były konkretnie nastawione pod trasy w Kanadzie, ale jako taki plan ogólny był bardzo podobny jak w poprzednich latach - kontynuował wicemistrz olimpijski. - To już nie chodzi o same trasy, po prostu praca była inna. Większa uwaga była skupiona nad siłą, nad dynamiką. W Vancouver są takie trasy, że nie ma tam jakiś strasznych długich podbiegów, tylko są podbiegi szybkie".

Pojawił się także nowy element w treningu strzeleckim. "Zakupiono w tym roku specjalny program, do tak zwanych treningów "na sucho". Bardzo dużo pracowali Rosjanie w poprzednich latach, również między pucharami. Wiadomo jak Rosjanie strzelają, strzelają bardzo dobrze" - dodał Sikora.

"Bardzo łatwo w tym programie wychwycić różne błędy, bo komputer notuje te ułamki sekund przed oddaniem i po oddaniu strzału, pokazuje co się dzieje z karabinem. To było dla nas bardzo przydatne. Zazwyczaj zaczynaliśmy trenować na tym programie, gdy w trakcie ćwiczeń pojawiały się jakieś problemy. Żeby znaleźć przyczynę i od razu zniwelować błędy na bieżąco, żeby nie wchodziły w nawyk. U mnie był problem, że bardzo często strzały w pozycji stojąc uciekały mi na prawo i naprawdę w tym roku bardzo dużo czasu poświęcaliśmy na to aby to zniwelować aby te strzały były rozmieszczane po całej tarczy" - powiedział.

Polskiemu biathloniście przyznano biathlonowego Oskara w dowód uznania za jego występy w poprzednim sezonie.

"Myślałem, że Oskara zdobędzie po raz trzeci Ole Einar Bjoerndalen. Dla mnie na pewno jest to bardzo duże wyróżnienie, bo tego Oskara przyznają trenerzy. To jest według mnie nagroda za całokształt sezonu. Mimo iż nie zdobyłem medalu mistrzostw świata i nie zdobyłem żadnej, nawet małej Kryształowej Kuli, to jednak trenerzy docenili to, że jako jedyny zawodnik w przeciągu całego sezonu ani razu nie wypadłem poza pierwszą "20", że byłem najrówniejszym zawodnikiem" - ocenił Sikora.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: olimpijski | głód | narty | trasy | śnieg | Vancouver | Tomasz Sikora | sikora

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama