Zwycięskie cierpienie mistrza Europy

Tak jak Wayne Rooney, Cristiano Ronaldo pożegnał Afrykę bez błysku. Hiszpania jest w ćwierćfinale po raz szósty, w boju o historyczny sukces zderzy się z rasą kosmiczną.

Podczas hymnów miał twarz nieprzeniknioną jak Humphrey Bogart. Do Xaviego Hernandeza dotarły opinie, że Hiszpania gra źle, bo zawodzi jej lider. W boju z Portugalczykami o ćwierćfinał znów był wodzem "La Roja", takim jak na Euro 2008, gdzie został uznany za piłkarza nr 1. To właśnie pomocnik Barcelony wymyślił zagranie piętą do Davida Villi, który jako pierwszy i jedyny w afrykańskich mistrzostwach pokonał bramkarza Eduardo. Wystarczyło. Portugalia wyjeżdża z RPA po stracie jednego gola.

Reklama

Jeśli w RPA źle grał Xavi, jeśli słabo Iniesta, to co powiedzieć o Wayne Rooneyu, czy Cristiano Ronaldo? Najdroższy piłkarz świata znów poczuł, jak ciężka jest kapitańska opaska odziedziczona po Luisie Figo. U boku swojego idola zdobywał wicemistrzostwo Europy (2004) i czwarte miejsce na mundialu w Niemczech, gdy sam objął władanie nad kolegami, marzenia Portugalii już drugi raz kończą się na pierwszym meczu fazy pucharowej. W pojedynku z drżącymi przed jego szybkością i siłą Hiszpanami gwiazdor Realu Madryt nie zrobił prawie nic, by uratować drużynę.

Hiszpania błogosławi Davida Villę i już nawet kibice Barcelony nie mają mu za złe, że po każdym golu wykonuje gest torreadora (Katalończycy chcą zakazu corridy). Ale za bohatera wczorajszego meczu uznali Fernando Llorente, który odmienił drużynę bezradną przez godzinę wobec zasieków obronnych Portugalczyków. "Niespodziewany krasnoludek" - pisze "El Pais" o jednym z najwyższych graczy w drużynie, i jedynym, który woli dotykać piłki głową niż nogami. "Przy Llorente zobaczyliśmy najlepszą wersję Xaviego, najlepszą wersję Iniesty, Ramosa i Villi. W sumie: najlepszą wersję Hiszpanii w tych mistrzostwach" - podsumował dziennik. Czy napastnik Athletic Bilbao zajmie miejsce Fernando Torresa w podstawowej jedenastce?

Mistrzowie Europy jeszcze niczego w RPA nie wygrali. Są w ćwierćfinale mundialu szósty raz w historii, pod tym względem lepsze są od nich tylko: Argentyna (8 razy), Włochy (9), Brazylia (14) i Niemcy (15). Wszyscy wielcy rywale zdobywali tytuł mistrza świata co najmniej dwa razy, tymczasem Hiszpanie nie mają nawet jednego medalu.

Przekleństwo fazy ćwierćfinałów zaczęło się już w 1934 roku, gdy po triumfie nad Brazylią "La Furia" odpadła z Włochami (po powtórzonym meczu). 16 lat później Hiszpanie jedyny raz byli w czwórce, tyle, że na ostatnim miejscu. W Meksyku, w 1986 roku drużyna z Emilio Butragueno odpadła po rzutach karnych z Belgią, osiem lat później w boju o półfinał Hiszpanów zatrzymali Włosi z Roberto Baggio, a w 2002 roku sędziowie meczu z Koreą, którzy anulowali im dwa gole. Czy z tą koszmarną serią poradzi sobie najzdolniejsze pokolenie kierowane przez Xaviego?

Hiszpania i Paragwaj spotykały się w mistrzostwach świata tylko dwa razy, zawsze w fazie grupowej. W 1998 roku był remis 0-0, osiem lat później "La Roja" wygrała 2-1. Żaden pojedynek tych drużyn nie miał takiej wagi, jak sobotni. Teoretycznie mieszanka gwiazd Realu i Barcelony ma co trzeba, by przebić się przez mur z Paragwaju. Paragwajczycy stracili w tych mistrzostwach zaledwie jednego gola, po kiksie bramkarza w pierwszym meczu grupowym z Włochami.

Fani z Hiszpanii znów ufają swojej drużynie. W ankiecie "El Pais" zaledwie 8,8 proc głosujących uważa, że podbój świata skończy się na Paragwaju. Aż 33,5 proc wierzy w tytuł mistrzowski. W półfinale "La Roja" musiałaby jednak pokonać wielką drużynę (Argentynę, albo Niemcy). Dotąd dawała radę tylko średniakom.

Takim średniakiem wydaje się być Paragwaj. Afrykańskie mistrzostwa stały się jednak nie notowanym sukcesem drużyn południowoamerykańskich. Na osiem zespołów, które przetrwały w RPA, połowa jest z Ameryki Płd - odpadło tylko Chile, ale ono w 1/8 finału mierzyło się z Brazylijczykami. Hiszpanie muszą więc zostać pierwszą drużyną reszty świata wyrzucającą za burtę rywala z tego kontynentu (pokonali już Chile 2-1, ale to nie wyeliminowało ich z turnieju).

Wyjaśnień latynoskiego wzlotu w RPA jest co najmniej kilka. Mnie przypomina się esej meksykańskiego filozofa Jose Vasconcelosa Calderona zwiastujący powstanie właśnie w tej części świata rasy kosmicznej. Biali kolonizatorzy Ameryki, jej żółci mieszkańcy (Indianie) i czarni (niewolnicy z Afryki) mieli stworzyć najdoskonalszą mieszankę ras. Z pewnością jedną z jej podstawowych cech okazał się talent do gry w piłkę.

Dyskutuj z Darkiem Wołowskim na jego blogu

Dowiedz się więcej na temat: Rooney | "Mistrz" | Cristiano Ronaldo | Hiszpania | RPA | cierpienie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje