Zmiany w PZPN, ale dopiero po Euro 2012

Sytuacja w PZPN wymaga zmian, ale jest kwestią dyskusyjną, czy okres przed Euro 2012, to czas ku temu najwłaściwszy - powiedział w niedzielę rzecznik rządu Paweł Graś. Dodał, że zdaniem premiera Donalda Tuska, czas na ewentualne zmiany jest po mistrzostwach.

Graś sprecyzował czwartkową wypowiedź Tuska. Premier pytany, czy rząd może coś jeszcze zrobić w sprawie Polskiego Związku Piłki Nożnej i czy to, co się dzieje w związku nie kładzie się cieniem na organizację Euro 2012, powiedział: "Co do PZPN, jeśli potwierdzą się przypadki korupcji, to będą siedzieć. To nie jest kwestia sportu, tylko kryminalna. Natomiast wydaje się, mam nadzieję, mam taką intuicję, że PZPN będzie inaczej wyglądał na pewno pod koniec tego roku - jeśli chodzi o władze PZPN".

Reklama

"Chodziło oczywiście o następny rok 2012, nie ten rok" - powiedział Graś w Radiu ZET. Na pytanie, czy Tusk przejęzyczył się, rzecznik rządu odpowiedział: "Czasem się zdarza".

Rzecznik rządu zaznaczył, że na pewno wszyscy - łącznie z premierem - chcieliby, aby sytuacja w PZPN została rozwiązana do końca bieżącego roku, ale "wszyscy wiedzą jakimi instrumentami dysponuje tutaj państwo - tych instrumentów za wiele nie ma". "O tym, czy kurator będzie wprowadzony do PZPN, decyduje sąd, a nie minister czy rząd i muszą być spełnione określone warunki. Premier mówi wyraźnie, że jeśli sygnały dotyczące korupcji się potwierdzą, wtedy będzie inna sytuacja, bo zajmie się tym prokuratura" - podkreślił Graś.

"Jak spokojnie przejdziemy Euro, niezależnie od wyników naszej reprezentacji, to powinien być czas na ewentualne zmiany w PZPN, bo wszyscy takich zmian chcemy. Na pewno jednak państwo polskie w relacjach z PZPN nie może łamać prawa" - dodał rzecznik rządu.

Według europosła Jacka Kurskiego (Solidarna Polska), czwartkowa wypowiedź premiera była "dosyć niepokojąca". "Jeśli premier mówi o intuicji, to na podstawie wiedzy, którą ma zgromadzoną dzięki organom państwa. To jest takie wycofanie się i mrugnięcie na zasadzie - nie fikajcie, bo was pozamykam, na razie musimy zrobić Euro, a potem się zobaczy" - powiedział. Dodał, że "jeśli są dowody na korupcję, to nie należy oglądać się na Euro i państwo powinno działać. Tu na pewno trzeba dużej determinacji".

Zbigniew Girzyński (PiS) uważa natomiast, że jedyną szansą na zmiany w PZPN jest czas przed mistrzostwami. "Nikt w ostatniej chwili nam Euro nie odbierze. Jeśli premier rzeczywiście chciałby zrobić w PZPN porządek, to (...) trzeba by było prezesa Grzegorza Latę odwołać i wprowadzić zarząd komisaryczny" - zaznaczył. Dodał, że dla przeprowadzenia takich działań można byłoby dokonać zmiany w ustawach.

W środę zarząd PZPN odwołał w tajnym głosowaniu sekretarza generalnego związku Zdzisława Kręcinę. Posiedzenie zarządu zostało zwołane w poniedziałek w trybie pilnym przez Latę na wniosek członka zarządu z Wielkopolski Jacka Masioty. To efekt ujawnienia nagrań mogących świadczyć o korupcji w związku.

Burzę wokół PZPN wywołała publikacja nagrań dokonanych przez współpracującego ze związkiem Grzegorza Kulikowskiego, który sugeruje, że Lato i Kręcina mogli dopuścić się korupcji przy jednym z przetargów na budowę nowej siedziby związku. Sprawa wyszła na jaw tuż przed piątkowym walnym zgromadzeniem PZPN, ale delegaci odrzucili wniosek o dopisanie do porządku obrad głosowania nad odwołaniem Laty. Obaj działacze nie czują się winni i zapowiedzieli walkę o ochronę dobrego imienia. Kręcina powiedział, że cała sprawa jest szantażem ze strony Kulikowskiego.

Nagrania trafiły też do minister sportu i turystyki Joanny Muchy, która złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. O tym, czy w sprawie wszcząć śledztwo zdecyduje Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: PZPN | Euro 2012 | Grzegorz Lato | Zdzisław Kręcina | Donald Tusk | Paweł Graś

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje