Ziółkowski: Nie jestem faworytem, ale...

W dużym stopniu psychika, a nie przygotowanie fizyczne zadecyduje o medalu w konkursie rzutu młotem w rozpoczynających się w sobotę 12. mistrzostwach świata w Berlinie, uważa mistrz olimpijski z Sydney Szymon Ziółkowski (AZS Poznań).

Mistrz świata z Edmonton (2001) przyznał, że nie zalicza się do kandydatów na podium, ale ... "wszystko może się wydarzyć". Zaznaczył, że "są koledzy, którzy znacznie dalej rzucają. Węgier Kristian Pars wygrywa w tym roku wszystko, gdzie wystartuje i do tego mistrz olimpijski Słoweniec Primoz Kozmus. To oni będą tworzyli najlepszy duet. A cała reszta? To się okaże".

Reklama

Podkreślił, że w finale takiej imprezy jaką są mistrzostwach świata, zawsze najbardziej znacząca jest głowa. "Kto ją ma i do tego wypracowany potencjał, ten wygrywa. Oczywiście to nie wystarczy, bo jak zawodnik jest przygotowany na 77 metrów to dalej po prostu nie rzuci, bez znaczenia jak mocną będzie miał psychikę".

Jak to jest u Ziółkowskiego? - Akurat z głową jest u mnie jeszcze w miarę. Potencjał miał się właśnie wykreować na obozie w Spale. Młot sześciokilogramowy lata już całkiem przyzwoicie, bo rzuciłem nim 88 metrów - powiedział.

Dwunastokrotny mistrz Polski stawia sobie jeden cel - przekroczenie 80 metrów. Co to da? - Może medal? A może szóste miejsce? - zastanawiał się. - Wszystko zależy jednak od moich rywali i od tego jak się rozłoży konkurs. Różnie to w mistrzostwach świata wyglądało. To nie jest sprint, gdzie trzeba dać z siebie wszystko. To konkurencja techniczna i emocje niejednokrotnie działają wbrew osiąganym wynikom - ocenił.

Do tego sezonu zawodnik AZS Poznań przygotowywał się z trenerem Krzysztofem Kaliszewskim. Zmienili trening, ale jak obaj uważają "na efekty pewnie jeszcze będzie trzeba poczekać". Najwyższa forma ma przyjść na igrzyska olimpijskie w Londynie w 2012 roku.

Treningi u jego poprzedniego białoruskiego trenera Piotra Zajcewa i obecnego Kaliszewskiego trudno porównać.

- U Zajcewa wszystko było na bardzo dużych obrotach, wszystko na maksa. To było wypalanie się na treningach. Teraz ćwiczymy dużo spokojniej i staramy się zastanowić, czy dana rzecz jest nam naprawdę do szczęścia potrzebna. Bardzo dużo pracujemy na intuicji i staramy się robić tak, by wszystkie stosowane przez trenera Zajcewa środki przeciwbólowe nie były nam potrzebne każdego dnia, by wstać z łóżka - wspomniał Ziółkowski.

Zadowolony jest przede wszystkim z tego, że" "na razie nie narzekam na zdrowie, więc jest przyzwoicie i na pewno jest dużo lepiej niż dwa lata temu".

Eliminacje konkursu rzutu młotem odbędą się w sobotę o godz. 12.00, a finał dwa dni później o 18.05.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: "Mistrz" | olimpijski | ziółkowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje