Zemsta Robinsona na Bucks

Kiedy Glenn Robinson i Ray Allen grali razem, ciągle mieli sobie coś do powiedzenia. Na treningach, a nawet podczas meczów toczyli swoistą wojnę na słowa.

Allen nazywał Robinsona "samolubem", a ten odwdzięczał się epitetami typu "tchórz".

Reklama

Latem Robinson przeniósł się po ośmiu sezonach z Milwaukee do Atlanty i minionej nocy zagrał przeciwko byłym kolegom i Allenowi. Na parkiecie nie było, żadnych złośliwości. Obaj przed rozgrzewką zamienili kilka słów, a podczas gry nie doszło do żadnych spięć.

Robinson zdobył 23 punkty i w dużej mierze przyczynił się do zwycięstwa nad Bucks 98:80. - Wspaniale czuć się zwycięzcą - zachwycał się po meczu Robinson.

Na parkiecie często rozmawiał z Samem Cassellem, z którym wraz z Allenem tworzyli w poprzednim sezonie "Wielką Trójcę" z Milwaukee. - Trochę pogadaliśmy, ale raczej były to żarty - opowiadał Glenn - Sam powiedział mi, że zawsze głośno szczekam, ale nigdy złośliwie nie gryzę...

Najwięcej punktów dla Bucks zdobył Tim Thomas. Allen musiał zadowolić się 16 "oczkami", ale był to jego pierwszy występ po kontuzji.

- Grałem z Glennem przez 6 lat, a teraz on zdobywa punkty dla przeciwnej drużyny, trochę to dziwne uczucie, bo znamy się na wylot. Uważam go za jednego z najlepszych strzelców w lidze - komplementował byłego partnera Allen.

W drugim czwartkowym meczu Minnesota Timberwolves pokonała Golden State Warriors 114:98. "Leśne Wilki" zawdzięczają zwycięstwo mocnej ławce rezerwowych. Anthony Peeler, Joe Smith, Rod Strickland zapisali na swoim koncie po ponad 10 punktow. Jednak najjaśniejszą gwiazdą meczu był Kevin Garnett. Skrzydłowy Minnesoty zakończył mecz z 21 punktami i 15 zbiórkami.

Zobacz wyniki meczów i zdobywców punktów z 5 grudnia oraz galerię zdjęć z NBA

Dowiedz się więcej na temat: NBA | ray allen | Woody Allen

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje