Zarzeczny: Wybijcie mi jedno oko

Zgadzam się na wybicie mi jednego oka, strzelanie do mnie rakietami i obrzucenie racami, stratowanie i połamanie kończyn, rozbicie głowy, oplucie, naubliżanie, wypędzenie ze stadionu przed końcem meczu i pobicie przez policję, a następnie skazanie w ciągu 24 godzin za awanturowanie się, bez śledztwa i dowodów.

Zgoda na utratę pary oczu lub śmierć dotyczyć będzie miejsc w sektorach podwyższonego ryzyka oraz obligatoryjnie kibiców gości, a cały ten tekst zamieszczany będzie wkrótce na biletach.

Reklama

Wejście na mecz stanie się zarazem potwierdzeniem, że uczestniczymy w imprezie sportowej na własną odpowiedzialność, ponosząc wszelkie tego konsekwencje. Piłkarze, sędziowie i trenerzy podpiszą zgodę na wszelkie doznane krzywdy podpisując przedmeczowy protokół.

Tak, jest to wizja, która rychło się spełni, bo wymusi ją życie. Organizatorzy mają już dosyć tego, że byle mecz może spowodować pożar, zdemolowanie części miasta, kilku pociągów lub autobusów, inwalidztwo kibiców, sportowców etc. Niedawno sąd skazał firmę energetyczną na wielkie odszkodowanie dla Janka Meli, naszego zdobywcy bieguna, bo skrył się on przed deszczem do stacji transformatorowej i poraził go prąd... hm, bez komentarza. Jest kwestią czasu, kiedy sąd skaże jakiś klub za straty fizyczne kibica, piłkarza, może nawet tylko za straty moralne - jakiegoś oplutego krawaciarza, może tylko oblanego gorącą kawą. Piszę to wszystko pod wpływem ligowego protestu kibiców, którzy chcą zgody na palenie rac... (z racami nawet stadion Lubina bardzo mi się wczoraj podobał, pierwszy raz w życiu!). Ponieważ cenię wolność i kibiców też - palcie, ile chcecie, strzelajcie też z rakiet i dobrze celujcie! Piłkarze - kopcie się po głowach i obrażajcie się nawzajem, a także swoje matki i siostry! Ale na własną odpowiedzialność i jak coś się stanie - nie płaczcie jak Cech z Zidanem. Bo jak mawiano dawniej - nie można zjeść jajecznicy nie rozbijając jaj i warto byście i wy się wreszcie zorientowali, co to za fajna zabawa ten futbol w waszym wykonaniu.

Donald Tusk (taki polityk, jakby ktoś nie słyszał) wzywał niedawno społeczeństwo do nieposłuszeństwa obywatelskiego. Na stadionach mamy je od dawien dawna. Ale to nie znaczy, że nie należy się cywilizować. Ja wcale nie tęsknię za dawnymi czasami, gdy aplauz na trybunach (mój też) budziło trafienie flaszką po winie liniowego. Robić dziś problem o race i ich zakazać? Jednak tak. Z żalem, ale tak.

Kiedyś na świątecznych choinkach paliło się nie elektryczne lampki, tylko zwykłe woskowe świeczki - było ładniej, bardziej pachnąco i romantycznie, ale kilka efektownych pożarów zwyczaj ten skasowało nieodwołalnie.

I tak będzie też na stadionach. Bo to jest jak z papierosami, już chyba w całym normalnym świecie. Chcesz się truć - rób to sam.

Paweł Zarzeczny, "Dziennik"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje