Zarzeczny wspomina Górskiego

Odszedł Kazio. Ludzie mówią, że lubili go bo był skromny, prosty, zwyczajny, zabawnie mówił... To nieprawda.

POLSKA pokochała go z innego powodu. Kazio pozwolił Polakom poczuć dumę z POLSKOŚCI. A to wtedy, kiedy zdobył olimpijskie złoto i medal mistrzostw świata, wychował takich asów jak Deyna, Lato i Tomaszewski, stworzył POLSKI styl gry, najbardziej ofensywny w świecie, a pokonał w meczach o stawkę takie drużyny jak Anglia, Argentyna, Brazylia, Włochy i Holandia.

Reklama

I pozostał normalnym człowiekiem. Żyjacym w zwykłym bloku, bez samochodu, z jednym znoszonym garniturem i parą butów, grzebykiem w kieszeni...

"Piłka nożna nie ciul i od głaskania się nie podniesie..." Często to powtarzał, bo był to niespotykanie pogodny człowiek. I dowcipny.

O swoich sukcesach:

- Jak pan to robi panie Górski?

- Wybieram najlepszych piłkarzy.

O taktyce:

- Co wy gracie? Co to jest?

- Jak to co? Ofensywna defensywa!

O piłce:

- Piłka jest okrągła...

O meczu:

- Mecz można wygrać, przegrać, albo zremisować.

O swoim hobby:

- Wódeczkę piję na żołądek, koniak dobrze mi robi na serce, a piwko na nerki...

- A woda, panie Kazimierzu?

- A wodę to niech żaby piją!

Żarty trzymały się go całe życie. Kiedy tworzył swoją wielką jedenastkę, wszystkie jej sekrety zapisywał na serwetkach. Ponieważ działo się to najczęściej w rozlicznych knajpkach, serwetki te wciąż zabierali kelnerzy, wraz z pustymi talerzami i nie tylko... I nagle powstał problem. Przed mundialem 1974 Edward Gierek postanowił zbadać jak drużyna szykuje się do gry i jaki ma plan przygotowań. Posłał więc do Górskiego inspekcję. Kazio akurat grał w karty, ale szybko je odłożył i mówi tak (po skojarzeniu, że znów zniknęła kolejna porcja serwetek): - Chodzi o przygotowania nasze? Otóż towarzysze, przekażcie towarzyszowi Edwardowi, że ze względu na sportowy wywiad nasze przygotowania są ściśle tajne!

Kazio nie filozofował, kazał atakować od początku, bo wtedy zespół ma siły. Wyśmiewał wszystkie nowoczesne teorie: - Taki Gmoch ciężarki piłkarzom poprzyczepiał i myślał, że jak je zabierze to oni pofruną. A oni padali na pysk...

O zdrowie nie dbał. Siedzimy kiedyś przy zastawionym stole (jak to Polacy), toast za toastem, aż tu nagle Kazio stopuje: - Aj, Marysia przecież dała mi jakieś lekarstwa na serce! Tylko popić nie ma czym... Aj, jak to nie ma, piwko jest!

Wspominał zawsze Lwów (bardzo spodobał mu się dowcip z kabaretu: "Chrześcijanie dla lwów i Lwów dla chrześcijan!". Grał tam w piłkę i dla Polaków, i dla Sowietów, i dla Niemców (za chleb i marmoladę - jak sam mówił), przyjaźnił się z Żydami, wyniósł z tego wielonarodowego miasta, stolicy Wschodu, szacunek dla innych, umiejętność dzielenia się tym co jest, nie narzekania. Nie był szczególnie pobożny, do kościelnego ślubu poszedł tylko dla pani Marii, po latach - sam wolał od ołtarzy stadiony i kolegów. Ale wiara i dobroć w czym innym tkwi i gdzie indziej jest jej wielkość - dlatego to właśnie Kazia żegnali nie tylko prezydent z premierem, ale i ksiądz prymas.

Kazia nie ma i już nie będzie. W wielkim plebiscycie "Faktu", największej polskiej gazety, na najwybitniejszych Polaków w dziejach, zajął 11 miejsce, a 3 spośród żyjących - za Janem Pawłem II i Lechem Wałęsą tylko. To papież, już umierający (+ 2005), wysłał Kaziowi jeden ze swoich ostatnich prywatnych listów, modląc się o zdrowie i polecając go Boskiej Opiece. Tak, Kazio to był człowiek, którego w dniu narodzin Pan Bóg musiał dotknąć palcem...

Nie tracił pogody ducha w najcięższej chorobie, a pustoszył go rak. - Właśnie umówiłem się na mecz z kolegą z sąsiedniej sali, bo ma telewizor. Tylko nie wiem jeszcze jak ja tam do niego dotrę!

Pisałem mu wszystko - książki, przemówienia, podziękowania, prośby, nawet mowy pogrzebowe - zawsze prosił, żeby były wesołe i pokazały prawdę o człowieku. - Pan to masz najlepsze pióro, panie Pawełku - podpuszczał, po czy zaraz gasił: - No, żebyś pan tylko tyle nie pił!

I śmialiśmy się obaj.

Gdzie teraz jest nasz Kazio? To akurat nie jest trudne do odgadnięcia. Jego duch unosi się gdzieś w Zielonym Barku, wśród dawnych przyjaciół. Kazio pije koniak i kreśli składy na serwetkach. Słucha też z lubością żartów na swój temat, jak tego na przykład: - Wchodzi Górski do szatni Legii i pokazuje zawodnikom kto zagra: w bramce kolega Kazimierski, w obronie Kakietek...

Na to zawodnicy: Panie Kazimierzu, ale Kakietek odszedł już do Lublina, a to jest Kwapisz!

A Kazio na to: - No to niech zagra Kwapisz!

Żeby na wesoło zakończyć - prawdziwy żart Pana Kazimierza, który często opowiadał, o strzelaniu. Ale nie o strzelaniu na bramkę i nieco nieprzyzwoity - zatem komu takie wspominki nie odpowiadają tu już lekturę powinien zakończyć...

Amerykanin, Anglik i Rusek kłócą się kto celniej strzela. Amerykanin wyjmuje colta, podrzuca do góry dolara i trafia w sam środek. Anglik wyciąga spluwę, podrzuca zapalone cygaro i gasi je w locie. Rusek sięga po nagana... Dolara nie ma, cygara też, w co tu celować? Nagle słychać gdzieś pod sufitem: bzzzzzzzzz, bzzzzzzzzzzzz, komar sobie lata... No tu buch z nagana!

Kurz opadł, no i... znów słychać: bzzzzzzzzzzz, bzzzzzzzzzzzzzzzzz...

- Ty, Ruski, ten komar dalej lietajet!

- Da, może on i lietajet... No jebat' on uże nie budiet!

Dzień Wszystkich Świętych powinien być zawsze pogodny. Taki jak pan Kazio.

Nasz Kazio.

Spoczął tam gdzie jego miejsce. W Alei Zasłużonych. Żył 85 lat.

Paweł Zarzeczny, "Dziennik"

Dowiedz się więcej na temat: Lwów

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje