Zarzeczny: Wczoraj padł "Przegląd Sportowy"

Dziś miałem zeznawać w sądzie. Przeciwko "Przeglądowi". Ale w nocy padł.

Rozprawa była nietypowa. Oto poprzedni redaktor naczelny Piotr Górski (7 lat na stanowisku) domagał się zwrotu zaległych wynagrodzeń (za lata 3). A było tak: szwajcarski właściciel pan Marquard najpierw podpisał z Piotrem kolejny kontrakt na 3 lata, by po paru miesiącach jednak się rozmyślić i wyrzucić człowieka na ulicę. No i nie zapłacić. Taki szwajcarski ład korporacyjny...

Reklama

Górski był dobrym naczelnym (a ja jego zastępcą). "Przegląd" jako jedyna ogólnopolska gazeta przez kilka lat notował stały wzrost sprzedaży, dochodząc do 100 tys. sprzedawanych egzemplarzy dziennie (poniedziałki do 200 tys., dodatki nawet do 250 tys.).Miał 9 mutacji lokalnych i tyleż różnych okładek w weekendy, a liczba cytatów plasowała go w pierwszej szóstce polskich mediów. Dziś sprzedaje ledwo 60 tysięcy, mutacji lokalnych brak, nikt się nań od dawna też nie powołuje. W dodatku zlikwidował zasłużone krakowskie "Tempo", usiłował zniszczyć dumpingowo katowicki "Sport" (za co zapłacił karę w wysokości niemal 2 mln złotych!), a kilkudziesięciu dziennikarzy wyrzucił bez powodu na bruk.

Wiem jak zaczął się ten upadek i chcę o tym napisać, żeby winowajca nie uszedł bez napiętnowania. Nazywa się Martin Gielnik (jeśli żyje jeszcze, bo przepadł jak kamień w wodę) i przyjechał z Hamburga, z plenipotencjami Marquarda. Popatrzył parę dni jak pracujemy i rzekł: "To, co robicie, to jest średniowiecze. Ja tu wszystko pozmieniam, a sprzedaż gazety podwoję!". Poprosiłem go, żeby wpisał się do stopki jako nowy naczelny, wówczas sytuacja będzie uczciwa, a ja będę go słuchać - odmówił. On z kolei poprosił, żebym wypisał na kartce kogo chcę zwolnić - odmówiłem z kolei ja. A po chwili wywalił mnie, potem Piotra, potem kto się nawinął. Lecz sprzedaż zamiast rosnąć - spadała. Dziś jest marniutka, a gazeta wpada w próg nieopłacalności. Działalność Gielnika, który o polskim rynku czytelniczym najmniejszego nie miał pojęcia, zagroziła zwyczajnie tym, że najstarszy polski dziennik przestanie istnieć (rok 1921, on zresztą kazał tę informację z tytułu usunąć, jako nieistotną...). Nie było to wcale nieprawdopodobne. Wcześniej ten sam Marquard zamknął przecież tak dobre polskie gazety jak "Sztandar Młodych" i "Express Wieczorny".

Cuius regio, eius religio - czyj kraj, tego religia. To mądre niemieckie powiedzenie, z czasów podziału na księstwa, absolutnie usprawiedliwia fakt, że właściciel robi ze swoją własnością, co chce. I może otaczać się głupcami albo nawet chodzić do tyłu. Ale szkoda tytułu, który dziś, przy tak bogatym życiu sportowym, mógł kwitnąć. Tymczasem podupadł. I nie pomogły hymny pochwalne w "Pressie". A ostatnio w "Briefie" (pismo dla świata reklamy) ktoś napisał, że dawny "Przegląd" był niepoważnym tabloidem, a obecny jest elegancki i nowoczesny - cóż, kwestia gustu, dla mnie jedynym wymiernym czynnikiem jest sprzedaż, a ona mówi która gazeta trafiała w gust Czytelnika, takoż i reklamodawców. I tego się trzymajmy.

Kierownictwo "Przeglądu" wytaczało przeciw Górskiemu ciężkie działa: że na przykład zezwalając na tytuły "Okuka mać" czy "Sraczka w Legii" obniżył powagę tytułu... Hm, jasne, mógł pisać, że Adam Jest Wielki, ale nas rozliczano za sprzedaż, a nie powagę. Zresztą tamten "Przegląd" nie miał ani jednego procesu i ani jednego sprostowania nawet, gdy ten obecny przegrał (!) już spraw kilkanaście, głównie przed sądem pracy z dawnymi skrzywdzonymi pracownikami. A wczoraj już ostatecznie padł na łopatki. Mianowicie późnym wieczorem zgodził się wypłacić Górskiemu, po trzech latach walki, zaległe wynagrodzenie, jakieś paręset tysięcy złotych. Sąd gospodarczy już po zeznaniach pierwszych świadków nie miał najmniejszych złudzeń, jaki winien być szybki i ostateczny werdykt. Nikt z "Przeglądu" się nie pojawił. A szkoda. Martina Gielnika, który był cały ten czas zakonspirowanym naczelnym, nawet chętnie bym spotkał.

W tym tygodniu "Gazeta Prawna" podała, że Marquard sprzedał właśnie "Przegląd" koncernowi Axel Springer. Nietrudno zgadnąć, że szybko się zatem odrodzi, bo kibiców są w Polsce miliony. Nowej ekipie, która już się tworzy, życzę powodzenia. A starej mówię dokładnie to samo, co pewien moskwiczanin na wieść o kolejnej rocznicy rewolucji: "I chwatit"...

Wystarczy chłopaki. Wracajcie do piaskownicy.

Paweł Zarzeczny

Dowiedz się więcej na temat: sportowy | przegląd sportowy | przegląd

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje