Zarzeczny: Uprzejmie donoszę

Historia aktora Macieja Damięckiego, który przez kilkanaście lat donosił na kolegów zdolniejszych od siebie, zupełnie mnie nie zaskoczyła.

Potwierdza ona jedynie, że gatunek ludzki składa się z osobników sympatycznych, ale i z kanalii, dla których jedynym celem jest szkodzenie bliźniemu. A najłatwiej zacząć szkodzić -- zwłaszcza gdy jest się kanalią tchórzliwą -- od anonimowych słów: "uprzejmie donoszę...".

Reklama

Wszelako Damięcki skompromitował się w samą porę. W dniu, w którym rektorzy różnych szkół wyższych pielgrzymują do Warszawy i do pana prezydenta, żeby łaskawie zwolnił ich środowisko z obowiązku lustracji. Cel jest oczywisty -- boją się oto, że szeregi naukowców zostaną zdziesiątkowane (dziwne uczucie, bo ja bym się nie bał, ja bym się cieszył -- mniej na wypłaty trzeba). Świat nauki pokazuje przy okazji jak straszliwie chore są polskie pseudoelity, broniące kapusiów przed ludźmi przyzwoitymi. No, ale moralizować mi się nie chce, by przedstawić jednak idiotyzm najnowszej profesorskiej akcji (jak mniemam, gardłują niebezpodstawnie, sporo profesorskich nominacji to też owoc donosów, a jakże) -- proponuję wystosować kolejne, podobnie głupie apele do władz:

1. Kierowców, zwłaszcza nieposiadaczy małych fiatów, żeby znieść ograniczenia prędkości i dmuchanie w alkomat.

2. Piłkarzy i ich szefów, żeby zezwolić na kupowanie meczów (chociaż pięciu na zespół i po równo, żeby po sportowemu było).

3. Matek, żeby wolno im było zabijać własne dzieci.

4. Żołnierzy, żeby wolno było zabijać dzieci cudze.

5. Lekarzy, aby zalegalizować łapówki.

6. Policjantów, żeby przestępcy zgłaszali się sami.

7. Księży, żeby wolno było mieć żony, a w razie sprzeciwu Watykanu, przynajmniej cudze.

8. Uczniów, żeby wolno było przechodzić z klasy do klasy nawet z samymi jedynkami.

9. Rolników, żeby rząd kupował wszystko co urośnie, a za to ,co nie urośnie, też zapłacił.

10. Polityków, żeby diety były dożywotnie.

11. Szewców i murarzy, żeby pić było wolno nie tylko w poniedziałki.

12. Beenhakkera, żeby wolno było palić na ławce rezerwowych i żeby nie musiał jarać z przyczajki, jak w środę.

13. Kurew i alfonsów, żeby AIDS, syfa i trypra uznać za choroby zawodowe.

14. Straży miejskiej, żeby kupić im mniej obciachowe mundurki...

No, można by listę te ciągnąć w nieskończoność, ale nie tylko umysł ludzki jest ograniczony -- odporność prezydenta także, więc mam nadzieję że gonić będzie tych głosicieli haseł debilnych, a przede wszystkim lać po grzbietach i patrzeć czy równo puchną. Bo jak patrzę na nasz polski gatunek (siebie nie wyłączając, też ze mnie świnia), tęsknić zaczynam za jakąś dyktaturą. Byle nie kobiet albo proletariatu.

Ale co poczęliby wtedy ze sobą ci wszyscy protestujący, którzy z Warszawy zrobili sobie deptak? Przed wojną była na to recepta prosta. Mianowicie jak ktoś za bardzo się wiercił, szwendał i nie bardzo umiał zająć czymś konkretnym, mówiło mu się tak: "Jak nie masz co robić, to się rozbierz i popilnuj ubrania".

I to jest moja rada dla panów profesorów.

Paweł Zarzeczny

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje