Zarzeczny: Papież, podatki i samowolka

Odwiedziny duszpasterskie. Tak wygląda ostatnio mój kontakt z Kościołem.

Mianowicie dostałem ładnie wydrukowaną ulotkę, że tego to a tego dnia, o tej i o tej godzinie przemknie moją ulicą komando współczesnych poborców podatkowych, czyli młodych chłopaków w sutannach.

Reklama

Funkcjonuje to w naszej tradycji jako przemarsz "po kolędzie", gdy właściwie jest to przemarsz "po kasę".

Z Kościołem mam ostatnio trochę na bakier i wcale nie dlatego, że ksiądz proboszcz za dobrze gra w pokera (na dziewuchy za stary chyba, ale głowy nie dam). Zdenerwowało mnie to, że kiedy ostatni raz przystępowałem do Komunii Świętej, za zachętą księdza zresztą, nie podał mi hostii, choć minutę czekałem z rozdziawioną gębą - wykonał tylko tajemniczy ruch, jakby ją dawał, choć nie dał.

Jak potem wyjaśnił, chodziło o to, że ładnie się prezentuje jego trzódka przed ołtarzem, ale tym co żyją w grzechu (jak mnie po rozwodzie) komunii on nie daje, bo mu sumienie nie pozwala! A robić sobie taki zakłamany teatrzyk przed Bogiem, to pozwala? No więc zatrzasnąłem za sobą drzwi i to z takim hukiem, z jakim zwykle zatrzaskują się one przed świadkami Jehowy.

No i tak żyjemy sobie z szacunkiem, ale jednak na dystans. Wszelako co jakiś czas Kościół przychodzi i do mnie, bowiem wysłannicy Jego, niczym najdoskonalsi agenci nieruchomości przetrzaskują chałupę po chałupie w poszukiwaniu łupów. U mnie rozsyłają nawet wcześniej specjalną mapkę, przypominającą obraz z GPS - z liniami określającymi ulice i strzałkami pokazującymi ruch poborców. Piszę "poborców", bo kolęda jednoznacznie kojarzy mi się nie tyle z poświęceniem domostwa, co z hasłem: "zwykle dają dwieście".

Oczywiście przyjmę posłanników Pana Boga i nawet przyklęknę do modlitwy, bo dlaczego odwiedzać me skromne progi ma jedynie dzielnicowy? W obu jednak przypadkach, dla obu tych służb, nieszczęściem jest to, iż jest to kontakt na ogół sporadyczny i wyłącznie ceremonialny. Sądzę, że ksiądz mógłby zaglądać do mnie całkiem zwyczajnie i rok cały, bez listownej zapowiedzi, zwłaszcza że też lubię karty i wino, a jak wiadomo gość w dom, Bóg w dom!

Kościół ma problemy, ale największy chyba z oddaleniem się od życia i zwykłych ludzi - cóż, powodzenie rozzuchwala. Dziś powinien wszelako pozostawić pałace, limuzyny i ornaty, a wrócić pomiędzy wiernych. Porzucić niewygodne sutanny (zabawnie wyglądają w nich księża brodząc u mnie w zaspach, jak takie małe dziewczynki w za długich sukienkach). Zakładać czasami "cywilki". Zachowywać się jak zwykli ludzie.

Dziś właśnie trafia do księgarń "Świadectwo" kardynała Dziwisza. Co to tam jest najbardziej wartościowego? Ano opis sławnych ucieczek Jana Pawła II z Watykanu na narty. Tych papieskich "samowolek". Świadectwo czego? Potrzeby normalnego życia.

Okazuje się oto po raz kolejny, że Ojciec Święty miał jak najbardziej ludzką twarz i charakter, co dedykuję przy okazji wszystkim co to do wojska są przynależnieni. Otóż tak zwane "samowolne oddalenie" grzechem nie jest! Czasem odpoczynkiem, czasem ratunkiem, a "cywilki" znakomicie pozwalają na chwilę wygody i oddechu, anonimowości - jak dla papieża gogle i wełniana czapka (w piusce jeździć byłoby mu zresztą niewygodnie, nie mówiąc już o tiarze). Oczywiście nie wolno oddalać się z koszar na zbyt długo i zwłaszcza z nabitym karabinem (polecam "Krolla" z genialną rolą Kozłowskiego Macieja).

Dlatego i papież, jak już trochę poszusował, to zawsze potem wracał popapieżyć.

Paweł Zarzeczny

P.S. Ciekawi mnie, jaki sprawa papieskich ucieczek mieć będzie ciąg dalszy. Na mój gust do dymisji powinien podać się szef Gwardii Watykańskiej i rezydenci wszystkich wywiadów - mówiąc wprost popisali się totalną amatorszczyzną. Za co my im w ogóle płacimy? A jakby papież wyjechał i już nie wrócił? Szczęście, że Benedykt XVI, choć Bawarczyk, chyba jednak nie lubi nart.

Dowiedz się więcej na temat: Kościół | kontakt | samowolka | podatki | papież

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje