Zarzeczny: Od wódki rozum krótki!

Jak wczoraj poinformowano nasz naród - przegraliśmy głosowanie w europarlamencie (dawniej to się nazywała Rada Najwyższa Związku Sowieckiego).

Oto zabiegaliśmy o wąską definicję wódki, że to napój z kartofli albo zboża. Ale eurosojuz zdecydował, ze wódka może być ze wszystkiego. Jak udowadniał mój idol, bard Wołodia Wysocki - także z perfum. A kolega z radia definiował to jeszcze szerzej: byle co, byle rzygać.

Reklama

No więc z tego głosowana wypływają dwa wnioski. Pierwszy oczywisty - że europosłowie zajmują się już naprawdę duperelami, bo w wódce, która smaku nie ma wcale (chyba że ohydny) nie liczy się to z czego pochodzi (bo może być i z buraków, cukierków, ze stodoły sąsiada i nawet z plastyku jak niezapomniana trucizna o nazwie Vistula). Liczą się jedynie procenty, a najwłaściwsza liczba to 45. Wynika ona z doświadczenia rosyjskiego, bo tyle ponoć daje zmieszanie jednego litra wody z jednym litrem spirytusu. Doświadczenia Rosji (jeszcze poza Unią) są zresztą bogatsze. Czytałem gdzieś czemu do półlitrówki zawsze umawia się tam aż trzech obywateli (w USA tylko dwóch, ale za to do 1,7, zwanego "uchem", mającego niestety tylko 38 procent, woda niemal). Ano trzech dlatego, bo każda "półka" składa się dokładnie z 21 "guli" (od gul gul...), zatem tylko to daje sprawiedliwy podział. A Rosja, wiadomo, ustrój zawsze miała najsprawiedliwszy.

Lecz do rzeczy. Nie bójmy się, że nowa definicja wódki w czymkolwiek nam zaszkodzi - każdy i tak wie, że to polska jest dobra, fińska pyszna, lecz droga, szwedzka nie powoduje kaca, a po ruskiej można oślepnąć (pijmy, bo się ściemnia...). Zresztą wiele towarów ma taką właśnie definicję rozszerzoną. Przecież kawa też powinna być tylko kawą, a mamy też okropną kawę zbożową, ze zboża właśnie, a nie z kawy! (winna się ona zwać lurą z bromem, przynajmniej "we wojsku"). Gdyby obowiązywała "wąska definicja samochodu" - nigdy nie mogłyby powstać takie pojazdy samochodopodobne jak syrenka czy polonez, że o małym fiacie nie wspomnę. Klient na szczęście i tak wie co dobre i wybierze polish vodka, a nie na przykład grappę z winogron. Kiedyś miałem taką flaszeczkę i jak żadna inna stała u mnie parę miesięcy, przez gardło nie przechodziła. Wybawiła mnie dopiero wizyta kilku piłkarzy Legii... Ba, jeszcze dokupiliśmy!

Najistotniejsze, ze parlament uznał, ze wódka jako taka jest narodom Europy niezbędna. Bo jak wiadomo biez wodki nie razbieriosz. A kiedy Gorbaczow niejaki picia zakazał - natychmiast rozpadł się Związek Sowiecki, bo niestety dla komuszków tamtejszy naród przetrzeźwiał. No więc nam takiej szansy na zdrowotność nie dadzą. Pijanymi łatwiej się rządzi.

No więc, co by tu jeszcze dodać - na zdrowie!

Paweł Zarzeczny

P.S. Dziś cały dzień media współczuć będą pielęgniarkom, co to je policja grzecznie usunęła z drogi. Hm, ja warcholstwa nie popieram, a te panie powinny być w pracy, a nie na ulicy, blokując zresztą drogę do pracy innym, także i mnie. Gdyby tak zachowywali się piłkarscy kibice, zostaliby spałowani, polani wodą i ostrzelani gumowymi kulami, a kilkunastu stanęłoby przed sądami 24-godzinnymi. Oskarżeni o napaść na policjantów (nazywanie ich bandytami jest bowiem również napaścią, choć jedynie słowną). Zatem rada dla kibiców - chcecie bezkarnie rozrabiać, wkładajcie białe czepki z trzema paskami (może być adidas) i udawajcie pielęgniarki. Bezkarność gwarantowana.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama