Zarzeczny: O śmierci Jana Mazocha

Wypadek Jana Mazocha wcale mnie nie wzruszył. Tylko szaleńcy jeżdżą w góry. A najwięksi z nich z tych największych gór skaczą.

Sam jestem szaleńcem i w góry jeżdżę, ale właśnie dlatego niczemu się nie dziwię. Czy skoczek Mazoch umrze bez odzyskania przytomności? Współczuję, ale szpital w Zakopanem powstał właśnie dla połamańców, a nie górali chorych na przeziębienie. Dla tych przysypanych lawiną, dla tych co spadli w przepaść albo zgubili drogę, zamarzli... Co roku postęp medyczny w górach polega jedynie na zamawianiu większych dostaw gipsu, krwi, tlenu i metalowych śrub, a także paliwa dla helikopterów i karetek.

Reklama

Nie da się ukryć, że to pogodzenie się z tym, że góry mogą zabijać. No bo co innego zrobić, zakazać chodzenia w góry? Zakazać narciarstwa? No to należałoby zacząć od postawienia szlabanów wokół Himalajów. A następnie zakazywać kolejno wszystkiego co niebezpieczne - kąpieli w jeziorach, jazdy motocyklem, wyścigów samochodowych, palenia papierosów... Wolne żarty, bo ludzie nie podejmując ryzyka nigdy nie zbudowaliby samolotu, odkryli Ameryki, nie polecieli w kosmos. Więc i ci skoczkowie niech sobie fruwają póki się nie pozabijają - czemu mają mieć mniejsze prawa niż samobójcy?

Mazoch to mierny skoczek, choć na tle takiego Huli to geniusz. Polak skoczył coś około 60 metrów (gdy na Wielkiej Krokwi ja bez nart poleciałbym na siedemdziesiąt i pięć, siłą fizycznego i umysłowego bezwładu), co w chwili oglądania jego popisu skłoniło mnie nawet do myśli, żeby w ogóle rozwiązać kadrę skoczków, tak jak niedawno rozwiązano kadrę siatkarek (z braku wyników) i PZPN (z braku sensu). Małyszowi kadra niepotrzebna, trener też. A kibice przychodzą i jeżdżą na zawody i tak wyłącznie dla niego. I kiedy tak fani świętowali pod Krokwią, Mazoch zepsuł całe nabożeństwo. Tak, zdmuchnął go wiatr, ale trzeba umieć skakać z wiatrem i pod wiatr...

Ludzie próbują się zabezpieczać przed nieszczęściem. Inny Czech, znaczy się Petr Cech, którego trzy miesiące temu jeden gość kopnął z kolana w głowę i posłał do szpitala, wrócił właśnie do bramki Chelsea! Choć ma ubezpieczenie, rozum i mnóstwo - jak mawiają piłkarze - sosu! Generalnie zatem - chyba następny idiota. Założył sobie jednak na głowę kask (za mały chłopie, jakbyś większą czapkę włożył, ten Pennant nigdy nie wrzuciłby ci piłki za kołnierz!). Idąc tym tokiem rozumowania - w niedzielnych zawodach w Zakopanem zeskok należałoby wyłożyć gąbkowymi materacami. A jak kogoś zdmuchnie w trybuny? Więc powtórzę - niech się zabijają. W końcu robią to na własne życzenie. To dlatego nagrody wynoszą po kilkadziesiąt tysięcy i to nie złotówek, ale szwajcarskich franków. A na listach startowych coraz więcej dzieci!!!

Nie bądźmy hipokrytami - czasem chcemy zobaczyć jakiś wypadek, byle nie z własnym udziałem. Na żużlu przynajmniej trzech mistrzów świata porusza się na wózkach inwalidzkich. W Formule 1 zginął Senna, chociaż był najlepszy. Te kraksy tylko zwiększają zainteresowanie sportem i podwyższają kontrakty jego asom. Taka jest prawda i wcale nie jakaś brutalna, tylko zwyczajna. Ekonomia. Marketing. Promocja. Klepsydry dobrze jej robią. Mazoch we wszystkich serwisach informacyjnych wyprzedził nawet Leppera z Tuskiem. Cóż znaczy tu piąte miejsce Małysza?

O bezpieczeństwo oczywiście należy walczyć, ale to "oczywiście" też nie każdego przekona. Przypomniało mi się najciekawsze zdanie, jakie przeczytałem w ubiegłym roku. Kiedy bodaj Schumacherowi wybuchł silnik i wyleciał on z trasy, legendarny Jackie Stewart powiedział: "A co to za wypadek! Kiedy my wylatywaliśmy z trasy, to obok drogi stały słupy telegraficzne!".

Pod tym względem wypadek Mazocha był w starym, dobrym stylu - łubu dubu, huk, krew, i nawet karetka, która przez kwadrans nie może ruszyć z miejsca (za rok proponuję kamery zainstalować również w szpitalu, ludzie chcą wiedzieć co dzieje się z ich idolami, może też jakiś wykres pracy serca, mózgu...). Skokom może to jednak tylko pomóc - jak paradoksalnie to nie zabrzmi.

Pisze tak spokojnie o śmierci Jana Mazocha, chociaż on żyje, mimo iż w krytycznym stanie. Ale czynię tak nie bez powodu - gdy kogoś przedwcześnie kładzie się do grobu, żyć będzie długo i szczęśliwie. A więc dużo zdrowia, panie Janie.

Jak to się w Polsce czasem mawia: "Panie Boże, daj zdrowie, bo na rozum za późno".

Paweł Zarzeczny

Dowiedz się więcej na temat: wypadek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama