Zarzeczny: Los Angeles i nasze podatki

Do tej pory uważaliśmy, że Los Angeles jest miastem niebezpiecznym dla dorosłych. Ale ostatnie informacje, że tamtejsza archidiecezja rzymsko-katolicka zgodziła się wypłacić 660 milionów dolarów odszkodowania molestowanym dzieciom (przez tamtejszych księży) - każe naszą wiedzę uzupełnić.

Ponieważ właściwie powycierałem już w świecie chyba wszystkie kąty - oczywiście byłem i na mszy świętej w parafii w Los Angeles, a dokładnie w Beverly Hills. Tak się bowiem złożyło, że istnieje tam jedyny polski kościół, do tego w miejscu wielce nietypowym. Mianowicie nasza wybitna aktorka Helena Modrzejewska zapisała w testamencie katolikom swój własny dom, wielkości i kształtu przeciętnej sali gimnastycznej. I rzec muszę, że nigdy w życiu nie byłem na mszy równie fantastycznej.

Reklama

Zacząć trzeba od tego, że amerykańskie kościoły stawiają nie na nudne kazania i atmosferę grobową (jak na Starym Kontynencie na przykład), tylko na show. Nasza msza zaczęła się więc od rockandrollowego koncertu w wykonaniu tabunu dzieciaków z gitarami i perkusją. Potem ksiądz rzekł kilka słów - i dzieci znów miały koncert muzyczny, a my, dorośli - udaliśmy się do dawnych ogrodów pani Helenki. Tam wierni poczęli spożywać przyniesione przez siebie jadła i napoje wysokoprocentowe (zatem nie tylko ksiądz pił wino, to dopiero równość!), a zamiast pism religijnych w tamtejszym kiosku można było nabyć polskie gazety. Kiedy tak dostatecznie podchmieleni i wyedukowani wracaliśmy z kumplami gdzieś w Dolinę San Fernando, zgodni byliśmy, że jak być katolikiem to tylko w Los Angeles!

A tu taki klops... Okazuje się, że te dzieci to nie tylko do gitar były kapłanom tamtejszej archidiecezji potrzebne... I oto Kościół dołączył do wielu innych instytucji, w których kontakt dorosłych z dziećmi bywa nie zawsze całkiem naturalny - jak w chórach czy harcerstwie. Już sama kwota ugody - 660 milionów dolarów - jest porażająca i świadczy o skali tej ohydy, jaka trafiła do kościoła. A jeszcze bardziej przerażające, że amerykańscy biskupi zapłacą przecież nie ze swoich oszczędności, a z naszego świętopietrza. Znaczy się na seksualne igraszki zboczeńców w sutannach tradycyjnie lud boży się złoży.

A co jeszcze gorsze - odszkodowania nie trafią niestety do poszkodowanych dzieci, lecz w jakichś 60 procentach do amerykańskich prawników. Oto na co idą nasze podatki.

Paweł Zarzeczny

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje