Zarzeczny: Lech, czyli "Śmierć fryzjerom"!

Oglądając przez lata polski futbol można odzwyczaić się od pochwał. Tymczasem nawet na ostatnim mundialu nie widziałem takiego gościa jak Elton i takiego meczu jak Lech Poznań kontra Wisła. Ta z Płocka.

O Eltonie pisać nie muszę, facet ma taki luz w grze że trzeba to zobaczyć. Najlepiej w meczu, w którym strzeli pięć goli - stać go na to.

Reklama

Ale kiedy znów zobaczymy tak kapitalny mecz jak ten ostatni Lecha? Nieprędko. To takie spotkanie, po jakim każdy kibic latami będzie wracał na stadion, nawet jak przeżyje kilkadziesiąt porażek z rzędu. Prawdziwa magia futbolu. Najpierw genialny gol Sobczaka dla gości. Drużyna gospodarzy przegrywa już nawet 0:2, nie wykorzystuje karnego, by w końcu po heroicznej walce zwyciężyć 3:2. I zadaje decydujący cios w doliczonym czasie, w 92. minucie.

Niezwykła metamorfoza zachodzi też na trybunach. W pierwszej połowie zawód, nawet złośliwe skandowanie "Amika Poznań". W drugiej rosnąca solidarność z drużyną. Po stracie drugiego gola już oszalały doping i niosące się po stadionie: "Jesteśmy z wami!". I chyba dzięki temu z minuty na minutę coraz bardziej uskrzydlony Lech.

Lech? Toż to przecież zbieranina z dwóch klubów, połączonych dla wzajemnego uniknięcia kłopotów. Lech sprzedał swoje bezcenne wartości za parę groszy, a Amika wskoczyła do Poznania ogrzać się w cudzym łóżku. Nie jestem entuzjastą takiego kuglarstwa i byłem pewien, że to małżeństwo z rozsądku nie ma żadnych szans na przetrwanie.

No i jak miło przyznać się do pomyłki! Wasilewski z Amiki i Reiss z Lecha tak ściskali się po wyrównującym golu, jakby byli przyjaciółmi od lat. Publika szalała, bo Bossacki z Dembińskim, choć przyszli z różnych drużyn, to w końcu tacy sami poznaniacy jak cała widownia. A rozstrzygające akcje Wilka, który już dziś ma chyba lepsze centry niż Zieńczuk? Przecież to wychowanek słynnej poznańskiej "13", jak niegdyś Wichniarek czy Rasiak. Tak, tak, szatan musiał pomagać w montowaniu tej drużyny, bo wypaliła ona w najodpowiedniejszym momencie. Kiedy trzeba było wybiec na pierwszy ligowy mecz i zjednać sobie fanów na lata! I przetrzymać niecodzienną próbę nerwów. Aż trudno zgadnąć jak oni mogli przegrać wcześniej z jakimiś amatorami z Mołdawii eliminacje Pucharu Lata.

Nowy Lech przegra jeszcze niejeden mecz, za co prędzej czy później głową zapłaci Smuda. Na wielu stadionach kibice będą na poznaniaków krzyczeć "Amika" (mogą i "Lutnia", tak Lech nazywał się na samym początku). No cóż, różną przeszłość mają polskie kluby.Zapewne tylko nieliczni fani Legii wiedzą, że ich ukochany zespół też jest owocem podobnego futbolowego mezaliansu. Małej wojskowej drużynki z warszawską Koroną (początek lat 20.), której późniejsi legioniści zabrali nawet biało-zielone barwy... Dziś nie nazwalibyśmy zapewne tego inaczej, jak skandal.

Kto bez grzechu, niech pierwszy ciśnie kamieniem. Nowy Lech nie powstał w normalny sposób. Ale walczy nadzwyczajnie, ma tysiące fanów i mnie to w zupełności wystarcza. A przy okazji Lech zmienia na lepsze historię również Wronek, co ujmę w wymyślonym akurat hasełku (proszę go jednak nie traktować dosłownie, krwiożerczy nie jestem): "Śmierć Fryzjerom!"

Paweł Zarzeczny, "Dziennik"

Dowiedz się więcej na temat: mecz | Lech Poznań | śmierć

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje