Zarzeczny: Finał z głowy

No i mamy już mundial z głowy, choć czekać trzeba na to było całe pół godziny dłużej niż Zidane, bohater dwóch ostatnich akcji - zresztą szybko wyprowadzonych również z głowy.

Jak szybko uznali komentatorzy - w obu przypadkach Zizou miał problem z głową właśnie, a właściwie to raczej z główką, natomiast rozstrzygające uderzenia nieźle wybronili Buffon (na ręce przez mądrą głowę kierowane) i Materazzi (na klatę, głowić za wiele się nie musiał).

Reklama

Co ten Włoch wygłówkował w 110. minucie on tylko jeden wie (podobno mówił coś o jakiejś bezmyślnej główce) - w każdym razie w przeciwieństwie do Zidane głowę musiał mieć chłop na karku. A rywal - pusty łeb.

Głowią się teraz wszyscy czemu ten Francuz z łysą głową w ogóle coś tak koszmarnego zrobił, w pożegnalnym meczu, kiedy grające z głową Żaby straszliwie przeciągnęły już Makarony i próbowały dorwać się do główek, takich z sałatą i sosem. Prawdopodobnie jednak było gorąco i w głowie coś się Żabce zagotowało. A przynajmniej w jednej mózgowej półkuli, co z głowy momentalnie uczyniło półgłówka. Lekki obciach, jak na głowę drużyny i rodziny. Zwłaszcza gdy głowa nie zauważyła, że filmuje ją 158 kamer i podgląda dwa miliardy głów. Czas na spowiedź więc i żal za grzechy - Zidane. Najlepiej ostudzi ci głowę wizyta w Rzymie - u głowy rzymskiego Kościoła. Nie zaszkodzi też jak zahaczysz o tamtejszą prokuraturę. Podobno wyznaczyła już ona nagrodę za twoja głowę.

Mundial z głowy, więc czas na morał. Jak są upały grać trzeba z głową, ale i czapkę nosić na głowie. Bo najważniejsze jest zdrowie.

Paweł Zarzeczny, "Dziennik"

Dowiedz się więcej na temat: Mundial 2014 | Zinedine Zidane | finał

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje