Zarzeczny: Co by tu jeszcze spieprzyć

Pytanie tytułowe dotyczy rzecz jasna Włochów. Mistrzów świata w kopaniu piłki, ale też kopania dołków pod samym sobą.

Oto w parę dni, może w tydzień, zlikwidowali Juventus, Lazio i Fiorentinę, a większości graczy zafundowali eksodus z kraju. Z kraju, w którym jeszcze do niedawna premierem był prezydent Milanu, a calcio państwową religią.

Reklama

No i proszę, wystarczyły jedne wybory, a wszystko się rozwaliło. Pan Romano Prodi, nowy premier, niespecjalnie się tym przejął i rzekł, że Włosi sobie poradzą, na przykład Cannavaro. "Przecież każdy chce dziś Cannavaro" - uśmiechnął się do kamery i wykrakał. Fabio już ponoć w Realu. Za nim wybierają się następni i najlepsi. Tacy, którzy gry poza granicami - zgodnie z włoska tradycją - nie planowali wcześniej jak na emeryturze...

Ciekawe co na to wyborcy Prodiego? Zwłaszcza ci z Turynu (ale Juve popularny jest w całej Italii), Rzymu (no, ci z Lazio raczej głosowali jednak na wnuczkę Mussoliniego), Florencji. I jak oceniają niezawisły (ihahaha) werdykt sportowego sądu. Przecież jest on obrazą sprawiedliwości. Juve dostaje degradację do drugiej ligi i minus 30 punktów - przecież widać w tym drwinę z oskarżonego, bo z takim bagażem nigdy się nie wygrzebie i lepiej byłoby zrzucić go od razu do trzeciej. Czemu darowano Milanowi? Na jakiej podstawie skazano działaczy, a zabrakło odwagi na ruszenie świętych krów, piłkarzy? Opowiadanie, ze gracze nic nie wiedzieli o wieloletnich machlojkach przypomina zeznania hitlerowców w procesie norymberskim. Że nie słyszeli o założonych przez siebie obozach zagłady - było to możliwe?

Włoska piłka zawsze była skorumpowana i kontrolowana przez mafię (camorrę etc.) - w końcu rodzina Moggich wyrosła w Neapolu w czasach Maradony i czasu na edukację nie marnowała. Na Półwyspie Apenińskim bez wsparcia lub akceptacji mafiosów nie jest możliwy żaden transfer - wie to każdy menedżer i każdy piłkarz. To stamtąd wzięły się księżycowe ceny za graczy - zazwyczaj było to pranie brudnych pieniędzy, bo tylko w futbolu ten sam towar może kosztować 1 dolara lub milion. I nikt nie potrafi udowodnić, że jest inaczej, gdy w zwykłej księgowości nie można się pomylić o 10 euro.

Przed kilkoma laty Osservatore Romano wydało komunikat, tuż po transferze Vieriego za 50 mln dolarów, że jest on obrazą dla ubogich (transfer, nie Vieri). Niestety, była to zarazem pochwała mafijnej pomysłowości, a od tamtego czasu ceny tylko rosną (za jakiegoś 17-latka z Argentyny Atletico dało właśnie 20 milionów). A pieniądze rodzą korupcję - poprzez wzmacnianie naturalnej ludzkiej skłonności do ułatwiania sobie życia. Więc Włosi, ale też Hiszpanie i Anglicy dalej kręcić będą lody, bo za ich oszustwa - jak w Polsce - kar nie ma żadnych. Ani dla działaczy (cóż to jest zakaz działania w sporcie? przecież ze sportem Moggi nie miał nic wspólnego!), ani dla obrzydliwie bogatych zawodników. Kary tak naprawdę są wyłącznie dla zadłużonych klubów i biednych kibiców. Dla tych, którym bezpośredniej ani pośredniej winy nie można przypisać żadnej.

Włosi lubią skrajności. Między faszyzmem a antyfaszyzmem, komunizmem a kapitalizmem... Teraz wybierali między piłkarskim mistrzostwem a politycznym popisem. Uznali, że kibiców można skrzywdzić bezkarnie. W końcu - jest już po wyborach. Ale również - chyba jest i po calcio, skazanym bez dowodów i bez głównych winowajców.

A macherzy w krótkich spodenkach zaczną teraz podbijać świat. Bo kto nie chce Cannavaro?

Paweł Zarzeczny, "Dziennik"

Dowiedz się więcej na temat: cannavaro | Włosi

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje