"Żal, że nie skończyła się druga seria"

- Ryzyko wpisane jest w nasz zawód - powiedział Adam Małysz na łamach "Super Expressu" o wypadku Jana Mazocha podczas sobotniego konkursu PŚ na Wielkiej Krokwi w Zakopanem.

- W chwili rozkładania przez Czecha nart w kształt litery "V", jedna z nich została za bardzo wykręcona, złapała powietrze i poszła w dół. Mazoch nie potrafił jej już wyciągnąć w górę. Chyba każdy miałby problem z wylądowaniem po takim skoku - przeanalizował Małysz wypadek czeskiego skoczka.

Reklama

- Czy to był błąd Mazocha, czy też zadziałał wiatr? W takim przypadku zawsze mamy do czynienia z połączeniem kilku elementów. Powiem tylko, że jeśli zawodnik skacze we właściwy sposób, ryzyko jest minimalne - stwierdził trener Norwegów Mika Kojonkoski.

Zdaniem trenera reprezentacji Czech Richarda Schallerta organizatorzy narazili zawodników na niebezpieczeństwo.

- Zawody powinny być przerwane po pierwszej rundzie - podkreślił austriacki szkoleniowiec. Podobnego zdania był kolega Mazocha z reprezentacji Czech Jakub Janda. - Ryzyko ryzykiem, ale warunki były zbyt niebezpieczne do skakania - wyznał ubiegłoroczny zwycięzca klasyfikacji generalnej PŚ.

- Warunki podczas sobotniego konkursu były trudne, ale nawet przy takiej pogodzie najlepsi skoczkowie przeprowadzają przecież treningi. Jury podjęło właściwą decyzję, kontynuując zawody. Być może zareagowało zbyt nerwowo, przerywając konkurs - podkreślił Kojonkoski.

- Żal, że nie skończyła się druga seria. Można było czekać na sprzyjające chwile, puszczać ostatnich jedenastu zawodników i nic by się nie działo. Upadki takie jak Mazocha zdarzają się i nieuzasadnione byłoby przerywanie konkursu po każdym z nich. Warunki w finale były takie jak w pierwszej serii, a niektórzy mówią, że nawet lepsze - tłumaczył prezes PZN Apoloniusz Tajner.

Super Express/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Adam Małysz | ryzyko | Puchar Świata w Zakopanem

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje