Zadyszka 76ers

Sacramento Kings nie próżnują czekając na powrót do akcji swego lidera Chrisa Webbera. Mimo, iż listę nieobecnych zasilił również Doug Chrisie, (doznał kontuzji ręki w niedzielnym starciu z Mavs), "Królowie" pewnie pokonali w ARCO Arena cierpiących na zadyszkę Philadelphia 76ers 94:84.

Ekipę Larry`ego Browna pogrążył Bobby Jackson zastępujący w pierwszej piątce Christie`go. Rezerwowy rzucający obronca wysłany w bój na przeciw Allena Iversona, pozwolił MVP zeszłego sezonu uzbierać tylko 24 punkty. Iverson w trzech ostatnich starciach zaplikował kalifornijskiej drużynie w sumie 99 "oczek", tym razem trafił z pola tylko 9 razy z 30 "odpalonych" rzutów. Jackson szczególnie nękał asa z Miasta Braterskiej Miłości w drugiej części meczu, pozwalając mu trafić z akcji tylko trzykrotnie.

Reklama

- Kluczem do zwycięstwa była trzecia kwarta - celnie zauważył Peja Stojakovic, który prócz 20 punktów zebrał z tablic 12 piłek. Istotnie gospodarze nie zrażeni fantastycznym zrywem 76esr (11:0!) na początku trzeciej odsłony, odpowiedzieli "runem" 15:5 i objęli prowadzenie 63:58.

Tim Floyd kategorycznie zdementował doniesienia prasowe jakoby zwrócił się do władz Chicago Bulls, aby zwolnili go z obowiązku prowadzenia drużyny. Tymczasem koszykarze pokrzepieni wiadomością, iż trener ich nie opuści odwdzięczyli się swemu coachowi 3. zwycięstwem w sezonie. "Byki" zmiotły wprost z parkietu w United Center Houston Rockets pokonując gości z Teksasu aż 103:75. 22 punkty dla zwycięzców było autorstwem Rona Mercera, który zrehabilitował się w ten sposób za fatalną indolencję strzelecką w sobotnim starciu z 76ers (tylko 4/16 z gry).

- Dziś nareszcie zagraliśmy poprawnie w defensywie i to ułatwiło nam zdobywanie punktów - powiedział najskuteczniejszy snajper Bulls.

- Po czterech meczach w pięć dni jesteśmy mentalnie i fizycznie wykończeni - próbował tłumaczyć pierwszą porażkę w Chicago od stycznia 1998 szkoleniowiec "Rakiet" Rudy Tomjanowic.

Utratę prymatu w Midwest Division kosztowały Minnesottę Timberwolves trzy kolejne wyjazdowe wpadki (ze SuperSonics, Lakers i Clippers). Tydzień po porażce w Key Arena (102:112) z ekipą Nate`a McMillana "Wilki" wzięły srogi odwet pokonując "Ponadźwiękowców" różnicą ćwierć setki punktów (108:83) w Minneapolis. Pierwsze skrzypce w ekipie gospodarzy zagrał Kevin Garnet, który prócz 21 punktów zebrał 15 piłek i siedmiokrotnie asystował. 20 punktów do dorobku zespołu Flipa Saundersa dopisał Wally Szczerbiak.

Zobacz wyniki meczów i zdobywców punktów z 4 grudnia

Dowiedz się więcej na temat: Arena | Michael Jackson

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje