XX Zimowe Igrzyska Olimpijskie rozpoczęte!

W Turynie rozpoczęły się XX Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Słowa "Igrzyska czas zacząć" wypowiedział prezydent Włoch Carlo Azeglio Ciampi.

Polską ekipę na wypełniony po brzegi stadion olimpijski w Turynie wprowadziła snowboardzistka Paulina Ligocka. Początkowo chorążym reprezentacji biało-czerwonych miała być Jagna Marczułajtis, ale przeziębiła się i ceremonię otwarcia obejrzała w telewizji, w wiosce w Bardonecchii.

Reklama

Lepszego miejsca na otwarcie igrzysk nie ma w całym Piemoncie. To właśnie tutaj do końca lat 80. grały Juventus Turyn i FC Torino. To tutaj piękne bramki dla "Starej Damy" strzelał Zbigniew Boniek, teraz attache polskiej misji olimpijskiej. - To już zupełnie inny stadion, ale sentyment pozostał - mówi były piłkarz.

Specjalnie na potrzeby ceremonii pojemność obiektu powiększono z 26 do 35 tysięcy widzów. Chętnych było dużo więcej i wcale nie przeszkadzały im ceny biletów, które w piątek w okolicach stadionu można było kupić nawet za tysiąc euro.

Zapleczem dla setek artystów i statystów, którzy przez nieco ponad dwie i pół godziny zabawiały widzów, była sąsiadująca ze stadionem hala Palasport Olimpico, gdzie rozgrywane będą hokejowe mecze kobiet i mężczyzn. Na czas ceremonii stała się ona gigantycznym magazynem, w którym znajdowało się ponad 5 tysięcy par butów i ponad 6 tysięcy różnego rodzaju kostiumów.

Zanim Włosi pokazali całemu światu przedstawienie, które skromnie nazwali "najwspanialszym na świecie", długie miesiące dopracowywali najmniejsze szczegóły ceremonii. W ramach przygotowań odbyło się 720 prób, na których wypito 15 tysięcy litrów herbaty i 50 tysięcy litrów wody.

Przedstawienie rozpoczęło się od symbolicznego uderzenia przez kowala młotem w ustawione na środku sceny kowadło, z którego wystrzeliły płomienie. Za kowala przebrany był włoski gimnastyk Jury Chechi, złoty medalista IO w Atlancie. Pokaz miał znaczenie symboliczne - był to hołd złożony przemysłowi i kupiectwu, które przez lata przyczyniły się do rozwoju Turynu.

Chwilę później na scenę wjechali łyżwiarze, którzy wirowali w szalonym tempie, układając się w różne wzory, m.in. w efektowną spiralę i serce. Kolejny punkt programu dotyczył Alp. Scena na moment zamieniła się w zaśnieżony las, rozbrzmiała góralska muzyka, a dzieci wniosły na scenę flagi siedmiu państw, które mają w swoim obrębie te piękne góry.

Po zakończeniu występu na scenę niosąc włoską flagę weszła była modelka Carla Bruni. Na trybunach pojawili się witani przed organizatorów przewodniczący MKOl Jacques Rogge, prezydent Włoch i inni oficjele, w tym premier Polski Kazimierz Marcinkiewicz. Podczas wciągania flagi na maszt włoski hymn zaśpiewała kilkunastoletnia dziewczynka, której towarzyszył chór złożony z 82 osób.

Jednym z ciekawszych punktów programu było zapalenie na gigantycznej bramie pięciu kółek olimpijskich. Ich rozmiar również robił wrażenie - każde miało średnicę siedmiu metrów. Później na scenę wkroczyły najważniejsze w czasie igrzysk osoby, czyli sportowcy i członkowie sztabów szkoleniowych. Zaczęło się od Grecji, kolebki olimpizmu.

Stadion każdą z ekip nagradzał brawami, ale punkt kulminacyjny i nieprawdopodobny harmider rozległo się dopiero na samym końcu przemarszu, kiedy łyżwiarka figurowa Caroline Kostner wprowadziła na stadion ekipę Włoch.

Nie można nie wspomnieć o wspólnym przemarszu reprezentacji Korei Południowej i Północnej. Doszło do tego po raz pierwszy w historii ZIO. Oba państwa znajdują się nadal formalnie w stanie wojny. Ich wspólny występ odbierany jest jako przejaw ocieplenia stosunków między Seulem i Phenianem. Zawodnicy maszerowali pod jedną flagą, podobnie jak podczas inauguracji letnich igrzysk 2000 roku w Sydney i 2004 roku w Atenach. Jednak w zawodach sportowcy wystąpią osobno.

Po przemarszu 80 ekip widzowie mieli okazję poznać historię Włoch w pigułce - w przedstawieniu "Od Renesansu do Baroku" oraz podziwiać wizję przyszłości - w pokazie "Od Futuryzmu do Przyszłości". Finałowym akcentem był "taniec" na scenie bolidu Formuły 1 w charakterystycznych, czerwonych barwach. Od samego początku pokazom towarzyszyła muzyka. Każdy mógł wybrać coś dla siebie - z głośników popłynęły dziesiątki fragmentów utworów, od popu, poprzez disco, a na rocku i hip-hopie skończywszy.

Potem nastąpił nieco mniej ciekawy etap ceremonii - przemówienia. Jako pierwszy zebranych pozdrowił przewodniczący komitetu organizacyjnego Valentino Castellani. Od "Buena Serra" rozpoczął swoje wystąpienie szef MKOl Jacques Rogge. Belg zwrócił się do sportowców: - Jesteście inspiracją dla przyszłych pokoleń, rywalizujcie mając w pamięci zasady fair play, z szacunkiem dla rywali. Jednocześnie proszę - odrzućcie doping.

Rogge przypomniał także o idei pokoju olimpijskiego. - Świat potrzebuje pokoju. Spróbujmy podczas igrzysk przełamać bariery narodowe i religijne, pokazać świat, w jakim chcielibyśmy żyć - mówił szef MKOl.

Prezydent Włoch Carlo Azeglio Ciampi poprosił o wprowadzenie na scenę flagi olimpijskiej. Wniosło ją na stadion osiem kobiet - wśród nich aktorki Sofia Loren i Susan Sarandon, laureatka pokojowej nagrody Nobla Wangari Maathai, Somaly Mam z Kambodży, chilijska pisarka Isabelle Allende, słynna sportsmenka Maria Mutola.

Flaga powędrowała na maszt przy dźwiękach hymnu olimpijskiego. Chwilę później prezydent Ciampi wygłosił tradycyjną formułę otwierając zimowe igrzyska 20. olimpiady. W tym momencie wszyscy na stadionie stali. Jeszcze nie umilkły brawa, a rozległy się pierwsze dźwięki oficjalnego hymnu igrzysk w Turynie, a na stadion wniesiono flagi wszystkich państw, które wezmą udział w zawodach. W imieniu zawodników przysięgę olimpijską złożył włoski alpejczyk Giorgio Rocca.

Później na scenę powrócił motyw pokoju. Kilkudziesięciu akrobatów, poruszając się po zwieszających się z dachu linach ułożyli się w symbol pokoju - gołębia. Apel o pokój wygłosiła Yoko Ono, wdowa po słynnym brytyjskim muzyku Johnie Lennonie. W absolutnej ciszy słuchał jej cały stadion. Apel dotarł również do dwóch miliardów ludzi przed telewizorami. Napisany przez ex- Beatlesa utwór "Imagine", mówiący właśnie o pokoju na świecie, wykonał Peter Gabriel.

A później nastąpiło to, na co czekała cała Italia - na scenie pojawiła się pochodnia z ogniem olimpijskim. Spekulacjom kto zapali znicz nie było końca. Wybranką losu okazała się Stefania Belmondo. Pochodząca z Piemontu 37-letnia biegaczka narciarska jest najbardziej utytułowaną włoską sportsmenką w zimowych dyscyplinach. W dorobku ma dziewięć medali olimpijskich, w tym dwa złote.

Belmondo przytknęła pochodnię do niewielkiego, znajdującego się na scenie łuku. W kolejnej sekundzie wędrujący w specjalnych rynnach ogień okrążył scenę i dotarł do znicza. Ten znicz jest największym w historii igrzysk. Ma 57 metrów wysokości.

Przedostatnim punktem programu ogromną bramę na scenie przysłoniła kurtyna. Stadion wstrzymał oddech, kiedy kurtyna ukazała stojącego za nią słynnego włoskiego tenora Luciano Pavarottiego. Przy akompaniamencie orkiestry wykonał on "Nessuno Dorma" Giacomo Pucciniego.

Na zakończenie wszystkie światła na chwilę zgasły. Stadion rozświetlił wspaniały pokaz sztucznych ogni, a huk wystrzałów słychać było nawet kilkanaście kilometrów od obiektu.

I tyle. Teraz pozostaje już tylko przez następne 16 dni śledzić zmagania sportowe. Tylko, czy aż. Bo chyba tak naprawdę to na to wszyscy czekają...

Zobacz galerię zdjęć z uroczystości otwarcia XX Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Turynie

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: prezydent | mkol | flaga | stadiony | igrzyska olimpijskie | zimowe igrzyska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje