Wyniki skoczków zaskoczyły Tajnera

Prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner przyznał, że bardzo dobre wyniki skoczków na początku sezonu nieco go zaskoczyły. Nie spodziewał się, że aż czterech może znaleźć się w czołowej "15" zawodów Pucharu Świata.

- Mamy wyrównaną grupę, w której panuje świetna atmosfera i sportowa rywalizacja. Atakujemy ławą - podkreślił.

Reklama

W niedzielę w norweskim Lillehammer po raz pierwszy w historii PŚ czterech Polaków uplasowało się w czołowej "15". Gdyby były to zawody drużynowe, biało-czerwoni byliby zdecydowanie najlepsi.

- Wiedziałem, że grupa jest dobrze przygotowana i sądziłem, że trzech bądź czterech zawodników będzie punktować. Jednak cztery miejsca w czołowej "15", jak w niedzielę w Lillehammer, przeszły moje oczekiwania. Zresztą chyba nikt się tego nie spodziewał - powiedział Apoloniusz Tajner.

- Nie jesteśmy jeszcze chyba co prawda tak mocni, by podobne wyniki zdarzały się w każdych zawodach, ale powody do zadowolenia są. Szczególnie po młodych skoczkach widać, że zrobili ostatnio spore postępy - dodał.

Jego zdaniem, bardzo dobrą decyzją okazało się podzielenie kadry na dwie grupy i wydzielenie "teamu Małysz". - Taka organizacja pracy odpowiada i Adamowi, i reszcie kadry. Małysz ze swoim dorobkiem, doświadczeniem sam wie, co robić, jak trenować. Jest na takim poziomie, że pod okiem Hannu Lepistoe może skupić się na pracy nad detalami. Reszta grupy musi trenować inaczej, ciągle mieć opiekę szkoleniową. Gdy Fin był trenerem kadry, zdarzało się - z racji jego wyjazdów do ojczyzny - że trochę się gubili. Teraz Łukasz Kruczek i Zbigniew Klimowski mają nad nimi stały nadzór i kontrolę. A poza tym, rywalizacja o miano najlepszego między nimi i chęć dobrania się do skóry Adamowi sprawia, że cała grupa idzie do przodu - uważa prezes PZN.

Tajner oczekuje, że polscy skoczkowie ustabilizują formę na wysokim poziomie. - Adam i Kamil Stoch są na krzywej wznoszącej, co widać gołym okiem. Oni powinni jeszcze pójść w górę. Reszcie pewnie jeszcze zdarzać się będą wahania formy i nie zawsze będzie tak dobrze, jak w Lillehammer. Głównym zadaniem jest teraz stabilizacja dyspozycji na wysokim poziomie - podkreślił.

Według niego, choć najważniejsza impreza sezonu - igrzyska olimpijskie w Vancouver - odbędzie się w połowie lutego, to nie trzeba się obawiać, że "forma przyszła za wcześnie".

- Mamy bardzo szerokę grupę. Piątka już punktuje w Pucharze Świata, Piotrek Żyła, który jest z kadrą w Norwegii, na razie lepiej spisuje się na treningach niż w zawodach, ale i on w końcu "zaskoczy". Kilku kolejnych zawodników tylko czeka na swoją szansę. Jest w tym gronie m.in. młodszy brat tak dobrze skaczącego Krzysia Miętusa - Grzegorz, jest Dawid Kubacki, jest Maciej Kot. Nie wolno zapominać też o Rafale Śliżu i Stefanku Huli. Na razie są nieco z tyłu, ale też ciężko pracują i w każdej chwili mogą zastąpić kogoś, komu przytrafi się dołek. W każdym razie trenerzy mają z kogo wybierać. Jak nie jeden, to drugi albo jeszcze kto inny. To naprawdę mocne podstawy, by do Vancouver pojechała silna drużyna, zdolna do walki z najlepszymi - zaznaczył.

Były trener kadry zwrócił też uwagę na znaczenie jesiennych przygotowań i dużą liczbę skoków na śniegu. - Teraz pogoda się popsuła, ale wcześniej wszyscy nasi zawodnicy sporo poskakali na śniegu. I to w dobrych warunkach, co w okresie przygotowawczym jest niesłychanie ważne. To sprawiło, że szybko osiągnęli swój normalny poziom i nie muszą "szukać" formy metodą startową - dodał.

Polska kadra A wciąż przebywa w Lillehammer. - Tam jeszcze można skakać, już dziś przed południem odbył się trening. Ekipa zostanie tam do czwartku - poinformował.

W najbliższy weekend karuzela Pucharu Świata miała mieć przystanek w Harrachovie, ale zawody zostały odwołane z powodu jesiennej aury. - Jest co prawda biało, ale śniegu mało, a mrozu wcale. W takich warunkach nie uda się przeprowadzić zawodów. Ale... Prognozy mówią, że zima może w najbliższych dniach zawitać do Czech. W środę w południe FIS (światowa federacja - PAP) ma podjąć ostateczną decyzję. W grę wchodzi np. zorganizowanie konkursów w przyszłym tygodniu - wtorek-środa bądź środa-czwartek. W takim przypadku z Harrachova skoczkowie przenieśliby się prosto do szwajcarskiego Engelbergu, gdzie zawody są zaplanowane na 19-20 grudnia - zakończył Apoloniusz Tajner.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: zaskoczenie | zawody | Lillehammer | kadry | tajner

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama