Wygrała grając w okularach

Amerykanka Tamika Catchings z Lotosu PKO BP Gdynia została wybrana najlepszą zawodniczką (MVP) finałowej rywalizacji ekstraklasy koszykarek. Catchings zagrała w meczu numer 5, mimo że trzy dni wcześniej w Gorzowie Wlkp., doznała poważnie wyglądającego urazu oka.

Catchings, która w Gdyni w niedzielę grała w specjalnych okularach, miała istotny wkład w sukces Lotosu i zwycięstwo w ostatnim meczu finału 73:58.

Reklama

"Chciałam być z zespołem na parkiecie, bo jestem jego częścią. Chciałam pomóc koleżankom w wywalczeniu tytułu na parkiecie, a nie siedząc na trybunach. Zrobiłam to i dla koleżanek i dla fanów,, bo koszykówka jest dla mnie wszystkim" - powiedziała PAP Catchings.

"Dziękuję wszystkim kibicom, którzy przychodzili na każdy nasz mecz. Bardzo nam pomogli w zdobyciu mistrzostwa. Jestem pod wrażeniem miasta, ludzi. Wszyscy byli bardzo mili, zresztą nie tylko dla mnie, ale też dla koleżanek z zespołu"- powiedziała amerykańska gwiazda polskiej ligi.

Paulina Pawlak zgodnie z tradycją po dekoracji medalami odcięła nożem siatkę gdyńskiego kosza. Pawlak przyznała, że jako kapitan ekipy z Gdyni robiła to po raz pierwszy.

"Wszystkie grałyśmy z zaangażowaniem i sercem. Byłyśmy kolektywem, prawdziwą drużyną, miałyśmy bardzo dobry sztab szkoleniowy i dlatego udało nam się zdobyć tytuł. Na razie nikt nie wybiega w przyszłość. Cieszymy się po prostu z tego, że mamy złote medale na szyjach" - powiedziała po meczu Paulina Pawlak.

"Nie chciałyśmy meczu w Gorzowie przegrać, aby tu w Gdyni świętować. To była walka sportowa. Okazało się, że wyszło jak najlepiej i nasza hala przyniosła szczęście. Przed rokiem przegraliśmy z Wisłą w domu i do tego finału ta trauma była w nas ciągle. Psychicznie i mentalnie cięższe były półfinałowe mecze z Wisłą, jednak fizycznie ciężej grało się z Gorzowem" - powiedziała PAP po meczu Jekaterina Snicyna.

Białoruskiej koszykarce z trybun kibicował ojciec, który specjalnie przyjechał na mecz numer 5.

"Wielkie gratulacje dla najlepszego zespołu w Polsce. Bezdyskusyjnie najlepszej drużyny, która moim zdaniem wyprzedza w tej chwili wszystkie zespoły w Polsce i sportowo i organizacyjnie. Jestem dumny ze swojego zespołu, bo zrobiliśmy w tym roku, to co było naszym marzeniem. W ostatnim spotkaniu, tu w Gdyni, zabrakło nam trochę zdrowia w trzeciej kwarcie. Jacek [Winnicki - PAP] miał więcej wartościowych zawodniczek i dawało mu to duże możliwości rotacji. Staraliśmy się na tyle na ile mogliśmy, ale myślę że stworzyliśmy widowiska godne finału" -powiedział trener KSSSE Dariusz Maciejewski.

Szkoleniowiec ekipy z Gorzowa podkreślił też, że czołowymi postaciami finałów były polskie koszykarki, dodał, iż ogromnie cieszy się z tego, że w ostatnim meczu mogła zagrać Tamika Catchings, która odgrywa ogromną rolę promocyjną dla koszykówki w Polsce.

"Dziękuje za uznanie dla naszego zespołu. Zawsze powtarzaliśmy, że Gorzów zasłużył na miejsce w finale. Wszystkie mecze finału były bardzo zacięte. Przyszedłem z jednym zadaniem - by mistrzostwo Polski powróciło do Gdyni. Dziękuję prezesowi Krawczykowi, że mi zaufał. Te dziewczyny nauczyły mnie bardzo dużo, jeśli chodzi o żeńską koszykówkę. Udało nam się zgrać to co przyniosłem z męskiego basketu, z tym jakie zasady panują w koszykówce kobiet" - powiedział po meczu trener Lotosu PKO BP.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: wygraj | Pawlak | PKO BP SA | Gdynia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama