Wszystkie rekordy Barcelony

Ostatni mecz w roku był dla Barcelony tak samo dramatyczny jak półfinał Champions League z Chelsea Londyn. 111. minuta, w której Leo Messi zdobył gola na wagę tytułu najlepszej drużyny świata, przypomniał finał Pucharu Europy z 1992 roku.

W 111. minucie historycznego meczu na Wembley Ronald Koeman uderzył piłkę z taką mocą, że bramkarz Sampdorii Gianluca Pagliuca nie był w stanie jej sięgnąć. Dream Team Johanna Cruyffa wytrwał potem jeszcze dziewięć minut, by świętować pierwszy w historii klubu triumf w Pucharze Europy. Po dwóch przegranych finałach (1961 i 1986), trzeci zakończył się sukcesem, wśród bawiących się w świątyni futbolu był wychowanek "La Masia" Pep Guardiola. Miał wtedy zaledwie 21 lat. Pięć lat wcześniej urodził się Leo Messi.

Reklama

Hiszpańscy dziennikarze opowiadali mi, że przed meczem finałowym Guardiola znalazł w prasie dwie różne liczby schodów stadionu Wembley, które musi pokonać każdy ze zwycięzców, by odebrać Puchar Europy. Po meczu nie stracił głowy, więc skrupulatnie policzył stopnie. Anegdota ma pokazywać zimną krew i precyzję, z jaką traktuje futbol obecny trener Barcelony. Ten sam, który w ostatnich dwunastu miesiącach pobił z drużyną wszystkie rekordy (sześć trofeów).

Pierwszy był Puchar Króla, którego finał przeżywający poważne kłopoty kadrowe Katalończycy wygrali z Athletic Bilbao w znakomitym stylu. Potem był półfinał Champions League z Chelsea, gdzie drużynę walczącą w dziesiątkę uratował strzałem rozpaczy Andres Iniesta. Wreszcie przyszedł czas na elektryzujące Gran Derbi - na Santiago Bernabeu Barca wygrała z Realem 6:2 odbierając mu tytuł mistrza Hiszpanii. Na koniec, w finale Ligi Mistrzów świat podziwiał wielkie, przekonywujące zwycięstwo nad broniącym trofeum Manchesterem United. Superpuchar Hiszpanii i Europy okazały się deserem, w którym Barca była bardziej efektywna niż efektowna. W sobotę, w ostatnim meczu niezwykłego roku, kiedy ważyły się losy szóstego tytułu, znowu scenariusz pisał Alfred Hitchcock. I po raz szósty, drużyna znalazła w sobie siłę, by zakończyć wszystko happy endem.

PS. Tymczasem na Santiago Bernabeu świetnie grający Real Madryt pobił Saragossę 6:0 i ma już tylko dwa punkty straty do drużyny Pepa Guardioli.

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Czytaj także:

Barcelona najlepszą drużyną klubową świata

Messi z kolejnym trofeum

Dowiedz się więcej na temat: finał | półfinał | Liga Mistrzów | Real | FC Barcelona | rekordy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje